Biznes pod presją cyberataków
- Zaatakowane organizacje często w poniedziałek rano orientują się, że nie mają możliwości pracy. To tak jakby przez weekend ktoś rozkradł albo spalił całą firmę. Takich sytuacji każdego tygodnia są w kraju dziesiątki. Firmy, które nie przywiązują należytej wagi do cyberbezpieczeństwa będą cierpiały. Trochę na własne życzenie – bo to tak, jakbyśmy wychodząc z domu nie pozamykali drzwi i okien – mówią eksperci cyberbezpieczeństwa Witold Sobolewski i Arkadiusz Osypiuk, właściciele Rapid Response.
Ewa Karendys: Łatwo jest dzisiaj być cyberprzestępcą?
Witold Sobolewski*: Bardzo łatwo. Kiedy obsługujemy incydenty, widzimy, że atakujący wykorzystują narzędzia darmowe, ogólnodostępne albo te, którymi do tej pory posługiwał się administrator w celach poprawy bezpieczeństwa. Koszt dla atakującego jest naprawdę niewielki.
Czy można więc uznać, że cyberprzestępczość to jeden z najbardziej dochodowych „biznesów” świata?
W.S.: Zdecydowanie. Firma padająca ofiarą ransomware - czyli jest atakowana przy użyciu złośliwego oprogramowania, które blokuje dane i żąda zapłaty za ich odblokowanie - płaci przestępcom średnio 0,5 mln zł okupu, po negocjacjach może 200-300 tys. zł. Z perspektywy atakującego, który poświęca na to 2-3 dni pracy, to intratny biznes.
Arkadiusz Osypiuk**: Od 2020 roku monetyzacja cyberprzestępczości jest globalnie wyższa niż monetyzacja sprzedaży narkotyków! Stopa zwrotu po stronie atakującego jest olbrzymia. Kiedy dla naszych klientów robimy analizy powłamaniowe, to sprawdzamy w jaki sposób uzyskano wstępny dostęp do organizacji. Często okazuje się, że źródłem były skradzione poświadczenia - np. login i hasło do VPN-a. Gdy analizujemy, skąd je pozyskano, okazuje się, że taki dostęp był do kupienia za około 5 dolarów. I to nie za jedne dane, ale za cały pakiet poświadczeń, który może obejmować dostęp do wielu różnych firm.
Nic dziwnego, że takich ataków jest coraz więcej. Według CERT Polska, czyli państwowego zespołu reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego, w 2025 r. każdego dnia odnotowywano średnio niemal 700 incydentów. Czy jesteśmy bezbronni w sieci?
W.S.: Trzeba zacząć od tego, czym w ogóle jest incydent. Nie każde zgłoszenie oznacza negatywne skutki. Incydentem nazywamy dopiero sytuację, w której faktycznie dochodzi do naruszenia.



