Chirurgia plastyczna bez iluzji

Karol Kacperski
Instagram dostarcza pacjentkom obrazów, a chirurgia – możliwości. W wywiadzie dr n. med. Michał Piotrowiak, właściciel Kliniki Piotrowiak opowiada bez pudrowania: jakie zdjęcia lądują na biurku podczas konsultacji, dlaczego „naturalny efekt” bywa sprzeczny z tym, co pacjentka pokazuje w telefonie i dlaczego implant nigdy nie powinien być obietnicą szczęścia na każdą okazję. To rozmowa o technice, trendach i psychologii – ale przede wszystkim o odpowiedzialności: ostrzeganiu przed nierealnymi oczekiwaniami, akceptacji blizn i granicach, których lekarz nie powinien przekraczać.

Z jakimi zdjęciami najczęściej przychodzą pacjentki, gdy myślą o operacji piersi?

Pokazują zdjęcia z Instagrama lub wyszukiwarki Google – sylwetki na plażach, w strojach kąpielowych, dopasowanych sukienkach czy gorsetach. Wszystko zależy od ich marzeń. Zdarzają się jednak panie, których wzorzec estetyczny jest w 100% naturalny lub w różnym stopniu odbiegający krągłością w kierunku sztuczności.

Czy zmierzamy ku naturalności czy krągłości piersi?

Wystarczy spojrzeć na modę na sztuczne rzęsy, które z czasem stawały się coraz dłuższe i gęstsze – w chirurgii bywa podobnie. Niektóre pacjentki pokazują wyretuszowane, nierealne zdjęcia. W takich sytuacjach zawsze szukamy kompromisu, czyli wyglądu maksymalnie zbliżonego do marzeń, ale możliwego do osiągnięcia chirurgicznie.

Jak wyglądają pierwsze konsultacje?

Kluczowym elementem jest pytanie o marzenia w zakresie rozmiaru, kształtu, położenia na klatce piersiowej, wyglądu sutków i akceptowalności blizn. Wiele kobiet jest zaskoczonych taką szczegółowością. Często przychodzą z przekonaniem, że powiększenie piersi to jedna, uniwersalna procedura. Tymczasem wybór konkretnego implantu diametralnie zmienia rezultat końcowy.

A implanty są różne…

Wybór jest ogromny i zależy od efektu, jaki chcemy osiągnąć. Mamy na przykład implanty o niskim profilu, które dają znacznie bardziej naturalny, płaski rezultat, unikając efektu sztucznych piłek. Najbardziej zbliżone do natury są implanty anatomiczne, które idealnie naśladują profil kobiecej piersi – są łagodniejsze u góry i pełniejsze na dole. Jednak nie zawsze anatomia jest najlepszym wyborem. U pacjentek bardzo aktywnych fizycznie, implant anatomiczny może się obrócić, co zniekształca pierś. Wtedy idealnym kompromisem jest właśnie implant okrągły o niskim profilu.

Skoro wybieramy produkt najwyższej jakości, czy to oznacza, że taki implant zostaje z pacjentką już na zawsze?

Żadne implanty nie są zarejestrowane jako produkt dożywotni. Aby tak się stało, należałoby przebadać populację kobiet w podeszłym wieku, które od wczesnej młodości funkcjonują z tymi konkretnymi modelami, a takich osób po prostu na świecie jeszcze nie ma. Modele, których nie trzeba cyklicznie wymieniać, są na rynku dopiero od około 20 lat. W związku z tym żaden urząd regulacyjny nie może ich uznać za dożywotnie.

Jakie pytania jeszcze padają podczas konsultacji?

Zawsze pytam, o ile rozmiarów – według sklepowej rozmiarówki – pacjentka chce powiększyć biust. W sferze marzeń słyszę zazwyczaj: „jeden, maksymalnie dwa rozmiary”. Potem wkłada przymiary i przegląda się w dużym lustrze, by widzieć całą sylwetkę. Często towarzyszą jej bliscy, by ocenić, jak nowa figura się komponuje. I tu następuje moment prawdy: pacjentka, która deklarowała jeden rozmiar więcej, nagle wskazuje na znacznie większy implant. Moją rolą jest powiedzieć, że pomiędzy marzeniami, a wyborem z przymiarów mamy rozstrzał – nie jeden rozmiar a cztery. Ostrzegam na przykład, że przy rozmiarze G może zapomnieć o ładnych, dziewczęcych stanikach.

Czy taki duży biust nie jest po prostu ciężki?

Wiele zależy od techniki. Stosując metodę dual plane, wykorzystujemy mięśnie piersiowe jako „wewnętrzny stanik”, który podtrzymuje implant. Taki biust nie ciąży tak jak naturalny. Jeśli pacjentka startowała z bardzo małym rozmiarem, po operacji jej piersi składają się głównie z implantu – może więc właściwie zrezygnować z biustonosza bez obaw o opadanie.

A co w przypadku pań z pełniejszym biustem?

U pacjentek z dużą ilością własnej tkanki (np. rozmiar C) rezygnacja ze wsparcia stanika przy intensywnym ruchu czy sporcie sprawi, że grawitacja zacznie wygrywać. Implant zostanie na miejscu, ale własne tkanki i więzadła ulegną nadwyrężeniu, co doprowadzi do opadania piersi. Dlatego lojalnie uprzedzam: trwałość efektu to w dużej mierze kwestia tego, jak pacjentka będzie o siebie dbała po zabiegu.

Problem tkwi w tym, jak rozumiemy „ładny biust”?

Często tak – to kwestia rozdźwięku w definicjach. Pacjentka prosi o „naturalny efekt”, po czym pokazuje zdjęcia, które z naturą nie mają nic wspólnego. Pytam wtedy: „Czy widziała pani kiedyś taki biust na plaży?”. Gdy słyszę: „Nigdy”, zaczynamy rozumieć, że marzenia kłócą się z rzeczywistością. Moim zadaniem jest pogodzić te dwie sfery, zanim pacjentka trafi na stół.

Ela Hajdysz

Czuje się pan trochę psychologiem w swoim gabinecie?

Mam doktorat z pogranicza psychologii i chirurgii, co bardzo pomaga mi w pracy. Prowadząc badania naukowe, zauważyłem przedziwne zjawisko: pacjentki po korekcie danej partii ciała zaczynają gorzej postrzegać obszary, których nie dotykaliśmy. Przykładowo: jeśli przed zabiegiem kobieta oceniała swój nos na 7 w skali do 10, to po udanej operacji biustu ta nota potrafiła spaść do 5.

Z czego to wynika?

Zmienia się świadomość. Skoro pacjentka widzi, że skutecznie poprawiła jeden obszar, nagle dostrzega mankamenty tam, gdzie wcześniej ich nie widziała. Moim zadaniem jest uświadomienie jej, że dążenie do ideału w każdej sferze bywa prostą drogą do uzależnienia od chirurgii plastycznej.

To wręcz mechanizm nałogowy.

Dobry chirurg musi ostrzec, gdy nowe potrzeby stają się toksyczną reakcją psychologiczną. Ktoś mógłby pomyśleć, że jako właściciel szpitala powinienem cieszyć się z kolejnych zleceń, ale jest wręcz przeciwnie. Przede wszystkim jestem lekarzem. Jeśli priorytetem jest bezpieczeństwo pacjenta, następnie jego wzorce estetyczne, a finanse dopiero dalej, to w perspektywie długofalowej zyskuje i pacjent, i klinika. Spełnianie nierealnych marzeń i obiecywanie „gruszek na wierzbie” nie daje satysfakcji zawodowej. Pacjentka, której obiecano niemożliwe, nigdy nie będzie zadowolona.

Wspominał pan o bliznach. Jak pacjentki do nich podchodzą?

W chirurgii plastycznej dążymy do tego, by blizny były ukryte i nie obniżały samooceny. Przy samym powiększaniu jest ich niewiele – w fałdzie podpiersiowym, wokół otoczki lub pod pachą. Znacznie więcej śladów zostawiają zabiegi podniesienia czy redukcji. Projektujemy je tak, by nie wychodziły poza linię stroju kąpielowego, ale w sytuacjach intymnych pozostaną one widoczne.

Czy dla pacjentek to bariera nie do przejścia?

Jednym z moich kluczowych kryteriów kwalifikacji do zabiegu jest pełna akceptacja blizn przez pacjentkę. Jeśli po roku wróciłaby do mnie załamana ich obecnością, nie mógłbym już nic zrobić. Implanty można usunąć, ale blizny zostają na zawsze. To właśnie dlatego tak ważna jest pierwsza konsultacja. Zawsze zaznaczam, że każda pacjentka ma inne predyspozycje genetyczne. Jakość blizny tylko w połowie zależy od precyzji mojego szycia. Druga połowa sukcesu leży po stronie pacjentki – tego, jak dba o ranę, czy zachowuje jałowość przy zmianie opatrunków i czy korzysta z zabiegów wspomagających gojenie.

Są jednak rzeczy, których nie da się zaplanować.

Jeśli pacjentka ma tendencję do bliznowców, ostrzegam ją, że mogą wystąpić w każdym miejscu nacięcia. Choć organizm bywa nieprzewidywalny: zdarza się, że bliznowiec powstał po cesarskim cięciu, a na piersiach rana goi się idealnie. Szczególnie predysponowane do przerostów są okolice mostka, barków oraz płatki uszu.

A jak długo utrzymują się efekty operacji?

Sam implant ma stałą objętość i nie reaguje na wahania masy ciała. Jednak piersi po operacji to swoista hybryda – połączenie implantu i własnych tkanek pacjentki. A te drugie poddają się już zarówno cyklowi miesiączkowemu, jak i zmianom wagi. Jeśli pacjentka mocno schudnie i straci własną tkankę, która wcześniej dopełniała efekt, piersi mogą przestać ją satysfakcjonować. Wtedy możemy wymienić implanty na większe, mniejsze lub o innym kształcie.

Czyli nasze oczekiwania zmieniają się wraz z upływem lat?

Wzorzec estetyczny nie jest zjawiskiem stałym. To, co podoba nam się na studiach, niekoniecznie musi budzić zachwyt w późniejszym życiu. Trendy determinują oczekiwania. Influencerzy mają tu ogromny wpływ na decyzje pacjentów, przy czym postać taka jak Anna Lewandowska będzie kreowała zupełnie inny wzorzec estetyczny niż na przykład Doda.

A co z bezpieczeństwem? Jak przygotowuje pan pacjentki na ewentualne powikłania?

Omawiamy je szczegółowo już na konsultacji. Formularz zgody z opisanymi możliwymi powikłaniami wysyłamy pacjentce wcześniej mailem, by mogła go spokojnie przeczytać w domu. Nie chcę, by spotkała się z nieznanym dokumentem w dniu operacji, w ogromnym stresie. Z tego samego powodu odradzam zmianę rozmiaru implantów w ostatniej chwili, mimo że technicznie mamy taką możliwość.

Dlaczego?

Bo w dniu operacji w gabinecie pojawia się „nieproszony gość”: stres. On potrafi wpłynąć na decyzję, która, gdy emocje opadną, okaże się błędna. Trzeba też zaakceptować, że biust nigdy nie spełni naszych oczekiwań w stu procentach, na każdą okazję w życiu.

To znaczy?

Rano pacjentka patrzy w lustro i myśli: „mogły być większe”. Ale po południu mierzy wymarzoną bluzkę, która się nie dopina i nagle pojawia się myśl: „może trzeba było wziąć mniejsze?”. Innym razem wystarczy niemiły komentarz kogoś z rodziny, by upragniona krągłość zaczęła przeszkadzać. Implant nie zaspokoi wszystkich potrzeb w każdym momencie – to zawsze jest kompromis z rzeczywistością.

Karol Kacperski

Jakie zabiegi wykonują państwo najczęściej?

Zdecydowanie dominuje chirurgia piersi: od powiększania, przez lifting, aż po redukcję czy tzw. zabieg „trzy w jednym”.

Na czym on polega?

To połączenie redukcji ciężaru własnej tkanki z jednoczesnym podniesieniem i wszczepieniem implantu. Dzięki temu proces wtórnego opadania jest znacznie wolniejszy i ma mniejszą skalę. Jako chirurdzy jesteśmy w stanie cofnąć zegar o kilka lub kilkanaście lat, ale pacjentka musi mieć świadomość, że jej ciało wciąż będzie podlegać upływowi czasu, wahaniom wagi czy zmianom hormonalnym.

Czy zmieniają się preferencje co do samego rozmiaru?

Zdecydowanie. W ciągu ostatniej dekady średnia wielkość wszczepianego implantu wzrosła o około 100 ml. Kiedyś 375 ml uznawaliśmy za duży rozmiar, dziś standardem staje się blisko 500 ml. Ostateczny wybór zawsze zależy jednak od budowy klatki piersiowej. To, co u jednej pacjentki wygląda spektakularnie, u innej byłoby technicznie niemożliwe lub po prostu niebezpieczne. Nie każda tkanka przyjmie tak dużą objętość bez ryzyka powikłań.

Czy z powodu wygórowanych oczekiwań co do rozmiaru zdarza się panu odmawiać pacjentkom?

Zdarzają się oczekiwania oderwane od rzeczywistości, ale najtrudniejsze zawodowo są sytuacje, w których przeszkodą staje się stan zdrowia. Mam na myśli pacjentki po ciężkich zabiegach onkologicznych, gdzie zmiany w tkankach są tak rozległe, że uniemożliwiają zaproponowanie jakiejkolwiek skutecznej metody. To momenty, w których czuję, że mój lekarski katalog rozwiązań po prostu się kończy.

Jak plany powiększenia rodziny mają się do operacji plastycznych?

To zależy od planowanej procedury, w niektórych sytuacjach sugeruję kolejność: najpierw ciąża, potem operacja. Pamiętam parę, która przyszła w sprawie plastyki brzucha. Mieli dwulatka, a, gdy zapytałem o kolejne dziecko, spojrzeli na siebie zaskoczeni – chyba wcześniej o tym nie rozmawiali. Powiedziałem półżartem: „Idźcie, rozmnażajcie się i wróćcie”.

I wrócili?

Tak, po jakimś czasie – ona uśmiechnięta, a za nią mąż niosący dwa nosidełka. Gdybym zoperował jej brzuch przed tą bliźniaczą ciążą, prawdopodobnie kwalifikowałby się do wtórnej korekty. Skóra mogłaby popękać, zostawiając ogromne rozstępy. Dzięki temu, że poczekali, mogliśmy bezpiecznie zająć się brzuchem dopiero po zrealizowaniu ich planów życiowych.

A co z karmieniem piersią po operacji?

Samo wszczepienie implantów nie wpływa na możliwość laktacji, bo nie naruszamy struktury gruczołu. Problem pojawia się przy zabiegach tworzących zrosty, jak redukcja piersi – wtedy karmienie bywa utrudnione lub niemożliwe. Nie wymagam od pacjentek kwalifikowanych do redukcji piersi zakończenia wieku rozrodczego, ale oczekuję świadomej deklaracji, że ich plany laktacyjne zostały już zrealizowane.

A jeśli pacjentka zajdzie w ciążę tuż po operacji biustu?

Moja rekordzistka zaszła w ciążę miesiąc po zabiegu. Miała szczęście – piersi nie urosły na tyle, by po laktacji wymagać liftingu. Jednak, gdyby biust znacznie zwiększył objętość, a skóra pokryła się rozstępami, tkanki mogłyby się nie obkurczyć wzorcowo. Implant zostanie na miejscu, ale to, co stanie się wokół niego, zależy od elastyczności skóry. Wtedy konieczna może być operacja wtórna.

Operacje plastyczne przestały być tematem tabu. Kobiety już się z tym nie kryją.

Jeszcze dekadę temu to był temat przemilczany, dziś pacjentki są dumne z efektu i chętnie się nim dzielą. Operacje stały się tematem rozmów towarzyskich, a znajome potrafią pytać o zgodę na dotknięcie piersi, by sprawdzić ich naturalność. To pokazuje, jak bardzo oswoiliśmy ten temat.

Ela Hajdysz

Wspomniał pan o dotyku – na forach to jeden z najgorętszych tematów. Jak to wygląda w praktyce?

Współczesna chirurgia dąży do tego, by pierś w dotyku była nie do odróżnienia od naturalnej. Przy technice dual plane i użyciu nowoczesnych, miękkich implantów, piersi zachowują naturalną dynamikę i strukturę.

A kwestia czucia? Czy implant zmienia wrażliwość na dotyk?

Samo wszczepienie implantów zazwyczaj nie zaburza czucia na stałe, co najwyżej w fazie obrzękowej. Inaczej sytuacja wygląda przy podniesieniu biustu, gdzie przenosimy sutek. Może wtedy wystąpić czasowa nadwrażliwość lub osłabienie czucia. Zazwyczaj jest to odwracalne, ale pacjentka musi liczyć się z tym, że u niektórych kobiet zmiany te mogą pozostać na stałe. O tym również uprzedzam na konsultacji.

Czy z pana doświadczenia wynika, że życie pacjentki faktycznie dzieli się na „przed i po”?

Zdecydowanie tak. Dotyczy to zarówno pacjentek chirurgii estetycznej, jak i rekonstrukcyjnej. Jeśli osiągamy efekt zgodny ze wzorcem estetycznym pacjentki, jest to zmiana na wielki plus. Weźmy przykład młodej dziewczyny z niedorozwojem piersi – jej samoocena bywa tak niska, że paraliżuje ją w budowaniu relacji. Nie potrafi ułożyć sobie życia przez ten deficyt objętości.

A w przypadku pacjentek onkologicznych?

Amazonka początkowo cieszy się z samego wygrania walki o życie. Dopiero po czasie dociera do niej poziom okaleczenia, jakiego dokonała amputacja. Rekonstrukcja przywraca jej poczucie kobiecości i stabilizuje samoocenę. Pamiętam siedemdziesięcioletnią pacjentkę, wdowę. Mogłoby się wydawać, że w tym wieku, bez aktywnego życia seksualnego, taki zabieg nie jest jej już potrzebny.

Ale ona miała inne zdanie.

Powiedziała mi: „Panie doktorze, ja chcę, żeby wnuczek nie pytał mnie więcej: babciu, co ty tam masz?”. Kiedy dwu- czy trzylatek zaglądał jej w dekolt i widział zewnętrzną protezę, czuła skrępowanie. Dostrzegał coś innego niż u mamy – coś, co go dziwiło, a ją raniło. To pokazuje, że operacja plastyczna to walka o godność i komfort psychiczny w każdym wieku.

A jaka była najbardziej wzruszająca reakcja w sferze czysto estetycznej?

Moja najstarsza pacjentka, której wszczepiałem implanty, miała 76 lat. Kiedy weszła do gabinetu, byłem przekonany, że będziemy rozmawiać o liftingu twarzy. Przeżyłem ogromne zaskoczenie, gdy poprosiła o powiększenie piersi. Wyznała, że to jej marzenie od pół wieku – od momentu, gdy po raz pierwszy usłyszała, że taka operacja w ogóle istnieje. Zastrzegła od razu: „Tylko niech mi Pan nie mówi, że jestem za stara!”.

I nie była?

Przeszła rygorystyczne badania i okazało się, że jest w świetnej formie – żadnego nadciśnienia czy cukrzycy. Kobieta typu „fitness”, joginka. Operacja się odbyła, a efekt był niesamowity, choć przyznam, że estetycznie ten biust nieco „odstawał” od reszty ciała. Na twarzy czy dłoniach widać było wiek, a piersi wyglądały jak u nastolatki. Ale dla niej najważniejsze było to, że w końcu mogła zrobić coś tylko dla siebie. Przez całe życie stawiała na pierwszym miejscu dzieci i firmę. Dopiero gdy przekazała biznes następcom, znalazła czas na realizację marzenia.

To poruszające.

Jej marzenie trwało zdecydowanie zbyt długo. Powinna była zrealizować je kilkadziesiąt lat wcześniej i cieszyć się tym efektem przez wiele lat. Ta historia uczy mnie, że w chirurgii plastycznej estetyka prowadzi do wzrostu samooceny.

Przed zabiegiem

Po zabiegu

Realizacje efektów zabiegów można zobaczyć, skanując kod QR

Klinika Piotrowiak | 81-198 Suchy Dwór k. Gdyni | ul. Sowia 3 | +48 888 555 017 | rejestracja@klinikapiotrowiak.pl