Fake news  jak wirus

Od przeziębienia  do globalnej choroby

Fake newsy nie są niczym innym jak plotką, rozpuszczoną przez przypadek, często bez złej intencji, choć bywają i takie z wyrachowania. Jednak w dobie social mediów, to “plotki na sterydach”, które rozprzestrzeniają się jak wirus, na którego nie ma szczepionki.

W pewien październikowy dzień Katarzyna rozmawiała z Jackiem o jego wsparciu dla znajomego, który starał się o posadę w bardzo prestiżowej firmie. Mężczyzna zwrócił uwagę, że przed zatrudnieniem, pracodawca powinien poznać wiadomości na temat biorącego udział w rekrutacji kontrkandydata – i przywołał informację o jego rodzinie, która, jak twierdził, miała go wykluczyć z rekrutacji. Katarzyna nie zachowała rozmowy dla siebie. W ciągu kilku dni wiadomość rozeszła się po znajomych, dotarła do rekrutującej firmy i do samego kontrkandydata. Ten zdążył sprostować kłamstwo, ale było już za późno. Przegrał rekrutację, a stanowisko zdobył znajomy Jacka, Lech.

Takie historie nie dzieją się tylko w biurach – powtarzają się w gronie rodziny i znajomych oraz w mediach. Plotka, która kiedyś krążyła po sąsiedztwie, dziś obiega świat w kilka minut. Dawniej plotki rozpowszechniane i powielone w złej intencji, lub z nieświadomości, przeszkadzały naszym babciom żenić się z ukochanymi, dziadkom blokowały drogi w karierze, a bratankom i siostrzenicom – utrudniały stać się częścią koleżeńskiej grupy. Gdyby przytoczona wyżej historia, była podawana z ust do ust, zostałaby pewnie kolejną plotką. Jednak wypowiedź Jacka, a konkretnie Jacka Kurskiego, szefa komitetu wyborczego Lecha Kaczyńskiego, została zapisana przez dziennikarkę Katarzynę Pastuszko i przytoczona w wywiadzie z 16 października 2005 roku w Agorze. Wypowiedziane na łamach magazynu zdanie „dziadek Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu” było powtarzane przez prasę i telewizję w całej Polsce. I pomimo tego, że nie było prawdziwe - zaważyło na przegranej Donalda Tuska w wyborach prezydenckich 2005. Tym samym “dziadek z Wermachtu” stał się jednym z pierwszych przykładów fake newsów w Polsce.

Czy fake newsy to globalne plotki?

Plotkowanie od dawna pełniło ważną funkcję w budowania więzi społecznych. Mówiąc o zachowaniach nieobecnych wzmacniało się obowiązujące normy i ostrzegało innych przed ich złamaniem. Plotkowanie budowało zaufanie i wspólnotę, ostrzegając jednocześnie przed wykluczeniem. Mechanizmy działania plotki i fake newsa (oznaczającego dosłownie “fałszywą wiadomość”) są podobne. Opierają się na rozpowszechnianiu informacji, przeważnie nieprawdziwych lub przynajmniej niezweryfikowanych. Cel? Wpływ na postrzeganie rzeczywistości. Plotka w swojej “naturze” dotyczy jednak bardziej lokalnych lub wręcz rodzinno-kameralnych sensacji, gdy fake news uderza w szersze narracje społeczne, polityczne czy powszechnie znane osoby. Gdyby fake newsy pozostały “w przestrzeni wypowiedzianej” między kilkoma osobami, pewnie byłyby tylko plotkami... Jednak gdy “fałszywa informacja” zostaje przekazana przez mass medium, zostaje spotęgowana i staje się szkodliwą dezinformacją.

Pierwsze fałszywe wiadomości

Za jeden z pierwszych fake newsów uchodzi słuchowisko radiowe “Wojna światów”, wyemitowane 30 października 1938 roku. Halloweenowa audycja na żywo została zrealizowana przez stację BBC. Prowadzący, Orson Welles, czytał tekst - adaptację powieści H. G. Wellsa - o inwazji Marsjan na Stany Zjednoczone. Czytany w manierze “breaking news” monolog prowadzącego nieprzerywany reklamami, sprawił, że wielu słuchaczy uwierzyło, że słucha faktycznych wiadomości na temat ataku kosmitów! To pierwszy masowy przykład tego, jak brak weryfikacji kontekstu i bezgraniczne zaufanie do autorytetu medium (wtedy radia) może wywołać panikę.

Pełny rozkwit fake newsów nastąpił w erze mediów społecznościowych, jednak w tradycyjnych mass mediach też długo miał się dobrze. Wtedy co prawda nieprawdziwe wiadomości nazywano propagandą, kaczką dziennikarską, czy czarnym PR-em. Musiały też przechodzić przez "bramkarzy" w postaci redaktorów i cenzorów. Każdy z nas słyszał o dezinformacji dotyczącej “epidemi stonki ziemniaczanej” w latach 50. XX wieku. W oficjalnych komunikatach radiowych, czy na łamach "Trybuny Ludu" pojawiały się artykuły o amerykańskich samolotach, które zrzucają nad Polską stonkę ziemniaczaną i niszczą socjalistyczne rolnictwo. Ówczesny rząd używał tej propagandy do kanalizacji gniewu społecznego z nieudolnego państwa na Stany Zjednoczone. W kolejnych dwóch dekadach krążyły informacje o “czarnej wołdze” - ciemnym samochodzie z firankami w oknach, którego pasażerowie mieli porywać dzieci. Media przeważnie starały się dementować te “plotki”, ale już samo pojawienie się tematu w prasie podsycało panikę. W Gdańsku i Gdyni te fake newsy były szczególnie silne ze względu na portowy charakter miast – łatwo było uwierzyć, że "porwane dziecko zostanie wywiezione statkiem". Czasami nawet dziennikarskie żarty urastały do skali dezinformacji. W 1957 roku BBC, na Prima Aprilis, wyemitował program o "zbiorach spaghetti z drzew" w Szwajcarii. Nadawca był autorytetem dla słuchaczy. Efekt? Tysiące telefonów do stacji z pytaniem, jak wyhodować własne drzewo spaghetti. Przykład ten jak na dłoni pokazuje, że problemem nie jest technologia, ale nasza psychologiczna skłonność do wierzenia autorytetom.

Era fake newsów

Prawdziwa epidemia fake newsów zaczęła się około 2015 roku. W tym czasie z mediów społeczniościowych korzystało już ok. 2,14 mld użytkowników, przez co przestały być dodatkiem do życia, a stały się jednym z ważniejszych źródeł wiadomości. W dobie mass mediów fake news potrzebował dni, tygodni, a nawet miesięcy, by dotrzeć do odbiorców. Gdy zabrakło redaktorów i cenzorów, a każdy posiadający konto na “socjalach” stał się nadawcą, wystarczą sekundy, by dezinformacja obiegła cały świat. Na pierwsze efekty tego trendu nie trzeba było długo czekać. Już w 2016 roku, podczas wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, w internecie pojawiły się wpisy o “pizzagate”. Informacje publikowali użytkownicy forów 4chan i Reddit i powtarzali teorię spiskową, która miała dowodzić na istnienie międzynarodowej szajki pedofilów, prowadzonej przez wysoko postawionych demokratów, a ich „bazę” miała stanowić piwnica pizzerii Comet Ping Pong w Waszyngtonie. Choć wiadomości powstały w wyniku bardzo dużej nadinterpretacji to niemal doprowadziły do tragedii (w grudniu 28-letni Edgar Welch wszedł do pizzerii karabinem, z zamiarem „osobistego uratowania dzieci”, gdzie oddał kilka strzałów i odkrył, że pizzeria... nawet nie ma piwnicy) i kosztowały Hillary Clinton prezydenturę. W latach 2018-2022, w Brazylii, były prezydent Jair Bolsonaro, szerzył dezinformację o Amazonii i pandemii, co skutkowało śledztwami i blokadami kont jego przeciwników. Szczytem okazała się pandemia, gdy fake newsy publikowane w 2020 roku o szczepionkach zmieniających DNA były bardzo chętnie publikowane przez celebrytów i polityków.

Sytuacja stała się jeszcze poważniejsza, gdy w sieci pojawiły się narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które pozwalały na tworzenie treści graficznych i filmowych w kilka sekund - deep fake'ów. W 2017 roku, na portalu Reddit użytkownik o pseudonimie „deepfakes” opublikował zmanipulowane filmy pornograficzne, w których dzięki AI podmienił twarze aktorek na wizerunki znanych celebrytek jak Scarlett Johansson czy Gal Gadot. Rok później, serwis BuzzFeed, we współpracy z Jordanem Peele’em, opublikował wideo, które miało pełnić rolę ostrzeżenia, na którym Barack Obama obrażał Donalda Trumpa. Jednak przełomem okazał się rok 2023 i pojawienie się łatwych w obsłudze, bezpłatnych, narzędzi Midjourney czy Czat GPT. Internet zaczął być zalewany deep fake’ami. Czasami były to dowcipne grafiki jak wizerunek papieża Franciszka w kurtce Balenciagi, ale też niepokojące jak fałszywe nagranie wybuchu przy Pentagonie, które zachwiały kursami na światowej giełdzie. Deep fake’i stawały się coraz doskonalsze technologicznie (przez co coraz trudniejsze do zweryfikowania), a ich twórcy coraz bardziej bezwzględni. W dwa lata po publikacji pierwszego viralowego deep fake’a, prezydent Stanów Zjednoczonych w lipcu 2025, na oficjalnych prezydenckich kontach opublikował fałszywe wideo pokazujące aresztowanie byłego prezydenta Baracka Obamy. Pół roku później posunął się jeszcze dalej. W lutym 2026 zamieścił wideo o tematyce spiskowej - o wyborach z 2020 roku. Na samym końcu filmu pojawił się fragment, na którym Obama, wraz z żoną Michelle, przebrani są za małpy, tańczą w dżungli do popularnej piosenki z filmu „Król Lew”. Choć post szybko został usunięty, dobitnie pokazał jak wielkie szkody i erozję debaty publicznej powodują fake newsy.

 

udze chwalicie, swego nie znacie

Niestety Polska nie jest wolna do szerzenia fake newsów. Nasi politycy, często nieświadomie, rzadziej z premedytacją, udostępniają niezweryfikowane treści, a dzięki swoim zasięgom, tylko napędzają im popularność. Przykłady, często obrzydliwych manipulacji treścią, można znaleźć na wszystkich politycznych stronach. Jednym z przykładów są treści związane z kryzysem na granicy z Białorusią. Wielu polityków m.in. z KO i Lewicy udostępniało zdjęcia dzieci “porzuconych w lesie przez straż graniczną”. Często okazywało się, że obrazy pochodziły z innych lat lub innych regionów świata (np. z obozów w Grecji). Z kolei politycy z prawej strony sceny politycznej (np. Mariusz Kamiński, czy Maciej Wąsik) podczas konferencji prasowej pokazali zdjęcia, mające dowodzić zoofilii i dewiacji wśród migrantów. Później okazało się, że część tych materiałów to stare grafiki z internetu, niezwiązane z osobami zatrzymanymi na granicy. Z kolei bardziej memicznym przykładem było masowe dzielenie się informacjami przez polityków Suwerennej Polski, jakoby Unia Europejska i polski rząd planowały przymusową wymianę mięsa na mąkę z insektów.

Nasza rodzima debata internetowa też nie jest wolna o deep fake’ów. Pierwsze próby, o intencji satyryczne pojawiły się w kontekście Strajku Kobiet. Z kolei rok 2023 był przełomowy przez trwająca wówczas kampanię parlamentarną. Wykorzystywano AI do generowania głosów polityków (np. w spotach Suwerennej Polski), lub tworzenia fałszywych wypowiedzi Donalda Tuska. Z kolei przy okazji wyborów prezydenckich, obydwie strony tworzyły nieprawdziwe wiadomości z użyciem wizerunków Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Przy czym nie były to tylko “żarty”, ale też próby wyłudzeń finansowych („zainwestuj w Baltic Pipe”) lub dyskredytacji.

Trójmiasto również ma swój wkład w tej niesławnej konkurencji. W 2018 roku samorządowiec Kacper Płażyński naginał fakty o stanie taboru tramwajowego oraz budowie gdańskich przedszkoli, by zdyskredytować zarządzających miastem. Finalnie, Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał politykowi sprostowanie wypowiedzi. Z kolei w 2023 roku gdańska posłanka Agnieszka Pomaska udostępniła wideo z wypadku kolumny rządowej na Podlasiu. Użyła jednak nagrania z 2020 roku, sugerując, że to bieżące wydarzenie. W 2025 roku z powodu viralowego fake newsa pomorscy włodarze musieli wydawać oficjalne sprostowania. Masowe udostępnienia nieprawdy o „całkowitym skażeniu Bałtyku i zamknięciu plaż” doprowadziły do lawiny odwołań rezerwacji. Władze Ustki i Trójmiasta musiały zaangażować sanepid do codziennych komunikatów prostujących kłamstwa szerzone na lokalnych grupach Facebookowych. Jak widać fake newsy dotykają nie tylko celebrytów i polityków, ale też zwykłych ludzi jak hotelarze czy restauratorzy.

Nie dopuścić do mutacji wirusa

Życie wiadomości we współczesnych czasach jest dużo krótsze niż kiedyś. Również tych nieprawdziwych. Musimy jednak zrozumieć, że fake newsy nie umierają – one mutują. Pizzagate nie zakończyło się na strzałach w waszyngtońskiej pizzerii. Stało się fundamentem dla potężnego, globalnego ruchu QAnon, którego wyznawcy 6 stycznia 2021 roku wdarli się do waszyngtońskiego Kapitolu. W wyniku ataku śmierć poniosło 5 osób, a co najmniej 138 policjantów zostało rannych, konieczne było przerwanie obrad Izb Kongresu i ewakuacja kongresmenów. Stworzone przez nich narracje o „złowrogich elitach” przeniknęły również do polskiego internetu, karmiąc się nieufnością i lękiem. Fake newsy pozwalają zwolennikom teorii spiskowych łączyć kropki tam, gdzie ich nie ma. W ten sposób rośnie siła ruchów antyszczepionkowych, a do polskich przedszkoli wracają choroby, o których już dawno zapomnieliśmy.

Polityczna dezinformacja uderza w naszą tożsamość i pamięć. Sprawa „dziadka z Wehrmachtu” pokazała, jak skomplikowane losy rodzinne mieszkańców Pomorza można zamienić w “szkarłatną literę”. To wydarzenie stworzyła niechlubny standard ataków ad personam opartych na rodzinie i pochodzeniu.

Dla twórców dezinformacji to jasna instrukcja: kłamstwo nie musi być mądre. Dlatego to my, użytkownicy internetu, powinniśmy wykorzystywać mądrość jako nasze oręże. Znajomość technik manipulacji obrazem, czytanie ze zrozumieniem, interpretacja treści - powinny stać się nowym wzorem cyfrowej higieny. Dlatego mówmy “sprawdzam” każdej niepewnej wiadomości. Nie udostępniamy postów bez refleksji, bo każde podanie dalej niesprawdzonej rewelacji, to otwarcie drzwi dla wirusa.

Jak bronić się przed  fake newsem?

1. Zasada „pięciu sekund”

Jeśli post wywołuje u ciebie natychmiastową wściekłość lub euforię – zatrzymaj się. Fake newsy są projektowane jako „bomby emocjonalne”. Ich zadaniem jest wyłączyć racjonalne myślenie i zmusić do kliknięcia „Udostępnij”.

2. Sprawdź „cyfrowy paszport” nadawcy

Niebieski znaczek na X (dawniej Twitter) czy Facebooku nie oznacza już wiarygodności – można go kupić. Sprawdź datę założenia konta - jeżeli konto powstało niedawno, prawdopobnie jego celem jest dezinformacja. Przejrzyj poprzednie posty na tym koncie. Jeśli konto, które dziś pisze o „skażeniu wody w Sopocie”, tydzień temu pisało po koreańsku o kryptowalutach – to prawdopodobnie bot.

3. Detektywistyka obrazkowa

Widzisz zdjęcie „tłumów na proteście” lub „zniszczeń po wybuchu”? Użyj wyszukiwanie obrazem. Zobacz czy obraz nie był wykorzystywany wcześniej i przy innych okazjach, nie związanych z tematem.

4. Pułapka „półprawdy” i wyciętego cytatu

Uważaj na 10-sekundowe nagrania wideo. Politycy uwielbiają wycinać zdanie przeciwnika w połowie, zmieniając sens wypowiedzi o 180 stopni. Zawsze szukaj pełnego nagrania.

5. Czytaj nie tylko nagłówek

80 proc. osób udostępnia artykuły po przeczytaniu samego tytułu. Fake newsy często mają sensacyjny nagłówek, który nie ma nic wspólnego z treścią (tzw. clickbait). Przeczytaj więcej treści artykułu i sprawdź o czym naprawę opowiada.

6. Weryfikacja daty

„PILNE: Zamknięcie tunelu pod Martwą Wisłą!” – sprawdź datę. Często stare komunikaty o awariach lub planowanych remontach są wrzucane ponownie, by wywołać chaos komunikacyjny w godzinach szczytu.

7. Szukaj drugiej opinii

Jeśli informacja jest prawdziwa i ważna, napiszą o niej co najmniej trzy niezależne źródła. Jeśli news o „nowym podatku od spacerów po plaży” widzisz tylko na jednym profilu na Facebooku, a milczą o tym lokalne portale informacyjne i oficjalne strony miast – to prawdopodobnie kłamstwo.

8. Uważaj na niedoskonałości

W 2026 roku obrazy i wideo generowane przez AI wyglądają autentycznie, ale wciąż robią błędy. Patrz na:

• Nienaturalne mruganie oczu.

• Rozmyte krawędzie ust podczas mówienia.

• Metaliczny, jednostajny pogłos w głosie.

• Niespójne cienie na twarzy w stosunku do tła.

9. Korzystaj z pomocy

Nie musisz wszystkiego sprawdzać sam. W Polsce mamy świetne organizacje fact-checkingowe. Zanim podasz dalej post o „robakach w mące”, sprawdź:

• Demagog.org.pl

• Konkret24

• AFP Sprawdzam

• Stop Clickabaitom

10. Nie wiesz - nie udostępniaj

Udostępnienie fake newsa to jak podanie dalej zakażonego przedmiotu. Nawet jeśli dodasz komentarz „Czy to prawda?!”, twoje udostępnienie karmi algorytm i zwiększa zasięg kłamstwa. Jeśli masz cień wątpliwości – po prostu nie klikaj.