Sydney–Hobart
"Najtrudniejszy start w karierze"
Sydney–Hobart
"Najtrudniejszy start w karierze"
Sztorm na Morzu Tasmana, utrata dwóch kluczowych żagli już w szóstej godzinie regat i jacht pędzący dalej na zestawie awaryjnym, jak samochód z zablokowanymi przełożeniami. A jednak dopłynęli – 628 mil z Sydney do Hobart, przez jedną z najbardziej bezwzględnych tras oceanicznych świata. Załoga Przemysława Tarnackiego na VO70 NOAHS II ukończyła Rolex Sydney–Hobart na 20. miejscu, w jednej z najtrudniejszych edycji ostatnich lat. To rozmowa o przywództwie w sztormie, strachu o załogę i uporze, który każe wracać na tę trasę.
24 godziny po osiągnięciu mety w Hobart spotykamy się już w Sydney. Jakie emocje towarzyszyły załodze na finiszu?
Na pokładzie pojawiły się momenty graniczne. Sztorm i wysoka fala były zgodne z prognozami, jednak skala problemów szybko okazała się większa, niż zakładano. Już w szóstej godzinie wyścigu jacht stracił dwa podstawowe żagle – grota i fok J1 – co ograniczyło napęd o około 25%. W praktyce oznaczało to żeglugę z wyraźnie zredukowaną mocą, porównywalną do jazdy samochodem z niedostępnymi najwyższymi przełożeniami. Spadek osiągów wymusił natychmiastową zmianę taktyki i przegrupowanie sił. Pierwsza noc należała do najtrudniejszych.
Wróćmy do tej szóstej godziny wyścigu. Czy w takich warunkach pojawiały się myśli o wycofaniu? Tym bardziej że – jak wiadomo – blisko jedna trzecia załóg zrezygnowała z powodu fali, wiatru i sztormu.
To był najtrudniejszy wyścig od kilku lat – podkreślali to również organizatorzy. Ostatecznie jedna czwarta jachtów wycofała się z powodu poważnych uszkodzeń, delaminacji kadłubów, stanu załóg, połamanych żeber czy ciężkiej choroby morskiej. Sami też tego doświadczyliśmy. Na pokładzie także dochodziło do upadków – nocą z podestu sterowego, dwukrotnie również przy próbie osłony głowy przed uderzeniem fali. Było to żeglowanie brutalne, porównywalne do sytuacji, w której dom osuwa się w przepaść i zatrzymuje na kolejnych progach. Skutkiem były liczne stłuczenia i siniaki. No, ale takie jest piękno też tego wyścigu. Załoga była przygotowana na trudny scenariusz, choć skala zjawisk okazała się większa, niż zakładano.



