Czytam właśnie światowy bestseller „Cztery tysiące tygodni” Olivera Burkemana. Książka otwiera oczy na to, jak postrzegamy czas i gdzie kierujemy swoją uwagę. Tytuł nawiązuje do przeciętnej długości ludzkiego życia. Cztery tysiące tygodni – zaskakująco niewiele, prawda?
Nie jest to jednak kolejny poradnik w stylu: „jak upchnąć jeszcze więcej zadań w napiętym kalendarzu”. Burkeman z zadziwiającym spokojem przekonuje, że i tak nie zrobimy w życiu wszystkiego. Ta myśl najpierw irytuje, smuci, ale koniec końców przynosi ulgę. Skoro nie możemy zdążyć ze wszystkim, musimy wybierać. I po prostu zdecydować, co naprawdę jest dla nas ważne.
To trudne, szczególnie, że o naszą uwagę nieustannie ktoś walczy. Media społecznościowe są projektowane tak, aby ją przechwycić i zatrzymać jak najdłużej. Żarliwie przewijamy więc, oglądamy, komentujemy, udostępniamy... Budujemy zasięgi influencerów, youtuberów i polityków. A jednocześnie – jak pokazuje ranking najbardziej i najmniej szanowanych zawodów o którym piszemy w tym numerze - właśnie ich cenimy najmniej. Największym poważaniem darzymy zaś ratowników medycznych, strażaków i pilotów samolotów pasażerskich.
Burkeman pisze, że można zmarnować całe lata, odkładając to, co jest dla nas najważniejsze. Zbigniew Canowiecki, bohater okładkowego wywiadu, nie ma takiego problemu. Przez blisko trzy dekady kierował firmą z branży stalowej – Centrostal. Wyprowadził ją z kryzysu, rozwinął i wprowadził na giełdę. W końcu sprzedał swoje akcje i odszedł z biznesu. Dziś pełni około dwudziestu funkcji społecznych (!) związanych między innymi z gospodarką, kulturą i ochroną zdrowia. Jak podkreśla w rozmowie z Michałem Stankiewiczem, za swoją działalność społeczną nie pobiera wynagrodzenia. „Od momentu zakończenia pracy zawodowej traktuję swoją działalność jako misję społeczną na rzecz społeczeństwa obywatelskiego. Chcę też wszystkich zarażać taką chęcią działania. Zawsze powtarzam: «Co będziesz tak siedział? Zaangażuj się w to. Potrzebują człowieka»” – mówi Zbigniew Canowiecki.
Najważniejsze pytanie nie brzmi więc ile mamy czasu, lecz na co chcemy go poświęcić.
Miłej lektury!



