Dostępność i wykluczenie
To, co dla pasażera obytego z technologią jest udogodnieniem, dla seniora – którego nie obejmują jeszcze bezpłatne przejazdy – może stać się barierą nie do przejścia. Powszechność aplikacji i płatności online nie dla każdego jest naturalnym środowiskiem. Różnice w podejściu do tego problemu widać na mapie regionu: o ile w Słupsku zachowano tradycyjne formy sprzedaży, o tyle w Trójmieście pasażer skazany jest niemal wyłącznie na systemy cyfrowe lub automaty.
- System Fala umożliwia zakup biletów autobusowych w różnych kanałach dystrybucji: aplikacji, internetowym portalu pasażera oraz Punkcie Obsługi Klienta. Dla osób mających trudności z obsługą cyfrowych kanałów dystrybucji bilety jednorazowe nadal dostępne są u kierowcy autobusu - tłumaczy Monika Rapacewicz, rzeczniczka prasowa Urzędu Miejskiego w Słupsku. Zaznacza jednak, że oferta u kierowców jest ograniczona. - To przede wszystkim tzw. karnety, kierowca zawsze dysponuje wyłącznie karnetami ulgowymi. Natomiast bilety okresowe, poza aplikacją i portalem pasażera, nabyć można w Punkcie Obsługi Klienta, gdzie pracownicy udzielają wsparcia przy założeniu konta oraz zakupie biletu na kartę Fala, bez konieczności posiadania i używania aplikacji mobilnej.
Lębork także nie zrezygnował z analogowych kanałów sprzedaży, aby nie wykluczać emerytów i rencistów.
- Pasażerowie z grup ulgowych w Lęborku nie muszą korzystać wyłącznie z systemu Fala. Cały czas ZKM Lębork prowadzi sprzedaż biletów papierowych jednorazowych i miesięcznych – deklaruje Janusz Pomorski, kierownik Referatu Promocji i Kultury Urzędu Miejskiego w Lęborku.
Kolejną grupą, której system dostarcza najwięcej bólu głowy, są przyjezdni, zwłaszcza turyści zagraniczni. Wystarczy wsiąść do autobusu jadącego z gdańskiego lotniska, by zobaczyć zagubienie wśród osób, które próbują zrozumieć skomplikowaną taryfę i zasady działania czytników. W oczach gości obraz pomorskiej metropolii jako miejsca otwartego i intuicyjnego zderza się z technologicznym chaosem.
Miasta pod presją: decyzje i kompromisy
Paradoks polega na tym, że nawet gdy system budzi coraz więcej wątpliwości, wycofanie się z niego nie jest proste. Pułapką systemu Fala okazuje się sposób jego finansowania ze środków unijnych. Mechanizm tzw. trwałości projektu powoduje zamrożenie inwestycji na pięć lat – aż do 15 lipca 2029 roku. Do tego czasu podmioty będące częścią systemu nie planują jego głębokiej reformy ani likwidacji. Powód? Widmo konieczności zwrotu ogromnych dotacji.
- Przeprowadzona przez Centrum Unijnych Projektów Transportowych kontrola potwierdziła prawidłowość wydatkowania środków unijnych. Wycofanie się w okresie trwałości projektu choćby jednego z podmiotów uczestniczących w systemie Fala wiąże się z naruszeniem zasad trwałości tego projektu – wylicza Paulina Chełmińska z biura prezydenta Gdańska.
Według szacunków na koniec 2025 roku zamknięcie projektu oznaczałoby dla wszystkich partnerów konieczność solidarnego zwrotu około 96,5 mln zł dotacji.
Paradoksalnie dla niektórych gmin bardziej opłacalne może okazać się wprowadzenie bezpłatnej komunikacji, zwłaszcza że realne wpływy ze sprzedaży biletów i tak nie są wysokie. Potwierdzają to sami urzędnicy:
- Głównym celem usług transportowych świadczonych przez samorządy jest przede wszystkim udostępnienie jak najbardziej efektywnego, komfortowego i przyjaznego transportu publicznego, oczywiście z troską o finanse publiczne. Jednak nigdy komunikacja miejska nie będzie czymś, co np. przynosi znaczące dochody. Nawet przy zastosowaniu jak najlepszych narzędzi czy sposobów zachęcających do korzystania z tej usługi – zapewnia Monika Rapacewicz z UM w Słupsku.
Z tej pułapki można było jednak znaleźć wyjście, co udowodnił Tczew. Władze miasta wycofały się z projektu jeszcze przed jego inauguracją, uznając, że bardziej opłacalna będzie bezpłatna komunikacja dla mieszkańców. Dzięki tej decyzji budżet Tczewa omija dzisiejsze finansowe turbulencje, które niesie za sobą Fala.
– Miasto nie ponosi kosztów bieżącego utrzymania i eksploatacji systemu Fala, ponieważ nie został on dotychczas uruchomiony na jego terenie – deklaruje Małgorzata Mykowska, kierowniczka biura prezydenta Tczewa.
W 2026 roku miasto nie przekaże spółce żadnej rekompensaty. Już od 2024 roku nie wypłaca jej także wcześniej zaplanowanych środków na pokrycie kosztów eksploatacji.
Dylemat miały też Chojnice. W obliczu rosnących kosztów gmina poważnie rozważała rezygnację z Fali, ostatecznie włodarze zdecydowali się jednak na kontynuację współpracy. Choć radni nie byli jednomyślni, to po rekomendacji burmistrza większość opowiedziała się za dalszą współpracą ze spółką Innobaltica. Miasto zgodziło się na podwyższenie rekompensaty o niespełna 11 proc., co i tak jest kwotą o kilkaset tysięcy złotych niższą od pierwotnych oczekiwań spółki.
- Podjęliśmy decyzję o pozostaniu w projekcie, ponieważ nasze dotychczasowe zaangażowanie finansowe jest już znaczne. Fala funkcjonuje, a rezygnacja z udziału wiązałaby się z kolejnymi wydatkami, które trzeba byłoby wydać na nowy projekt. Alternatywą nie jest przecież powrót do tekturowych i papierowych biletów. W tej decyzji pomogła nam obniżka pierwotnej kwoty wzrostu naszych udziałów (kosztów) - wyjaśnia Arkadiusz Finster, burmistrz Chojnic.
Finster zaznacza, że w 2026 roku miasto przekaże spółce 737,5 tys. zł, ale stawia twarde warunki na przyszłość: - Miasto Chojnice nie przewiduje dodatkowego wzrostu nakładów finansowych na spółkę InnoBaltica do końca realizacji projektu. Nie może być przecież tak, że prognoza kosztów, czy wręcz plan kosztów, znacznie się różni od faktycznych wydatków – kwituje Arkadiusz Finster. I dodaje, że presja finansowa ze strony spółki nie może w kolejnych latach rosnąć, bo mogłoby to skłonić część miast do wyjścia z projektu.