Posłowie i radni bez poważania
Paradoksalnie sami jednak dokładamy cegiełkę do sukcesu influencerów czy youtuberów, których później… oceniamy krytycznie. To nasze zainteresowanie, kliknięcia i czas poświęcony na oglądanie ich treści sprawiają, że internetowi twórcy mogą zarabiać. Podobnie jest z politykami - to wyborcy decydują, kto dostaje mandat. Skąd więc tak zła ocena?
- Nawet jeśli głosuję na polityka z partii X do którego mam zaufanie, to już polityków z innych partii, patrząc na podział naszej sceny politycznej, będę odrzucać – mówi Żaneta Rachwaniec.
Niską pozycję w rankingu radnych gminy dla „Biznesu Pomorza” komentuje Łukasz Piesiewicz, gdyńscy radny Klubu Radnych Koalicji Obywatelskiej, Ruchów Miejskich i Lewicy, który od lat działa jako miejski aktywista.
- Od wprowadzenia w 2002 r. bezpośrednich wyborów władz wykonawczych gmin, następuje stała degradacja pozycji rad i radnych w kierunku maszynek do głosowania, realizujących potrzeby prezydentów czy wójtów – mówi Piesiewicz.
Jego zdaniem prawo daje ogromną przewagę władzy wykonawczej.
- Nie ma nawet prawnej ścieżki dochodzenia odpowiedzi na interpelację, tu silniejszą pozycję ma każdy, kto wnosi o dostęp do informacji publicznej. Radni są też często zagubieni w gąszczu przepisów i liczb, nie mogąc liczyć na profesjonalne wsparcie, do którego dostęp posiada władza wykonawcza. Jednocześnie w oczach mieszkańców, to oni zwykle ponoszą odpowiedzialność za działania całego miasta i są traktowani jak płatni urzędnicy, którzy powinni mieć sprawczość zarezerwowaną dla prezydenta – zaznacza Łukasz Piesiewicz.
Co musiałoby się stać, żeby zaufanie do radnych, posłów i europosłów wzrosło?
- Po pierwsze, politycy musieliby przestać wykorzystywać swoje funkcje do prywatnych celów. Po drugie, musielibyśmy po prostu mniej słyszeć o ich wpadkach - wtedy to postrzeganie mogłoby się poprawić. Natomiast zaufanie do polityków zawsze będzie też mocno związane z tym, czego prywatnie od nich oczekujemy. Trudno będzie ufać politykom, którzy reprezentują odmienne od naszych poglądy i wartości – wylicza Żaneta Rachwaniec.
Kogo jeszcze darzymy małym szacunkiem? Według rankingu SW Research telemarketerów (3. miejsce) i pracowników infolinii (8. miejsce), a także trenerów biznesu (10. pozycja). Dobrego wizerunku w społeczeństwie nie mają też rekruterzy, którzy zajęli 6. pozycję wśród najgorzej ocenianych zawodów. Ekspertka zwraca uwagę, że za negatywnym obrazem tej profesji mogą stać osobiste doświadczenia kandydatów, zwłaszcza te związane z nieudanymi próbami zdobycia pracy.
- W takich sytuacjach czasem łatwiej przenieść odpowiedzialność za porażkę na drugą stronę niż zmierzyć się z własnymi błędami: „Nie udało mi się, no to przecież nie ja jestem do kitu, tylko ten rekruter zadawał wredne pytania, był uprzedzony, niekompetentny” – wyjaśnia psycholożka Żaneta Rachwaniec.