Piotr Adamowicz
Poważna debata o samorządzie?
Jak najbardziej!
Piotr Adamowicz
Poważna debata o samorządzie?
Jak najbardziej!
Całkowita likwidacja mediów samorządowych jest błędem i nie jest niczym uzasadniona. Lepiej znaleźć złoty środek. Jeżeli co tydzień gmina wydaje biuletyn w niebotycznym nakładzie, a w nim kilkanaście zdjęć włodarza, to z pewnością jest to ewidentne przegięcie. Ale z drugiej strony, jeżeli media prywatne oczekują, że dzięki zakazowi samorządy przyjdą do nich z ogłoszeniami i reklamami, to też jest przegięcie – mówi poseł Piotr Adamowicz, szef sejmowej komisji kultury i środków przekazu, która zajmuje się m.in. nową ustawą medialną.
Michał Stankiewicz: Kiedy zostanie uchwalona nowa ustawa medialna?
Piotr Adamowicz: Jeśli wszystko pójdzie sprawnie nowelizacja ustawy medialnej powinna być uchwalona wiosną. Wyjaśnię na czym polegają procedury. Projekt już został wpisany do oficjalnego wykazu prac rządu. Następnie odbędą się konsultacje społeczne. Po konsultacjach możliwe są korekty. W kolejnym kroku projekt jest kierowany do Sejmu, a finalnie do Komisji Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu. Ostrożnie oceniając projekt znajdzie się w komisji w luty, może na początku marca. Moją intencją jako przewodniczącego komisji, jest jak najbardziej sprawne procedowanie.
W kampanii wyborczej KO zapowiadała likwidację abonamentu.
I tak będzie. Projekt zakłada likwidację abonamentu i finansowanie mediów publicznych wprost z budżetu państwa. Nie chodzi tylko o bieżące ich utrzymanie, ale również opiekę i wykorzystanie bogatego dorobku mam na myśli archiwalia. Mówimy o kwocie 2,5 miliarda złotych. Kolejny ważna rzecz to likwidacja Rady Mediów Narodowych, połączona z przywróceniem kompetencji wyboru władz spółek medialnych Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji wraz z jej odpolitycznieniem. Kandydaci do KRRiT, władz spółek medialnych i rad programowych będą musieli spełniać wymóg apolityczności. Takim swoistym sitem będzie zakaz udziału w tych gremiach osobom, które przez ostatnie 5 lat były członkami partii politycznych, wzmocniony niekandydowaniem w wyborach powszechnych przez ostatnie 10 lat. Członkostwo w partii można starać się ukryć, natomiast listy wyborcze są jawne. Do tych rozwiązań dochodzi wymóg eksperckości i wymóg transparentnych konkursów. To w praktyce oznacza, że obecni członkowie KRRiT delegowani przez PiS nie mogliby w niej zasiadać. To są bardzo dobre pomysły. Choć wydaje się, że przy obecnym prezydencie nie ma szans, by ta ustawa weszła w życie.
I dlatego wciąż jej nie ma?
Nowa ustawa medialna to rzecz bardzo ważna, gdyż dotyczy nas wszystkich. Wymagała wielu konsultacji, rozstrzygnięcia czy finansowanie ma być wyłącznie wprost z budżetu, czy też np. częściowo z budżetu, częściowo z opłaty audiowizualnej. Poza tym mamy trzeciego ministra, w którego kompetencjach pozostają media.
Zatem trzeba rozmawiać. Czy trwa wymiana poglądów pomiędzy KPRM, a prezydentem?
Nic na ten temat nie wiem. Przychodzili do mnie ludzie mediów sugerujący, że należałoby rozmawiać z prezydentem Andrzejem Dudą, a teraz Karolem Nawrockim, po to, żeby ustawa jak najszybciej weszła w życie. Reprezentuję władzę uchwałodawczą, nie jestem od uprawiania handlu politycznego, więc odpowiadałem im, by swoje sugestie kierowali do władzy wykonawczej, do kierownictwa KO i kierownictwa koalicji rządzącej. I nie sądzę, żeby cokolwiek w tej chwili się udało. W obecnym układzie szanse są niewielkie. Ponieważ prezydent Nawrocki i jego zaplecze udaje, że nie wie jakie są jego kompetencje. Mała Konstytucja, z której korzystał prezydent Wałęsa nie obowiązuje od wielu lat!
Donald Tusk zapowiadał też likwidację TVP Info. Co z tą deklaracją?
Pamiętam takie wypowiedzi. Każdy może zmieniać swoje oceny. Całkowita likwidacja? Nie sądzę. Może wzmocnienie udziału ośrodków regionalnych?
Dotychczasowa praktyka pokazuje, że żadna władza nie chce oddawać narzędzi stworzonych przez poprzedników. A przecież telewizja publiczna zawsze była upolityczniona. Różnica polega tylko na stopniu uzależnienia i stylu w jakim się to robi. Nie ma wątpliwości, że PiS przekroczył granice, ale pamiętam też czasy rządu SLD – PSL, gdy prezesem telewizji był Robert Kwiatkowski, a w KRRiT rządził Włodzimierz Czarzasty. Dzisiaj demokraci. Propaganda partyjna lała się strumieniami.
No tak, ale tutaj mówimy o świecie idealnym. Gdybyśmy żyli w świecie idealnym to po ziemi chodziliby sami święci z aureolami nad głowami. Ale realia doczesnego życia są takie, a nie inne. Tylko, że prawdziwe przegięcie nastąpiło po 2015 roku z chwilą przejęcia władzy przez PiS. To była propaganda połączona ze szczujnią. Świetnie pamiętam posiedzenia komisji kultury w poprzedniej kadencji Sejmu i argumentację PiS-u, który na liczne zarzuty odpowiadał, że wreszcie mamy równowagę. „Bo wy macie TVN, a a nawet Polsat” – mówili. Albo: „a w ogóle to media prywatne są opozycyjne”. To był ten typ myślenia. Całkowicie bzdurny. Poza tym Czarzasty nie rządził KRRiT, był jednym z członków.
A dzisiaj TVP jest obiektywne?
Moim zdaniem starają się. Czy jest lepiej? Tak, choć nie jest idealnie. Taki, wyświechtanym ideałem jest opowieść o ideale BBC.
Tylko, że tego ideału już dawno nie ma, bo BBC zmaga się przecież z krytyką.
To sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie.
Zgodnie z założeniami nowej ustawy medialnej samorządy mają mieć zakaz wydawania własnych mediów. Dopuszczalne ma być prowadzenie polityki informacyjnej, w tym wydawanie biuletynów informacyjnych. Jesteś za takim ograniczeniem?
Niektórzy sugerują, że wspomniane rozwiązanie wynika z dyrektyw unijnych. Sorry, nie znajduję takich wskazań. Całkowita likwidacja mediów samorządowych jest błędem i nie jest niczym uzasadniona. Lepiej znaleźć złoty środek. Jeżeli co tydzień gmina wydaje biuletyn w niebotycznym nakładzie, a w nim kilkanaście zdjęć włodarza, to z pewnością jest to ewidentne przegięcie. Ale z drugiej strony, jeżeli media prywatne oczekują, że dzięki zakazowi samorządy przyjdą do nich z ogłoszeniami i reklamami, to też jest przegięcie. Bo nie oszukujmy się, gra przede wszystkim idzie o kasę, a nie czystość sytuacji. Przepracowałem wiele lat w mediach jako dziennikarz i wiem, jak to wygląda.
Tutaj czytelnikom należy się wyjaśnienie, dlaczego rozmawiamy na „ty”. Znamy się od 25 lat, pracowaliśmy razem wiele lat w redakcji „Rzeczpospolitej” i napisaliśmy wspólnie sporo tekstów.
Dlatego sam wiesz, jak to wygląda. Nie napiszemy o czymś. Nie zapowiemy. Nie obejmiemy patronatem, dopóki nam nie zapłacą. Chodzi o pieniądze.
To jasne, że media prywatne potrzebują kasy, jak każda firma. Wydawanie gazety, utrzymanie portalu, radia czy telewizji kosztuje. Tak samo wysłanie dziennikarza na konferencję. Jeżeli więc chcemy, by prywatne media realizowały misję, wspierały wartościowe wydarzenia to muszą mieć na to pieniądze. Tymczasem dzisiaj budżety samorządów pęcznieją od wydatków na własne media lub na autopromocję w socjalach. Tak więc kwestie finansowe są tutaj ważnym czynnikiem, ale na pewno nie jedynym. Chodzi o coś więcej, o zablokowanie politykom używania mediów do propagandy. To samo, z czym od lat walczymy w przypadku telewizji publicznej. Dlatego przeciw mediom samorządowym są nie tylko media prywatne, ale strona społeczna, organizacje obywatelskie, stowarzyszenia, autorytety prawne oraz ministerstwo kultury. W tym temacie odbyło się sporo dyskusji i konsultacji.
Drobne doprecyzowanie: komercyjne media prywatne, a nie media prywatne. O roli mediów samorządowych należy dyskutować, a nie wylewać dziecko z kąpielą. Dlatego już pół roku temu w tym celu zorganizowałem wspólne posiedzenie komisji kultury i samorządu terytorialnego, na które zaprosiłem przedstawiciele korporacji samorządowych, wydawców i właścicieli mediów prywatnych. Odbyła się wielogodzinna dyskusja. Podkreślam, problem na pewno trzeba przeanalizować, ale całkowita likwidacja jest bez sensu. Podam przykład – media prywatne mówią: „nie wchodzimy w wielką politykę, zajmujemy się sprawami lokalnymi”. Ok. Ale jeżeli do Gdańska przyjeżdża minister kultury, mamy konferencję prasową zapowiadającą ustanowienia Dnia Pamięci Rewolty Grudniowej 1970 roku to jakoś tego nie zauważają. Choć są z Gdańska. To jest skandal. Nie chcę jechać po tytułach i nazwiskach, ale takie przykłady mogę mnożyć.
Jeżeli żadne media nie podały żadnej informacji to źle. Ale jeżeli chodzi tylko o pojawienie się konferencji ministra to co innego. Być może uznały, że to kolejny polityk…
Po pierwsze, rolą dziennikarza jest dowiedzenie się wcześniej, czego dotyczy konferencja. I dopiero wtedy podjęcie decyzji, a nie na zasadzie: „znów przyjeżdża kolejny minister, to my nie przyjdziemy”. Po drugie, konferencja była transmitowana w czasie rzeczywistym przez TVP Info i portal samorządowy. Nie trzeba było wychodzić z redakcji, wystarczyło nacisnąć enter.
A może po prostu nie miały mocy przerobowych. Ja też wolałbym, żeby wszystkie konferencje obsługiwały niezależne media prywatne niż samorządowe. I zapewne większość społeczeństwa. To wynika chociażby z konsultacji społecznych jakie w tym temacie przeprowadziło w 2024 roku Ministerstwo Kultury. Na 107 stanowisk większość zawierało poparcie dla wprowadzenia zakazu. Co więcej pojawiały się pomysły jego zaostrzenia. Np. by zakazać samorządom wydawania nawet biuletynów informacyjnych. Ministerstwo nie zgodziło się z tą propozycją, ale za to wyraziło aprobatę, by zakazem objąć nie tylko same samorządy, ale i ich spółki, instytucje, ośrodki sportowe. Wszystkie podmioty w jakikolwiek sposób zależne.
Mają do tego prawo. Tylko, czy ci którzy krytykują wyjaśnili co rozumieją pod pojęciem media?
To właśnie ma też wskazać ta ustawa. Znasz obiektywne media samorządowe?
Znam Radio Malbork, prowadzone przez instytucję, która należy do gminy. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi poruszało tematykę wyborczą, ale w bardzo oszczędny i praktyczny sposób. Na zasadzie - kiedy będą wybory, w jakich godzinach działają lokale wyborcze, jak dojechać itd. I teraz w myśl ortodoksów należałoby te radio zamknąć, choć nie jest bezpośrednio prowadzone przez samorząd tylko przez jednostkę samorządową. Takich rozgłośni jest więcej, znam ich profil, nie ma tam miejsca na nachalną propagandę. Ba, te rozgłośnie działają w oparciu o udzielone koncesje, za które zapłaciły. Ostatnia wygasa za siedem lat. Czy ktoś pomyślał o zwrocie utraconych wpływów, gdyby taki pomysł wszedł w życie?
Podejrzewam, że nie. Tylko, że w demokracji nieustannie stosujemy ograniczenia w imię wyższych celów. Ostatni przykład: wprowadzamy ustawy zakazujące kupowania alkoholu w miastach, bo to ma zwiększyć bezpieczeństwo i poprawić bilans zdrowotny. Dlatego ci, którzy są grzeczni i rzadko piją, ale akurat chcą w czwartek o północy kupić butelkę wina, bo skończyło im się podczas kolacji z przyjaciółmi, tego nie zrobią. Tak działa demokracja. Ta ustawa nie będzie wyjątkiem, ale regułą.
Dobrze. Nie mamy finalnego projektu, więc nie znam szczegółowych rozwiązań. Natomiast mówienie, że unblock, wszystko powinno być zlikwidowane jest błędem.




