Przed Gdańskim Teatrem Szekspirowskim i naszymi widzami wielkie święto – pod koniec lipca ruszy trzydziesty Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski. Trzy dekady temu profesor Jerzy Limon zainicjował Dni Szekspirowskie i późniejszy festiwal, aby promować ideę teatru szekspirowskiego i doprowadzić do odbudowy teatru elżbietańskiego w miejscu, gdzie działał on w XVII wieku.

Ale ten tekst nie będzie o jubileuszach, choć punktem wyjścia jest zacna rocznica. Będzie jednak przez chwilę o Szekspirze, a potem o spoilerach. Chociaż tak naprawdę twórczość Szekspira to dzisiaj jeden wielki spoiler.

Dla tych, którzy nie są mocni w językach obcych – „spoiler” w kulturze (z ang. spoil, czyli psuć, zepsuć, pozbawić przyjemności) to informacja, która ujawnia kluczowy element fabuły – zwłaszcza zakończenie lub zwrot akcji – przed samodzielnym doświadczeniem odbiorcy.

I widzowie Festiwalu Szekspirowskiego od 30 lat wiedzą, jak to wszystko się kończy, a co roku wracają oglądać „Makbeta”, „Hamleta”, „Romea i Julię” i inne, mniej lub bardziej znane, sztuki mistrza ze Stratfordu. Dlaczego?

Znacie to powiedzenie, że Polacy najbardziej lubią piosenki, które już znają? Oczywiście, że znacie. Wszyscy jesteśmy tymi Polakami. Stąd przecież popularność stacji radiowych typu Złote Przeboje czy Radio Pogoda. Ale wystarczy jakiekolwiek radio muzyczne – w każdym leci w kółko to samo. W różnych stylistykach i z różnych lat, ale zdecyowanie to samo.

Istnieje w psychologii zjawisko polegające na tym, że im częściej coś widzimy lub słyszymy, tym bardziej staje się to dla nas znajome, oswojone, a w konsekwencji – lubiane (fachowo: efekt czystej ekspozycji). Sama powtarzalność kontaktu z daną rzeczą zwiększa nasze pozytywne nastawienie do niej. Nie dlatego, że obiektywnie jest lepsza, lecz dlatego, że przestaje być obca.

Drugim mechanizmem jest to, że zjawiska łatwe do zrozumienia i przetworzenia przez umysł, odbieramy jako przyjemniejsze, ładniejsze i bardziej wartościowe. Gdy coś nie wymaga od nas wysiłku poznawczego – kiedy płynnie wchodzi do głowy – mamy wrażenie, że jest dobre. Trudność natomiast bywa mylona z brakiem jakości.

I teraz, gdy wiemy, jak sztuka Szekspira się skończy – na przykład tragedia – to zamiast czekać na zakończenie (które przecież znamy), oglądamy mechanikę fatum. Właśnie dlatego, że wiemy, co tu się wydarzy, odczuwamy przyjemne napięcie i zwracamy uwagę na „jak”, zamiast „co”. I w tym też tkwi siła Szekspira i jego kolejnych wystawień – znamy te sztuki na pamięć, a jeśli nie, to dwoma kliknięciami myszy możemy mieć pod ręką przypominające streszczenie, ale jesteśmy ciekawi, jak jeszcze można je zinterpretować, w jakim jeszcze kontekście wystawić. Jest nawet badanie (Leavitt i Christenfeld, 2011), którego wyniki sugerują, że znajomość finału pomaga porządkować zdarzenia, wyłapywać sens, niuanse i ironię, mniej się gubić w niepewności.

Okazuje się, że spoiler nie zabija emocji – czasem je destyluje. Bo kiedy wiem, dokąd to idzie, mogę wreszcie patrzeć, jak to idzie.

Ale my, ludzie, chcemy spoilerów nie tylko w teatrze czy w kinie. Czasem chodzimy do wróżki. Nawet jeśli uważamy, że astrologia, tarot czy numerologia to kompletne bzdury, większość z nas z zaciekawieniem dowie się, jaki przystojniak czeka za rogiem i czy mamy w końcu szansę na ten awans w pracy. I taka wróżka to także spoiler emocji. Bo jej wywody to nie tyle prawda o przyszłości, co usługa regulacji niepewności: dostajemy narrację, która porządkuje chaos, daje kierunek, czasem ulgę. W psychologii nazywa się to potrzebą zamknięcia poznawczego – takim rytuałem domykania świata. Niektórzy z nas nie znoszą niejednoznaczności, wolą szybkie domknięcie historii, decyzji, sensu. I tu wchodzi przysłowiowa wróżka Wanda ze swoimi poradami. I od razu lepiej. I mimo że ten spoiler dalszego życia od naszej Wandzi może się kompletnie rozjechać z rzeczywistością, to daje nam chwilowe poczucie kontroli, w wersji kieszonkowej. Jest termicznym kocykiem na mózg, daje chwilowe złudzenie ciepła.

Są też spoilery, których pragniemy od najmłodszych lat: gdzie rodzice schowali mój prezent pod choinkę?! Ale ten spoiler może być najbardziej ryzykowny. W nim bowiem ekscytacja miesza się z niepokojem rozczarowania. I znalezienie prezentu naprawdę może zabrać część magii. Tak, zdecydowanie lepiej go nie znaleźć.

Wracając do Szekspira. Wracając do Szekspira. Jako zadeklarowana miłośniczka spoilerów kilka lat temu postanowiłam podać widzom zakończenie, zanim jeszcze kupią bilet – w formie kilkuminutowego podcastu „Szekspir: spoiler”. Mogą się w nim dowiedzieć więcej od twórców, krytyków, czasem dziennikarza, o interesującym ich spektaklu. Kim jest reżyser, co to za teatr, dlaczego warto pójść. Okazało się, że widzowie bardzo polubili te krótkie zajawki i od tego czasu regularnie ich słuchają przy okazji każdego festiwalu, bezpośrednio na stronie zakupowej biletów.

Tak więc przed nami trzydziesty Festiwal Szekspirowski. I wiecie dobrze, że trup będzie słał się gęsto, tych dwoje na pewno się w sobie zakocha, a źli zostaną pomszczeni. Nadal jednak będziemy płakać, śmiać się i wzruszać, bo świat potrzebuje i Szekspira, i spoilerów.