Za rzadko o tym myślimy, że obraz jest zaprojektowanym i przemyślanym przekazem. Tak jak my ubieramy się i poprzez ubiór, i to jak widzą nas inni, coś komunikujemy. Tak samo przekaz obrazkowy - czy to obraz, zdjęcie, rzeźba czy program na żywo - jest przekazem. Ma swoje znaczenia, warstwy i jest przemyślany oraz jest zaprojektowany. Kolor i światło budują nastrój. Formy przywołują kulturowe konteksty. Sztuka jest też kapsułą czasu - pamięcią, która wykracza poza twórcę. Twórczość wszelkiej maści jest przypisana do człowieka. Nawet jak coś niszczymy (jak poprzez wojny) tłumaczymy to „budowaniem lepszego jutra”. Człowiek nie potrafi żyć bez tworzenia. Człowiek nie potrafi też widzieć świata bez interpretacji. Od małego dziecka uczymy się na twarzy naszych matek czytać emocje, znaczenia i konteksty. Potem, bardziej lub mniej świadomie, żyjemy w nieskończonych pajęczynach znaczeń i komunikatów. Drobne gesty na twarzy i wielkie emocje społeczne, które przemierzają kontynenty to nasza codzienność.
Przemyślenia te towarzyszyły mi ostatnio podczas rozmowy z panem Piotrem Krupą, twórcą Krupa Art Foundation. Dookoła, w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, trwa Top Charity Art, zorganizowane przez Omenaa Mensah i Rafał Brzoska, a my – w otoczeniu kolorowych rzeźb (i tych z połowy XVIII wieku) – rozmawiamy o tym, że dla sztuki nie ma alternatywy, że jest ona swoistą kapsułą czasu. Rozmawiamy o tym, jak odnajdywać obrazy, które naprawdę warto odkryć – i o tym, że nie jest to łatwe. Rozmawiamy także o roli wystawy Najlepsze Dyplomy, odbywającej się w Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku, która skupia wokół siebie najciekawsze realizacje młodej sztuki w Polsce.
Oglądam rzeźby i obrazy na wystawie i patrząc na dzieło ghanijskiego malarza i artysty wizualnego Amoako Boafo spoglądam kątem oka na obraz „Grove” autorstwa Ewy Juszkiewicz. W sztuce niezwykłe jest to, że dane dzieło może przesunąć jej granice i może dodać nowe znaczenia do definicji. Tak było z performance, gdy Jackson Pollock z aktu twórczego uczynił część dzieła. To zmieniło wszystko.
Mnie osobiście sztuka zaprasza do samotności, niezależnie czy ją tworzę czy oglądam, to dla mnie wizjer do wewnętrznego świata z silnym przyciąganiem rodem z Alicji z Krainy Czarów. Tutaj przypomina mi się rozmowa z amerykańską psycholożką i artystką Patricią Couglin, z którą niedawno wspólnie analizowałem granicę i przenikanie się wewnętrznych światów. Płótno i twórca, twórca i jego wnętrze, wnętrze i ekspresja.
Ale obraz współcześnie to dużo więcej. Zaczęło się niewinnie, ale sztuka stała się masowa. Stała się narzędziem wpływu na globalną skalę wraz z pojawianiem się telewizji i internetu. Dziś jesteśmy cywilizacją informacyjną jak powiedział to już w 1963 roku japończyk Tadao Umesao. Dowód? Polityka współczesna to dilowanie społecznymi emocjami za pomocą obrazków i tekstów w X. Szybciej, intensywniej, lepiej a na szczycie piramidy przekazów jest Donald Trump przedstawiający siebie jako Jezusa za pomocą obrazka wygenerowanego przez AI.
Nie potrafimy inaczej - patrzymy i interpretujemy obrazy. Nie da się tego wyłączyć. I taki świat zbudowaliśmy: maszyny, które z naszej źrenicy wiedzą wszystko i nasze źrenice, które bez maszyn nie wiedzą już nic. Matrix i Black Mirror to były filmy dokumentalne tylko wypuszczone za wcześnie, a paradoksalnie mówiące o tym, że może być już za późno.
W tym wszystkim sztuka – zwłaszcza ta analogowa i tradycyjna – jawi się jako esencja bycia człowiekiem i opowieść o czasach, gdy żył wolniej, bliżej „siebie”, a sensualne zajęcia, jak lepienie garnków, stają się refleksją nad sensem życia. Idę malować.



