Podczas awarii kolektora „Czajka” w Warszawie wykazano, że wody Wisły poniżej miejsca zrzutu zawierały znacznie podwyższone stężenia wybranych farmaceutyków. Najwyższe stężenia odnotowano dla paracetamolu i ibuprofenu. Leki, które znajdujemy w wodzie, to lustro dla chorób cywilizacyjnych.
Leki w wodzie? Jak to w ogóle jest możliwe?
Prof. dr hab. Piotr Stepnowski, rektor Uniwersytetu Gdańskiego: Nie tylko w wodzie – w środowisku w ogóle. To zjawisko stosunkowo nowe. Choć pierwsze doniesienia sięgają lat siedemdziesiątych, to jednak można uznać, że ostatnie ćwierć wieku stanowiło kluczowy czas rozwoju badań w tym zakresie. W organizmie człowieka pozostaje zwykle tylko część przyjętej dawki leku. Reszta – w postaci niezmienionej lub jako metabolity – jest wydalana i trafia do ścieków komunalnych. Oczyszczalnie usuwają część tych substancji, ale nie wszystkie, dlatego pewien odsetek farmaceutyków przedostaje się do rzek, jezior, wód podziemnych, a dalej do mórz.
Od czego zależy, ile leku wchłoniemy?
Od właściwości konkretnej substancji czynnej oraz sposobu jej podania. Biodostępność wielu leków jest ograniczona – czasem organizm wykorzystuje tylko kilka–kilkanaście procent dawki. Pozostała część zostaje wydalona w formie niezmienionej lub nieznacznie zmodyfikowanej. Ponieważ leki statystycznie zażywane są przez populację człowieka w sposób ciągły, również ich dopływ do środowiska ma taki charakter. W efekcie w wodach, osadach dennych, glebie, a nawet w roślinach utrzymują się może niskie, ale stałe stężenia farmaceutyków.
Z obecności leków w wodzie zdajemy więc sobie sprawę od około 25 lat, czy to oznacza, że ciągle niewiele wiemy o tym problemie?
Przeciwnie – wiemy coraz więcej. Ilość informacji na temat narażenia na obecność leków jak i ich metabolitów w środowisku na całym świecie ciągle rośnie. Niemiecka Agencja Środowiska (Umwelt Bundesamt, UBA) jako pierwsza podjęła się próby uporządkowania tych danych w formie publicznie dostępnej bazy danych PHARMS-UBA (Database - Pharmaceuticals in the Environment). Raport tej agencji z 2021 roku obejmuje dane ponad dwóch tysięcy publikacji z ostatnich trzydziestu lat, jednoznacznie potwierdzających obecność leków i ich produktów przemian w 89 krajach. Łącznie wykryto niemal tysiąc różnego rodzaju substancji czynnych leków oraz ich produkty przemiany... Dane potwierdzają powszechne występowanie farmaceutyków w wodach powierzchniowych, gruntowych, ściekach, osadach oraz wodzie pitnej.
To raczej nie jest dobra wiadomość.
Rzeczywiście. Oznacza to, że wiele farmaceutyków jest względnie trwałych i może przemieszczać się na znaczne odległości. Ich naturalną cechą jest dobra rozpuszczalność w wodzie, co sprzyja transportowi w środowisku wodnym. W przeciwieństwie do klasycznych, hydrofobowych zanieczyszczeń organicznych, takich jak pestycydy chloroorganiczne czy wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, nie kumulują się silnie w tkance tłuszczowej organizmów czy w zawiesinach i osadach dennych, lecz pozostają w fazie wodnej. Warto jednak podkreślić, że mówimy o bardzo niskich stężeniach – rzędu nanogramów na litr, czyli miliardowych części grama w litrze wody.
Wydaje się niewiele.
Rzeczywiście są to ilości minimalne. Obrazowo: gdyby do dużego zbiornika wodnego wielkości Jeziora Wdzydzkiego, które ma objętość ok 200 miliardów litrów, wlać szklankę czystego leku – czyli około 200 gramów, uzyskujemy stężenie na poziomie 1 nanograma na litr. Problem polega jednak na tym, że leki projektuje się tak, by wywoływały efekt biologiczny przy bardzo niskich dawkach. Długotrwała ekspozycja organizmów wodnych nawet na takie stężenia może powodować subtelne, ale istotne skutki.
Na przykład?
Hormony estrogenne, takie jak etynyloestradiol, stosowane w antykoncepcji, mogą prowadzić do feminizacji samców niektórych gatunków ryb, zaburzeń rozrodu i spadku liczebności populacji. Antybiotyki z kolei, trafiając do środowiska, są oczywiście nadal bakteriobójcze, ale co gorsza sprzyjają rozwojowi lekooporności. W badaniach prowadzonych w osadzie czynnym oczyszczalni ścieków (m.in. Gdańsk-Wschód) obserwowaliśmy zwiększającą się obecność genów oporności na powszechnie stosowane tetracykliny.
Co to oznacza?
Geny te zawarte w małych fragmentach DNA, zwanych plazmidami, mogą przenosić się między bakteriami, co przyczynia się do narastania problemu antybiotykooporności również tych bakterii, które mogą być przyczyną chorób człowieka. Są też tzw. efekty niecelowe. Doskonałym przykładem jest tutaj diklofenak - powszechnie stosowany u ludzi jako skuteczny lek przeciwzapalny i przeciwbólowy, stanowi śmiertelne zagrożenie u ptaków, wywołując u nich poważne uszkodzenia nerek i prowadząc do ich szybkiej śmierci. Zadaje sobie pani pewnie pytanie jak ten lek trafił do ptaków? Chodzi o sępy – gatunek padlinożerny. W Indiach, Nepalu czy Pakistanie ze względów religijnych, chorego bydła nie poddaje się ubojowi – przez lata zamiast tego podawano mu środki łagodzące ból takie właśnie jak diklofenak. Gdy zwierzęta padły, ich ciała stawały się pokarmem dla sępów właśnie. Spożywając mięso zawierające diklofenak, ptaki ulegały masowym zatruciom w latach dziewięćdziesiątych. W efekcie populacja sępa bengalskiego zmniejszyła się aż o ponad 95 proc. i do dziś z trudem jest odtwarzana.
Jest więcej takich przykładów?
Nie aż tak wiele, ale te dotychczasowe powinny nas skłonić do refleksji, że mamy do czynienia z efektami, których na obecnym poziomie wiedzy często nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nie mówiąc już o mieszaninach tych substancji.
Awarie oczyszczalni „Czajka” w Warszawie w sierpniu 2019 i 2020 roku spowodowały zrzut do Wisły milionów metrów sześciennych nieoczyszczonych ścieków.



