Z jakimi zdjęciami najczęściej przychodzą pacjentki, gdy myślą o operacji piersi?
Pokazują zdjęcia z Instagrama lub wyszukiwarki Google – sylwetki na plażach, w strojach kąpielowych, dopasowanych sukienkach czy gorsetach. Wszystko zależy od ich marzeń. Zdarzają się jednak panie, których wzorzec estetyczny jest w 100% naturalny lub w różnym stopniu odbiegający krągłością w kierunku sztuczności.
Czy zmierzamy ku naturalności czy krągłości piersi?
Wystarczy spojrzeć na modę na sztuczne rzęsy, które z czasem stawały się coraz dłuższe i gęstsze – w chirurgii bywa podobnie. Niektóre pacjentki pokazują wyretuszowane, nierealne zdjęcia. W takich sytuacjach zawsze szukamy kompromisu, czyli wyglądu maksymalnie zbliżonego do marzeń, ale możliwego do osiągnięcia chirurgicznie.
Jak wyglądają pierwsze konsultacje?
Kluczowym elementem jest pytanie o marzenia w zakresie rozmiaru, kształtu, położenia na klatce piersiowej, wyglądu sutków i akceptowalności blizn. Wiele kobiet jest zaskoczonych taką szczegółowością. Często przychodzą z przekonaniem, że powiększenie piersi to jedna, uniwersalna procedura. Tymczasem wybór konkretnego implantu diametralnie zmienia rezultat końcowy.
A implanty są różne…
Wybór jest ogromny i zależy od efektu, jaki chcemy osiągnąć. Mamy na przykład implanty o niskim profilu, które dają znacznie bardziej naturalny, płaski rezultat, unikając efektu sztucznych piłek. Najbardziej zbliżone do natury są implanty anatomiczne, które idealnie naśladują profil kobiecej piersi – są łagodniejsze u góry i pełniejsze na dole. Jednak nie zawsze anatomia jest najlepszym wyborem. U pacjentek bardzo aktywnych fizycznie, implant anatomiczny może się obrócić, co zniekształca pierś. Wtedy idealnym kompromisem jest właśnie implant okrągły o niskim profilu.
Skoro wybieramy produkt najwyższej jakości, czy to oznacza, że taki implant zostaje z pacjentką już na zawsze?
Żadne implanty nie są zarejestrowane jako produkt dożywotni. Aby tak się stało, należałoby przebadać populację kobiet w podeszłym wieku, które od wczesnej młodości funkcjonują z tymi konkretnymi modelami, a takich osób po prostu na świecie jeszcze nie ma. Modele, których nie trzeba cyklicznie wymieniać, są na rynku dopiero od około 20 lat. W związku z tym żaden urząd regulacyjny nie może ich uznać za dożywotnie.
Jakie pytania jeszcze padają podczas konsultacji?
Zawsze pytam, o ile rozmiarów – według sklepowej rozmiarówki – pacjentka chce powiększyć biust. W sferze marzeń słyszę zazwyczaj: „jeden, maksymalnie dwa rozmiary”. Potem wkłada przymiary i przegląda się w dużym lustrze, by widzieć całą sylwetkę. Często towarzyszą jej bliscy, by ocenić, jak nowa figura się komponuje. I tu następuje moment prawdy: pacjentka, która deklarowała jeden rozmiar więcej, nagle wskazuje na znacznie większy implant. Moją rolą jest powiedzieć, że pomiędzy marzeniami, a wyborem z przymiarów mamy rozstrzał – nie jeden rozmiar a cztery. Ostrzegam na przykład, że przy rozmiarze G może zapomnieć o ładnych, dziewczęcych stanikach.
Czy taki duży biust nie jest po prostu ciężki?
Wiele zależy od techniki. Stosując metodę dual plane, wykorzystujemy mięśnie piersiowe jako „wewnętrzny stanik”, który podtrzymuje implant. Taki biust nie ciąży tak jak naturalny. Jeśli pacjentka startowała z bardzo małym rozmiarem, po operacji jej piersi składają się głównie z implantu – może więc właściwie zrezygnować z biustonosza bez obaw o opadanie.
A co w przypadku pań z pełniejszym biustem?
U pacjentek z dużą ilością własnej tkanki (np. rozmiar C) rezygnacja ze wsparcia stanika przy intensywnym ruchu czy sporcie sprawi, że grawitacja zacznie wygrywać. Implant zostanie na miejscu, ale własne tkanki i więzadła ulegną nadwyrężeniu, co doprowadzi do opadania piersi. Dlatego lojalnie uprzedzam: trwałość efektu to w dużej mierze kwestia tego, jak pacjentka będzie o siebie dbała po zabiegu.
Problem tkwi w tym, jak rozumiemy „ładny biust”?
Często tak – to kwestia rozdźwięku w definicjach. Pacjentka prosi o „naturalny efekt”, po czym pokazuje zdjęcia, które z naturą nie mają nic wspólnego. Pytam wtedy: „Czy widziała pani kiedyś taki biust na plaży?”. Gdy słyszę: „Nigdy”, zaczynamy rozumieć, że marzenia kłócą się z rzeczywistością. Moim zadaniem jest pogodzić te dwie sfery, zanim pacjentka trafi na stół.
Przed zabiegiem
Po zabiegu



