Aleksandra Kosiorek

Naszą tradycją jest nowoczesność

Karol Kacperski

Gdynia świętuje swoje stulecie z rozmachem, którego miasto nie widziało od dekad. Ale jubileusz to nie tylko mappingi i koncerty – to także miliardy złotych na kluczowe inwestycje, strategiczne znaczenie portu NATO i walka o nowoczesną, wspólną tożsamość. Aleksandra Kosiorek, prezydentka Gdyni, opowiada o sukcesach w Warszawie, trudnych kompromisach z widokiem na Hel i o tym, dlaczego Gdynia zawsze była i będzie „sprawą polską”.

Za nami huczny początek obchodów 100-lecia Gdyni – luty pokazał, że Gdynianie chcą świętować razem.

Przez 40 lat życia w tym mieście nie widziałam czegoś podobnego: obcy ludzie pozdrawiali się na ulicach, życząc sobie wszystkiego najlepszego, a na balkonach pojawiały się jubileuszowe balony i banery. Te obchody poruszyły w nas nuty, które pozostawały nieco uśpione.

Czy udało się rozbudzić w mieszkańcach tą samą dumę i pionierskiego ducha, który towarzyszył budowniczym miasta w 1926 roku?

Ten duch nigdy w nas nie zgasł. Niemal każdy Gdynianin ma przodka, który budował to miasto, a przyjezdni błyskawicznie stają się częścią wspólnoty – tutaj „obywatelstwo” nabywa się przez samą decyzję o zamieszkaniu. Oddychamy powietrzem, w którym wizjonerstwo jest codziennością. Naszą tradycją jest nowoczesność i to się nie zmieni.

Skąd pomysł na całoroczne świętowanie?

Staliśmy przed trudną decyzją: czy zrobić jedno ogromne wydarzenie w lecie – na przykład masowy koncert z dużą gwiazdą – czy rozłożyć to tak, by podtrzymywać świętowanie i radość wśród mieszkańców, ale też zainteresowanie inwestorów, biznesu i turystów. I to była decyzja, którą krytykowano przez cały poprzedni rok. Słyszeliśmy, że to błąd, że koncert 10 lutego nie ma prawa się udać. Tymczasem sukces frekwencyjny i telewizyjny pokazał, że mieliśmy rację.

Hasłem przewodnim obchodów jest wspólnotowość. Które z wydarzeń są kluczowe dla jej podtrzymywania?

Przed nami Święto Morza w nowej odsłonie oraz Cuda Wianki, które na stałe wpisały się w harmonogram miasta. Bardzo cieszy mnie też Międzynarodowy Zjazd Kaszubów – to wydarzenie silnie wspólnotowe, skierowane do mieszkańców i turystów, budujące więź z kaszubskimi korzeniami. Jednak tym, na co wszyscy czekają, jest sierpniowy stół urodzinowy, który postawimy wzdłuż Alei Piłsudskiego. Będzie miał około kilometra długości i towarzyszyć mu będą strefy muzyczne, filmowe, relaksu i dla dzieci. Dopełnieniem ma być największy jak dotąd w Polsce pokaz dronów – prezent od lotniska w Rębiechowie. Wspólnotowość to wartość, której wiele miast szuka, a my w Gdyni mamy ją po prostu w DNA. Wydarzenia 100-lecia nie muszą jej tworzyć od zera, a ją wzmacniać. Szukaliśmy takich form świętowania, które pozwolą sąsiadom po prostu się spotkać.

Karol Kacperski

Senat jednogłośnie ustanowił rok 2026 Rokiem Miasta Gdyni. Jakie realne konsekwencje ma to dla miasta?

To ogromny gest ze strony Senatu i pani marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej oraz pana senatora Sławomira Rybickiego, który był inicjatorem tej idei. Ta decyzja zwraca oczy całej Polski na Gdynię, podkreślając, że to nie tylko sprawa lokalna, a ogólnopolska. Gdynia od zawsze była postrzegana jako jedno z największych osiągnięć II Rzeczypospolitej. Ten gest ma również wymiar międzynarodowy: informacje o jubileuszu przekazują placówki dyplomatyczne, więc cały świat ma teraz szansę dowiedzieć się o mieście.

Skoro o promocji miasta mowa, w lipcu rozstrzygnie się kwestia kandydatury gdyńskiego modernizmu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Co ten wpis dałby mieszkańcom?

Szanse są spore. UNESCO to prestiż, który nie wymaga reklamy. Taki wpis przyciągnie do Gdyni świadomego turystę architektonicznego i ożywi nasze Śródmieście, na czym skorzystają lokalni hotelarze, restauratorzy i przedsiębiorcy. To byłby wyjątkowy prezent na 100-lecie miasta.

To poczucie, że Gdynia jest „sprawą polską”, widać chyba nie tylko w gabinetach polityków, ale i na ulicach innych miast?

Zdecydowanie. Solidarność sąsiedzka w tym roku jest niesamowita. Gdańsk oplakatował przystanki życzeniami, Sopot podświetlił latarnie naszym logo, Kraków i Warszawa również żyły naszym jubileuszem. Tę energię wykorzystujemy, ściągając wielkie wydarzenia: od powrotu Ironmana, przez Tour de Pologne, po kwalifikacje do Mistrzostw Europy w koszykówce. Ten sportowy dynamizm, obok wysokiej jakości edukacji i usług społecznych, to filary nowoczesnego miasta.

A w jakim kierunku Gdynia będzie podążać, gdy zgasną światła jubileuszu?

Musimy dostosować się do rozwoju naszego największego potencjału, czyli portu. Stoimy w przededniu budowy portu zewnętrznego oraz Drogi Czerwonej, która jest kluczowa dla komunikacji i dalszego wzrostu Gdyni. Drugim filarem jest powstająca u sąsiadów elektrownia jądrowa. To szansa, której nie możemy przegapić – chociażby w kontekście kształcenia kadr inżynierskich. Projektując wizję Gdyni, zawsze musimy mieć na horyzoncie te dwa elementy: port i miasto jako jeden, zintegrowany organizm żyjący w synergii.

Gospodarka to jedno, ale co jest dziś największym wyzwaniem dla samych Gdynian?

Bez wątpienia demografia i walka z wyludnianiem się miasta. To problem większości polskich metropolii, ale my mamy na niego konkretną odpowiedź. Uważamy, że jedynym skutecznym sposobem na zatrzymanie mieszkańców jest aktywna polityka mieszkaniowa. Właśnie podsumowaliśmy nasze działania w zakresie budowy i pozyskiwania mieszkań komunalnych – to fundament, który pozwoli młodym ludziom wiązać swoją przyszłość właśnie z Gdynią.

Karol Kacperski

Aktywna polityka mieszkaniowa wymaga sprawnego planowania. Jak Gdynia radzi sobie z reformą planistyczną?

Trzymamy bardzo dobre tempo. W przeciwieństwie do wielu mniejszych gmin zatrudniamy własnych planistów, co pozwala nam sprawnie przechodzić przez tę trudną procedurę, mimo intensywnego roku jubileuszowego.

Planowanie to także trudne kompromisy na linii miasto-port. Mieszkańców niepokoi rozwój nabrzeża i budowa portu zewnętrznego. Czy musimy pogodzić się ze zmianą krajobrazu?

Port jest odrębnym organizmem, a my jako miasto musimy dostosowywać się do jego planów tak, by rozwój był jak najmniej uciążliwy dla mieszkańców. Prawdą jest, że budowa portu zewnętrznego całkowicie zmieni krajobraz Gdyni. Z wielu miejsc nie będzie już widoku na Hel, lecz właśnie na infrastrukturę portową. To ogromna zmiana, ale Gdynia powstała właśnie po to, by mógł istnieć port.

Na 100-lecie Gdynia otrzymała też potężny zastrzyk finansowy na kluczowe inwestycje.

Otworzyliśmy drzwi w ministerstwie i znaleźliśmy zrozumienie dla prostego faktu: paraliż Estakady Kwiatkowskiego to nie problem Gdyni, to problem całego kraju i portu NATO. Ta droga nigdy nie powinna być utrzymywana wyłącznie z budżetu miasta, bo jest eksploatowana przez transport międzynarodowy. Wspomoże nas Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, otrzymaliśmy na ten cel pół miliarda zł z budżetu centralnego. Do tego dochodzi zapewnienie o budowie Drogi Czerwonej, wartej ok. 3,5 mld zł. Można więc powiedzieć, że w prezencie na stulecie Gdynia zyskała 4 mld zł na strategiczne drogi. Serdecznie zapraszam kolejnych ministrów z takimi prezentami!

Jaką rolę odgrywa Gdynia w kontekście obronności i bezpieczeństwa mieszkańców?

Port Gdynia to gwarant naszego bezpieczeństwa na Bałtyku – jedyny w Polsce port NATO oraz serce Marynarki Wojennej. Moje relacje z dowódcami są bardzo dobre; współpracujemy blisko, by w razie potrzeby działać jako jeden organizm. Jednak obrona cywilna to nie tylko ochrona przed konfliktem, to również reagowanie na ekstremalne zjawiska pogodowe, jak wichury czy zalania. Tu wykazaliśmy się dużą kreatywnością. Zamiast porywać się na budowę magazynu środków obrony cywilnej od zera, co byłoby karkołomne i drogie, postanowiliśmy pójść inną drogą i zawnioskowaliśmy o środki na zakup gotowej działki z istniejącym obiektem. Mówiono nam, że to się nie uda, a my w miesiąc sfinalizowaliśmy zakup i już wyposażamy ten obiekt w niezbędny sprzęt i agregaty.

Rozmawiamy o wielkich miliardach, strategii państwa i porcie NATO, ale Gdynia to przede wszystkim dom i suma osobistych wspomnień. Jaka jest Gdynia pani wspomnień?

Moja Gdynia to Działki Leśne i niedzielne spacery z mamą Aleją Piłsudskiego na Bulwar, obowiązkowo na lody „Mariola”. Miałam poczucie, że Gdynia dorastała razem z moim pokoleniem – gdy wchodziłam w wiek licealny i studencki, miasto otwierało przed nami nowe drzwi. Zawsze kojarzyło mi się z bezpieczeństwem; pamiętam, że gdy wracałam z obozów harcerskich i widziałam słynny pylon z napisem uśmiechnij się, jesteś w Gdyni, czułam, że jestem u siebie. Dziś mieszkam w Orłowie i to z tą dzielnicą czuję się najsilniej związana – ona ma swoje unikatowe zakamarki i historię. Gdynia zawsze pozostanie dla mnie miejscem otwartym na ludzi, w którym po prostu dobrze się żyje.