Pomorska  Fala

Od ambitnych planów  do codziennej frustracji

Karol Kacperski

Miał być biletową rewolucją na miarę europejskich metropolii, a stał się najdroższym i najbardziej krytykowanym projektem technologicznym Pomorza. Dlaczego Fala - regionalny system płatności za bilety - zamiast ułatwiać życie, budzi frustrację pasażerów i drenuje budżety samorządów?

Przystanek autobusowy, godzina szczytu. Pasażer zamiast patrzeć na nadjeżdżający pojazd, nerwowo odświeża w telefonie aplikację, bo ta po raz kolejny odmówiła posłuszeństwa. Tak wgląda codzienność tysięcy użytkowników Fali – wartego 150 mln zł  systemu płatności za bilety, który w założeniach miał upraszczać podróżowanie, a w praktyce stał się dla wielu technologicznym torem przeszkód, za który samorządy płacą dziś rekordowo wysoką cenę.

Pomorska Fala: ambitna wizja czy technologiczny eksperyment?

Fala obejmuje transport kolejowy (pociągi regionalne Polregio i PKP SKM w Trójmieście) oraz komunikację miejską w Gdańsku, Gdyni, Słupsku, Władysławowie, Chojnicach, Lęborku, Pucku i Wejherowie. Idea jest prosta: jeden system i aplikacja łącząca wszystkich przewoźników.

Do dyspozycji pasażerów jest ponad 6 tysięcy punktów sprzedaży i weryfikacji biletów – od prostych czytników, umożliwiających szybki zakup biletu jednym dotknięciem karty, po terminale z ekranem dotykowym, gdzie można wybrać taryfę lub sprawdzić stan e-portmonetki. Wszystkie bilety są elektroniczne i przypisane do nośnika użytkownika – karty lub aplikacji mobilnej.

Płatność odbywa się bez papierowych wydruków, a kontrola biletu sprowadza się do odczytu cyfrowego tokena. Ale uwaga: domyślnie system kupuje bilet pełnopłatny, a zakup ulgowego, lub kilku biletów na raz, wymaga ręcznej konfiguracji w terminalu. To właśnie te drobne utrudnienia sprawiają, że Fala zamiast ułatwiać codzienne podróże, dla wielu stała się źródłem frustracji.

Rewolucyjnym pomysłem Fali miał być jeden bilet, który automatycznie dobierałby najkorzystniejszą taryfę dla pasażera na koniec dnia. To właśnie ten poziom zaawansowania technologicznego okazał się największym wyzwaniem. Aby system działał poprawnie, pasażer musi skrupulatnie rejestrować każde wejście i wyjście z pojazdu. Tymczasem część samorządów nie wymaga takiej rejestracji, a użytkownicy skarżą się na błędy w aplikacji.

Efekt? Wizja „inteligentnego biletu” zderzyła się z twardą, analogową rzeczywistością. Zamiast wygody pojawiły się bariery technologiczne, a koszty systemu – już i tak wysokie – zaczęły drastycznie przekraczać pierwotne założenia.

Koszty rosną, budżety cierpią

Inwestycja już na starcie złapała pokaźne opóźnienia. Pierwsze harmonogramy zakładały wdrożenie systemu Fala już w 2021 roku, co okazało się niewykonalne. Udało się dopiero w połowie 2024 roku. Dziś, w marcu 2026 roku, system działa, ale trudno mówić o sukcesie.

Poza krytyką pasażerów, największym problemem dla samorządów stały się pieniądze. Jak wyjaśnia Jakub Winiewski z Urzędu Miasta Gdyni roczna dopłata miasta do systemu Fala w 2026 r. ma wynieść 12,3 mln zł – prawie dwa razy więcej niż zakładano trzy lata temu. To efekt wyższych kosztów funkcjonowania systemu. Dla porównania: w Słupsku roczna dopłata do systemu wzrosła do 2 mln zł brutto.

Za projekt odpowiedzialna jest spółka InnoBaltica, w której wspólnikami są pomorskie gminy, samorząd województwa, miejskie zakłady transportowe oraz największe uczelnie regionu – Uniwersytet Gdański, Politechnika Gdańska i Gdański Uniwersytet Medyczny. Samorządy tłumaczą wyższe koszty drastyczną zmianą otoczenia makroekonomicznego: skumulowaną inflacją oraz gwałtownym wzrostem wynagrodzeń w sektorze IT. Prognozy nie przewidziały takich czynników jak globalna pandemia, wojna w Ukrainie czy wywołany nią szok energetyczny.

- Koszty systemu Fala są pokrywane z rekompensat wypłacanych przez samorządy uczestniczące w projekcie, ustalanych na podstawie faktycznie ponoszonych kosztów operacyjnych – tłumaczy Monika Ostrowska, rzeczniczka prasowa spółki InnoBaltica. - Wstępne prognozy finansowe powstawały osiem lat temu, w latach 2018–2025 skumulowana inflacja w Polsce w tym okresie przekroczyła 54 proc., a wynagrodzenia w sektorze IT wzrosły o ponad 95 proc. – wskazuje Ostrowska.

Ten finansowy rozdźwięk wyraźnie widać w budżecie największego z udziałowców - miasta Gdańsk. Po odebraniu systemu w czerwcu 2024 roku ruszyła faza eksploatacyjna [bieżącego utrzymania – red.], która w pierwszym roku pochłonęła 5 mln zł, a w 2025 roku - 15,5 mln zł. Na 2026 rok zaplanowano 10,5 mln zł – wylicza Paulina Chełmińska z Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

Sytuacja Gdańska jest o tyle zagadkowa, że miasto prognozuje spadek wydatków na system w momencie, gdy inne gminy notują rekordowe wzrosty. Magistrat unika jednak odpowiedzi na pytanie, czy planowana obniżka wynika z realnej optymalizacji systemu, czy jest jedynie wstępnym szacunkiem, który może zostać „urealniony” w drodze nowelizacji budżetu. Biorąc pod uwagę, że InnoBaltica wciąż nie wyłoniła w przetargu docelowego operatora systemu, każda próba sztywnego planowania kosztów na rok 2026 wydaje się obarczona dużym ryzykiem błędu.

W systemie Fala głównym powodem rosnących wydatków stało się ryzyko operacyjne. InnoBaltica już trzykrotnie próbowała wyłonić podmiot odpowiedzialny za docelową obsługę systemu, ale wyceny firm z branży IT i płatności znacznie przekraczały założony budżet. Rynek wycenia odpowiedzialność za system – i przepływające przez niego środki pasażerów – znacznie drożej, niż przewidywali projektanci Fali. Przyczyny? Skomplikowana architektura systemu, częste błędy i wysokie ryzyko wizerunkowe.

Efektem tej patowej sytuacji są tymczasowe umowy z dotychczasowym wykonawcą systemu, firmą Asseco Data Systems. Dzięki nim platforma wciąż działa, dopóki nie zostanie wyłoniony stały operator. Nie można jednak traktować tego jako ostatecznego rozwiązania.

Jak przyznaje InnoBaltica, tryb „z wolnej ręki” był konieczny, by zapewnić ciągłość działania systemu, ale ma swoją cenę.

- Taka tymczasowa umowa wprowadza ograniczenia w zakresie modyfikacji i rozwoju systemu – stwierdza Monika Ostrowska. – Jest jednak nieco korzystniejsza cenowo niż warunki z unieważnionych przetargów. Trwający przetarg powinien pozwolić wybrać ofertę, która zapewni sprawne działanie systemu przy akceptowanych kosztach. Jesteśmy też przygotowani na scenariusz, w którym nie pojawią oferty z akceptowalnymi cenami.

Wykonawca trzyma więc InnoBaltikę w szachu – system musi działać, zwłaszcza po wyeliminowaniu konkurencji.

 

Karol Kacperski

Frustracja zamiast wygody

W praktyce system Fala tworzy monopol na sprzedaż biletów okresowych, które od połowy sierpnia 2025 roku można nabyć wyłącznie przez ten system. To skutek porozumienia między spółką InnoBaltica a organizatorami transportu: Zarządem Transportu Miejskiego (ZTM) Gdańsk i Zarządem Komunikacji Miejskiej (ZKM) Gdynia. Sprawą zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który w prowadzonym postępowaniu bada, czy doszło do niedozwolonego ograniczania konkurencji oraz naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Skargę złożył m.in. operator popularnej aplikacji „Jakdojade”, któremu odebrano prawo do sprzedaży biletów długookresowych na rzecz mniej stabilnego systemu.

Sytuacja byłaby łatwiejsza do zaakceptowania przez pasażerów, gdyby Fala była produktem dopracowanym. Tymczasem system bije rekordy w kategorii negatywnych opinii – w sklepach Google Play i App Store aplikacja utrzymuje dramatyczną ocenę 1,2 na 5 gwiazdek. Co ciekawe, te dane kłócą się z oficjalnym wskaźnikiem reklamacji, który spółka szacuje zaledwie na 0,13 proc.

- Wskaźnik reklamacji odnosi się do rzeczywistych zgłoszeń dokonywanych przez osoby korzystające z systemu i jest miarodajny. Ocena aplikacji w sklepach internetowych – którą przyjmujemy z pokorą i traktujemy jako wyraz oczekiwania usprawnień – odzwierciedla subiektywne doświadczenia niewielkiej grupy osób, w tym często sytuacje niewymagające złożenia reklamacji – tłumaczy Monika Ostrowska ze spółki InnoBaltica.

Rzeczniczka podkreśla skalę projektu: ponad 330 tys. zarejestrowanych kont i 1,1 mln osób korzystających z płatności kartą, przy czym negatywne oceny wystawiło łącznie nieco ponad 2 tys. użytkowników.

W świecie technologii tak niska ocena to jednak sygnał alarmowy, oznaczający wadliwy produkt. Mimo to InnoBaltica nie planuje obecnie audytu UX (ang. User Experience - badanie użyteczności i satysfakcji użytkownika z obsługi systemu). Wydaje się on zresztą zbędny – wystarczy lektura komentarzy na facebookowym profilu systemu. Wyłania się z nich obraz pełen frustracji, niezrozumienia i żalu za prostszymi, sprawdzonymi rozwiązaniami, które pasażerom po prostu odebrano.

Według wyliczeń ZTM Gdańsk, ZKM Gdynia i spółki InnoBaltica na 5323 czytników w pojazdach, ok. 2 proc. wyłączało się krótkookresowo z powodów technicznych. Jedną z najczęściej odnotowanych przyczyn był błąd logowania się do systemu Fala. Choć liczby wydają się niewielkie, dla pasażera oznaczają realne ryzyko otrzymania opłaty dodatkowej (mandatu) nie z własnej winy.

- W naszych zestawieniach nie wyodrębniamy zgłoszeń reklamacyjnych związanych wyłącznie z systemem Fala. Niemniej jednak, w przypadku nałożenia opłaty dodatkowej wynikającej z usterki technicznej systemu, takie reklamacje zawsze są rozpatrywane pozytywnie. Łączna liczba reklamacji od nałożonych opłat dodatkowych w 2025 roku wyniosła 1214 – podsumowuje Dagmara Szajda, rzeczniczka prasowa ZTM w Gdańsku.

Jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja panuje w Gdyni, gdzie InnoBaltica dystansuje się od kwestii spornych między pasażerem a kontrolerem.

- W okresie od sierpnia 2025 r. do stycznia 2026 r. InnoBaltica sp. z o.o. odnotowała łącznie 57 zgłoszeń dotyczących opłat dodatkowych. System Fala jest wyłącznie narzędziem dystrybucji biletów i nie posiada kompetencji do rozstrzygania o zasadności nałożenia opłaty dodatkowej na pasażera. Każde zgłoszenie analizowano indywidualnie, a zgłaszających informowano o konieczności skierowania sprawy do właściwego podmiotu, który opłatę nałożył – ucina Marcin Gromadzki, rzecznik prasowy ZKM w Gdyni.

Karol Kacperski

Analityka widmo

Jednym z głównych argumentów za wprowadzeniem systemu Fala była możliwość precyzyjnego analizowania ruchu pasażerskiego dzięki rejestrowaniu wejść i wyjść z pojazdów (tzw. check-in/check-out). Tymczasem w praktyce opcja ta pozostaje martwa – zarówno w Gdańsku, jak  i w Gdyni nie wprowadzono obowiązku takiej rejestracji. ZTM Gdańsk i ZKM Gdynia wciąż polegają na sprawdzonym systemie bramek zliczających, a Gdynia i Słupsk dodatkowo na tradycyjnych badaniach marketingowych. Podobną rezerwę zachowuje Wejherowo, które dopiero stoi przed uruchomieniem Fali. Dla tamtejszego MZK nowa platforma nie będzie rewolucją, a jedynie narzędziem uzupełniającym. Miasto od blisko dwóch dekad rozwija własny bilet elektroniczny i nie zamierza z niego rezygnować na rzecz regionalnego eksperymentu.

- Fala postrzegana jest jako rozwiązanie komplementarne wobec własnego, działającego systemu sprzedaży biletów, który pozostaje podstawowym narzędziem obsługi pasażerów – wyjaśnia Marcin Balakowski, prezes zarządu MZK Wejherowo. Podkreśla przy tym, że sprawdzona, lokalna infrastruktura pozwala pasażerom na doładowania kont w punktach stacjonarnych, bez przymusu korzystania z aplikacji mobilnej.

Nie da się zaoszczędzić na nieużywanym module – koszty analityki są już wliczone w system. To, czy zaczniemy z niej korzystać, nie jest kwestią technologii, lecz decyzji politycznej.

- System Fala umożliwi docelowo wprowadzenie modelu podróży check-in/check-out. Już obecnie dane – przekazywane regularnie przez spółkę organizatorom – stanowią coraz lepszy jakościowo zasób informacji, który może wspierać zarządzanie publicznym transportem zbiorowym w regionie – twierdzi Monika Ostrowska ze spółki InnoBaltica.

Pieśnią przyszłości pozostaje także flagowa funkcja systemu: dynamiczna taryfa, ukryta pod hasłem „płać automatycznie”. Miała ona zrewolucjonizować podróż, samodzielnie dobierając najniższą możliwą opłatę na koniec dnia. Rzeczywistość w marcu 2026 roku jest zgoła inna.

- Obecnie system Fala nie dobiera najniższej opłaty za przejazd. Umożliwia jedynie zakup biletów okresowych i jednorazowych zgodnych z obowiązującą taryfą — przyznaje Dagmara Szajda z ZTM w Gdańsku. Rzeczniczka podkreśla, że aktualnie system służy sprzedaży, a funkcje analityczne staną się wartością dodaną dopiero w momencie uruchomienia taryfy metropolitalnej wraz z optymalizacją ceny podróży.

- System Fala oraz bramki liczące służą do realizacji zupełnie innych celów, więc nie można oceniać ich wzajemnego sensu utrzymywania. Nawet gdyby system Fala zbierał dane check-in/check-out, to przecież wciąż mamy pasażerów uprawnionych do bezpłatnych przejazdów lub też korzystających z biletów jednoprzejazdowych, których ta procedura nie obejmuje. Bramki liczące nadal byłyby potrzebne po to, aby poznać faktyczne obciążenie danej linii – dodaje Szajda.

Michał Beim
dr, adiunkt na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, ekspert Instytutu Sobieskiego. Specjalizuje się w polityce transportowej, planowaniu systemów komunikacyjnych oraz integracji taryfowej. Były członek zarządu PKP S.A.

 

System Fala od początku był projektowany w niezwykle skomplikowanych uwarunkowaniach legislacyjnych, które w Polsce wręcz zniechęcają do tworzenia nowoczesnych rozwiązań taryfowych. Główną barierą nie jest sama technologia, lecz chaos w systemie ulg ustawowych. W transporcie regionalnym i kolejowym mamy do czynienia z dziesiątkami specyficznych uprawnień, które sprawiają, że skalkulowanie najtańszego biletu w czasie rzeczywistym jest procesem niezwykle karkołomnym, a dla przewozów miejskich i regionalnych obowiązują zupełnie inne zasady refundacji ulg.

Spójrzmy na naszych sąsiadów: w Meklemburgii - Pomorzu Przednim w Niemczech czy Skanii w Szwecji pasażer kupuje jeden bilet i nie interesuje go, czy wsiada do tramwaju, pociągu regionalnego czy autobusu miejskiego albo regionalnego na wsi. U nas systemy takie jak Fala rozbijają się o brak uporządkowania ulg na poziomie państwowym.  To dlatego pasażerowie mogą czuć się zawiedzeni – widzą, że za granicą to działa prosto, a u nas model jest tak skomplikowany.

Wszelkie projekty biletu regionalnego w Polsce będą obarczone ryzykiem niepowodzenia, dopóki prawo będzie zmuszać system do tak skomplikowanego rozliczania ulg. To nie jest tylko kwestia różnych aplikacji czy sporu technologicznego: karty zbliżeniowe vs QR-kody. To problem systemowego spojrzenia, którego w Polsce wciąż brakuje. Regiony często włączają się w te projekty z optymizmem, ale brutalnie zderzają się z rzeczywistością prawną, która zabija prostotę i użyteczność.

Dostępność i wykluczenie

To, co dla pasażera obytego z technologią jest udogodnieniem, dla seniora – którego nie obejmują jeszcze bezpłatne przejazdy – może stać się barierą nie do przejścia. Powszechność aplikacji i płatności online nie dla każdego jest naturalnym środowiskiem. Różnice w podejściu do tego problemu widać na mapie regionu: o ile w Słupsku zachowano tradycyjne formy sprzedaży, o tyle w Trójmieście pasażer skazany jest niemal wyłącznie na systemy cyfrowe lub automaty.

- System Fala umożliwia zakup biletów autobusowych w różnych kanałach dystrybucji: aplikacji, internetowym portalu pasażera oraz Punkcie Obsługi Klienta. Dla osób mających trudności z obsługą cyfrowych kanałów dystrybucji bilety jednorazowe nadal dostępne są u kierowcy autobusu - tłumaczy Monika Rapacewicz, rzeczniczka prasowa Urzędu Miejskiego w Słupsku. Zaznacza jednak, że oferta u kierowców jest ograniczona. - To przede wszystkim tzw. karnety, kierowca zawsze dysponuje wyłącznie karnetami ulgowymi. Natomiast bilety okresowe, poza aplikacją i portalem pasażera, nabyć można w Punkcie Obsługi Klienta, gdzie pracownicy udzielają wsparcia przy założeniu konta oraz zakupie biletu na kartę Fala, bez konieczności posiadania i używania aplikacji mobilnej.

Lębork także nie zrezygnował z analogowych kanałów sprzedaży, aby nie wykluczać emerytów i rencistów.

- Pasażerowie z grup ulgowych w Lęborku nie muszą korzystać wyłącznie z systemu Fala. Cały czas ZKM Lębork prowadzi sprzedaż biletów papierowych jednorazowych i miesięcznych – deklaruje Janusz Pomorski, kierownik Referatu Promocji i Kultury Urzędu Miejskiego w Lęborku.

Kolejną grupą, której system dostarcza najwięcej bólu głowy, są przyjezdni, zwłaszcza turyści zagraniczni. Wystarczy wsiąść do autobusu jadącego z gdańskiego lotniska, by zobaczyć zagubienie wśród osób, które próbują zrozumieć skomplikowaną taryfę i zasady działania czytników. W oczach gości obraz pomorskiej metropolii jako miejsca otwartego i intuicyjnego zderza się z technologicznym chaosem.

Miasta pod presją: decyzje i kompromisy

Paradoks polega na tym, że nawet gdy system budzi coraz więcej wątpliwości, wycofanie się z niego nie jest proste. Pułapką systemu Fala okazuje się sposób jego finansowania ze środków unijnych. Mechanizm tzw. trwałości projektu powoduje zamrożenie inwestycji na pięć lat – aż do 15 lipca 2029 roku. Do tego czasu podmioty będące częścią systemu nie planują jego głębokiej reformy ani likwidacji. Powód? Widmo konieczności zwrotu ogromnych dotacji.

- Przeprowadzona przez Centrum Unijnych Projektów Transportowych kontrola potwierdziła prawidłowość wydatkowania środków unijnych. Wycofanie się w okresie trwałości projektu choćby jednego z podmiotów uczestniczących w systemie Fala wiąże się z naruszeniem zasad trwałości tego projektu – wylicza Paulina Chełmińska z biura prezydenta Gdańska.

Według szacunków na koniec 2025 roku zamknięcie projektu oznaczałoby dla wszystkich partnerów konieczność solidarnego zwrotu około 96,5 mln zł dotacji.

Paradoksalnie dla niektórych gmin bardziej opłacalne może okazać się wprowadzenie bezpłatnej komunikacji, zwłaszcza że realne wpływy ze sprzedaży biletów i tak nie są wysokie. Potwierdzają to sami urzędnicy:

- Głównym celem usług transportowych świadczonych przez samorządy jest przede wszystkim udostępnienie jak najbardziej efektywnego, komfortowego i przyjaznego transportu publicznego, oczywiście z troską o finanse publiczne. Jednak nigdy komunikacja miejska nie będzie czymś, co np. przynosi znaczące dochody. Nawet przy zastosowaniu jak najlepszych narzędzi czy sposobów zachęcających do korzystania z tej usługi – zapewnia Monika Rapacewicz z UM w Słupsku.

Z tej pułapki można było jednak znaleźć wyjście, co udowodnił Tczew. Władze miasta wycofały się z projektu jeszcze przed jego inauguracją, uznając, że bardziej opłacalna będzie bezpłatna komunikacja dla mieszkańców. Dzięki tej decyzji budżet Tczewa omija dzisiejsze finansowe turbulencje, które niesie za sobą Fala.

– Miasto nie ponosi kosztów bieżącego utrzymania i eksploatacji systemu Fala, ponieważ nie został on dotychczas uruchomiony na jego terenie – deklaruje Małgorzata Mykowska, kierowniczka biura prezydenta Tczewa.

W 2026 roku miasto nie przekaże spółce żadnej rekompensaty. Już od 2024 roku nie wypłaca jej także wcześniej zaplanowanych środków na pokrycie kosztów eksploatacji.

Dylemat miały też Chojnice. W obliczu rosnących kosztów gmina poważnie rozważała rezygnację z Fali, ostatecznie włodarze zdecydowali się jednak na kontynuację współpracy. Choć radni nie byli jednomyślni, to po rekomendacji burmistrza większość opowiedziała się za dalszą współpracą ze spółką Innobaltica. Miasto zgodziło się na podwyższenie rekompensaty o niespełna 11 proc., co i tak jest kwotą o kilkaset tysięcy złotych niższą od pierwotnych oczekiwań spółki.

- Podjęliśmy decyzję o pozostaniu w projekcie, ponieważ nasze dotychczasowe zaangażowanie finansowe jest już znaczne. Fala funkcjonuje, a rezygnacja z udziału wiązałaby się z kolejnymi wydatkami, które trzeba byłoby wydać na nowy projekt. Alternatywą nie jest przecież powrót do tekturowych i papierowych biletów. W tej decyzji pomogła nam obniżka pierwotnej kwoty wzrostu naszych udziałów (kosztów) - wyjaśnia Arkadiusz Finster, burmistrz Chojnic.

Finster zaznacza, że w 2026 roku miasto przekaże spółce 737,5 tys. zł, ale stawia twarde warunki na przyszłość: - Miasto Chojnice nie przewiduje dodatkowego wzrostu nakładów finansowych na spółkę InnoBaltica do końca realizacji projektu. Nie może być przecież tak, że prognoza kosztów, czy wręcz plan kosztów, znacznie się różni od faktycznych wydatków – kwituje Arkadiusz Finster. I dodaje, że presja finansowa ze strony spółki nie może w kolejnych latach rosnąć, bo mogłoby to skłonić część miast do wyjścia z projektu.