„Obyś żył w ciekawych czasach”. Było kiedyś takie powiedzenie. Jego przesłanie nie było jednak pozytywne, jak mogłoby się wydawać. Bo owe „ciekawe czasy” oznaczały nic innego jak okres kryzysów, wojen i wszelkich niepokojów. Wszystkiego co stanowi przeciwieństwo dla nudnej stabilizacji. I choć dzisiaj jest już rzadko używane to trudno o lepsze określenie dzisiejszej rzeczywistości. Jako dziennikarz powinienem się nawet cieszyć. Gdy 29 lat temu zaczynałem swoją przygodę z dziennikarstwem w Gazecie Wyborczej wyzwaniem był „sezon ogórkowy”, czyli okres, gdy brakowało tematów. Najczęściej związany z wakacjami. Życie wtedy zwalniało, a my dwoiliśmy się i troiliśmy, by coś ciekawego napisać.
Dzisiaj to już historia. Codzienność aż kipi od tematów. I bynajmniej nie z powodu wojen, kryzysów i niepokojów. Zmieniło się coś jeszcze. Internetowa rewolucja wywróciła świat do góry nogami. Tradycyjne media utraciły monopol na zarządzanie informacją i kreowanie rzeczywistości. Teoretycznie to dobra zmiana. Media przecież nigdy nie były idealne, a dzięki internetowi każdy mógł stać się źródłem informacji i wpływać na rzeczywistość. Dzisiaj już wiemy, że ta nieograniczona wolność spowodowała też wielkie szkody. Internet stał się nie tylko źródłem dezinformacji, ale i zmienił nasze życie. Kluczem do sukcesu stała się umiejętność zdobycia uwagi internautów, a niekoniecznie wiedza i talent. Nowi idole zaczęli tworzyć nowe normy społeczne i kulturowe oraz nadają ton debacie publicznej. Zmieniło się też tempo życia.
Czy narzekam? Nie. No może trochę. Nie taka jest jednak moja intencja. Wręcz odwrotnie. To raczej satysfakcja, z tego, że wciąż nam się udaje robić to co robimy. Czyli dostarczać Wam co miesiąc solidną dawkę informacji, dobranych wg jakości, a nie algorytmów, serwowanych w klasycznej formie i do tego na tak archaicznym nośniku jakim jest papier. Nic nie jest więc stracone! A do tego mamy już wiosnę, dłuższy dzień i więcej słońca. Spokojnej lektury.



