Dlaczego ostatnio upadło tak wiele pracowni projektowych?
Coraz częściej słyszy się o lawinowym upadku biur projektowych. Mówi się o tym w Trójmieście, mówi się o tym w Warszawie. Trudno się dziwić skoro największe branżowe targi ledwo komercjalizują swoje przestrzenie, a trójmiejskie marki takie jak TAMO sprzedają się dużym graczom. W kuluarach branży meblowej dużo mówi się o tym, jak ogromny wpływ ma na to niemiecka recesja. Słyszałem także, że u wielu deweloperów wprowadzona 11 września jawność cen spowodowała spadek zapytań do zera. Wcześniej klient musiał zapytać o cenę mieszkania, sprzedawca go łapał i był ruch… A teraz cisza. Ale po kolei…
Pierwszym problemem jest brak płynności finansowej biur architektonicznych, a szczególnie biur projektujących wnętrza. Są to małe i średnie firmy, które nie mają dużych rezerw finansowych, a zdane są na pracę z klientami, którzy często mają opóźnienia w płatnościach lub potrafią nie zapłacić wcale. Tutaj okazuje się, że najlepiej radzą sobie takie firmy, których jest na polskim rynku najwięcej: kilkuosobowe autorskie studia. Mogą na długie miesiące zapadać w stan hibernacji i nie potrzebują setki zleceń rocznie, by móc sprawnie działać tak, by koszty ich nie zjadły.
Dodatkowym kluczowym aspektem jest nieprzewidywalność terminu płatności: klient płaci jak zaakceptuje dany etap projektu, a nierzadko jak architekt doprowadzi do uzyskania pozwolenia na budowę. Tutaj urząd może być bezlitosny i kolejne poprawki przecinków mogą przeciągnąć się do pół roku, roku i tak dalej. A klient prywatny? To jego dom marzeń, więc myśli długo, to jego wakacje marzeń, więc da znać za miesiąc, i tak dalej… W mojej pracowni wybawieniem i drogą do skalowania stało się rozliczanie godzinowe. Odkryliśmy to, co jest źródłem sukcesu firm prawniczych. To daje jedną drogocenną rzecz: przewidywalność. Może mniejszą łyżeczką, ale bardziej odpowiedzialną.
Projektowanie to też bardzo skomplikowany zawód, który związany jest z dużą odpowiedzialnością. Gdy tworzysz strony to mogą się one „wykrzaczyć”. Natomiast, gdy źle zaprojektujesz, ktoś może zginąć. Materialny świat ma swoje bezlitosne oblicze - błąd może wiele kosztować. Odpowiadasz więc za zadowolenie klienta, jakość projektu, załatwianie w urzędach, budżet inwestycji i za to, by na końcu wszystko się spięło. Dodatkowo ciągle narażony jesteś na ocenę. O tym więcej mówi doskonale podcast Nokelina stworzony przez chłopaków z Noke i Modelina.
Dodają w swoim podcaście także jedną ważną myśl: projektant, architekt, architekt wnętrz to nie są szczególnie dobrze opłacane zawody. Dodatkowo - ponieważ (jak pisałem wyżej) brak na rynku licznych dużych firm - to kariera zawodowa jest mocno wypłaszczona. Tylko w nielicznych firmach występuje manager, a może i młodszy partner.
Od marca 2014 (!) nie zmieniła się wysokość stawki bez przetargu, która wynosi 30.000 euro netto. A koszty pracy wzrosły wielokrotnie. Powoduje to, że liczne zlecenia z sektora publicznego stały się nieopłacalne. Sam pamiętam zlecenie na budynek zacnego Ministerstwa i spotkanie z panem ministrem, podczas którego zastanawiałem się czy prestiż jest warty, by dołożyć do możliwości realizacji tak zacnego projektu. Na szczęście - mimo wygrania konkursu - pan minister nawet się nie odezwał.
Brak profesjonalizmu sektora publicznego to gorzka lekcja pokory. Konkursy potrafią mieć dziesiątki stron opisów budując fasadę, jednak za zasłoną formaliny często jest brak decyzyjności, budżetu i profesjonalizmu. Często próżno czekać na rozstrzygnięcie czy ogłoszenie wyników. Tutaj dobre praktyki wprowadza na rynku A2P2, ale przecież nie obsłużą za nasz rząd całego kraju.
Problemy to także kryzys branży deweloperskiej. Na mieście słyszy się, że stanęła sprzedaż luksusowych apartamentów nad Motławą, a o klienta coraz trudniej. Moje osobiste doświadczenie z pracy z deweloperami jest raczej gorzkie: albo epicki chaos i bezwład organizacyjny albo wyciskanie do granic opłacalności. Invest Komfort to lider, a potem długo nic.
Panta rhei.




