Skoro napisano już kilka książek, nagrano audiobooki i udzielono setek wywiadów, nieproszony wpraszam się i ja z kilkoma subiektywnymi poradami dotyczącymi zakupu nieruchomości i życia we Włoszech. Myślę, że mogą one choć troszkę pomóc. Zacznę od ciekawostki. 12€ - tyle zapłaciłem za siedem wybornych kaw oraz dwa pyszne croissanty z nadzieniem budyniowym. Zamówienie zrealizowane w kilka minut przez sympatycznego starszego pana, w lokalnym włoskim sklepie, kawiarni, miejscu spotkań klasy robotniczej. Można? Można.
Włochy to nie tylko Collosseum, weneckie gondole, fontanna Di Trevi czy Ferrari. To głównie interior, prowincja, góry, morze, prostota i empatia. Zatem zaczniemy od zakupu, by potem delikatnie przejść w remont upatrzonej nieruchomości. Otóż włoskie nieruchomości dzielą się na te za prawie darmo, pół darmo, i te za setki tysięcy a nawet miliony euro. Te, które zrobiły w Polsce największy marketing, czyli za półdarmo zasadniczo są do zamieszkania, ale w warunkach nieco schroniskowych. Dlatego dla takich jak ja, którzy dostrzegają w nich piękno, przyszły komfort życia i lokatę potrzeba nieco więcej czasu, spokoju, wytrwałości i nakładów. Wszystkie te wartości mają jednak zupełnie inne wskaźniki w Polsce, a inne we Włoszech. Przekładając to z włoskiego na nasze: czas liczony jest mniej więcej w przeliczniku 1:30, a czasami nawet 1:50. Czyli to, co w Polsce zrobisz w jeden dzień, we Włoszech robi się w ok. 30-50 dni. Definicja spokoju nie ma żadnego przelicznika. Mój polski spokój trwa mniej więcej kilka dni i zwykle ogarnia mnie furia jak coś nie idzie. We Włoszech osiągnąłem absolutny rekord trzech lat i nie wpadłem ani razu w furię, a jedynie kilka razy się zdenerwowałem. Polska wytrwałość to maksymalnie kilka miesięcy, jeśli chodzi o niedotrzymanie terminów. W Italii można to rozciągnąć nawet do czterech lat. Bardzo ważne! Bezwzględnie należy korzystać z profesjonalnych i polecanych agentów sprzedaży nieruchomości, gdyż 50% włoskich domów jest nielegalna. Jeśli kupisz dom nielegalny, możesz w nim zamieszkać, ale zalegalizowanie go po zakupie jest tak prawdopodobne jak śnieg na Saharze. Dlatego zalegalizowanie samowolki budowlanej musi dokonać sprzedający. Jeśli będzie mu się chciało, to zakup opóźni się o rok.
Jeśli zakochacie się w wybranej nieruchomości, warto poczekać. Wybór wykonawcy remontu to już prawdziwa włoska ruletka. Prawdopodobieństwo trafienia na rzetelnego wykonawcę równa się zeru. Nie liczcie też, że ktokolwiek tam będzie z wami rozmawiał po angielsku. Musicie wiedzieć, że włoski pracownik budowlany nie przychodzi do pracy przez 6 dni w tygodniu i nie kończy jej o godzinie 17. Zwykle przychodzi raz na dwa tygodnie na 2-3 godziny, jeśli w tym czasie nie pada deszcz. 12:30-14:30 to pora lunchu i Włochy poza gastronomią stają na te dwie godziny. Pod żadnym pozorem nie wolno wam opowiadać o polskiej solidności i organizacji pracy. To zdecydowanie pogarsza sytuację. Nie ma takiej możliwości, aby na obiekcie pracowali jednocześnie hydraulicy, elektrycy i murarze. Zapomnijcie też o ściąganiu polskich ekip budowlanych. Wszystkie specjalistyczne prace instalacyjne i konstrukcyjne jak elektryka, ogrzewanie, hydraulika, naprawa dachu czy nowe otwory w ścianach muszą wykonywać koncesjonowane włoskie firmy. Inaczej wasz nowy dom będzie znów nielegalny. Polskie ekipy mogą jedynie położyć kafelki i pomalować ściany, co w rzeczywistości przyspieszy remont o jakieś 1,5 roku i nie będzie poprawek. Umowy z budowlańcami owszem trzeba podpisywać, ale jeśli coś się posypie, nie mają one w sądzie żadnego znaczenia, gdyż sprawy ciągną się tam latami i w tym czasie wydasz wszystko na prawników. Kary umowne, które w Polsce działają jak płachta na byka we Włoszech są dowcipem. Nie działają tam na nikogo i są jedynie fikcją na papierze. Geometra zaś to zawód, który nie występuje w Polsce. To szanowana i najważniejsza postać we włoskim łańcuchu budowlanym. To on wszystko legalizuje w gminie i bez niego nie zrobisz nic. To on organizuje ekipy budowlane, biorąc za to %, i jeśli przez pierwsze 3 lata nie zrobisz mu krzywdy, to możesz uznać, że jesteś już w 30% Włochem.
Zatem jak dotrwasz do końca, wydasz na remont trzy razy więcej niż planowałeś, to i tak masz dobrze. Cały ten okres potraktujesz jak niewielki wyrok i od teraz będziesz cieszyć się wolnością, pięknem włoskiej prowincji i dobrze ulokowanymi pieniędzmi. I niewykluczone, że któregoś dnia w lokalnym barze natkniesz się na murarza, z którym wypijesz wino zapominając, że przez 8 miesięcy wybijał ci w ścianie otwór okienny. Ciao!



