Piotr Adamowicz

Poważna debata o samorządzie?

Jak najbardziej!

Karol Stańczak - Hura Studio

Całkowita likwidacja mediów samorządowych jest błędem i nie jest niczym uzasadniona. Lepiej znaleźć złoty środek. Jeżeli co tydzień gmina wydaje biuletyn w niebotycznym nakładzie, a w nim kilkanaście zdjęć włodarza, to z pewnością jest to ewidentne przegięcie. Ale z drugiej strony, jeżeli media prywatne oczekują, że dzięki zakazowi samorządy przyjdą do nich z ogłoszeniami i reklamami, to też jest przegięcie – mówi poseł Piotr Adamowicz, szef sejmowej komisji kultury i środków przekazu, która zajmuje się m.in. nową ustawą medialną.

Michał Stankiewicz: Kiedy zostanie uchwalona nowa ustawa medialna?

Piotr Adamowicz: Jeśli wszystko pójdzie sprawnie nowelizacja ustawy medialnej powinna być uchwalona wiosną. Wyjaśnię na czym polegają procedury. Projekt już został wpisany do oficjalnego wykazu prac rządu. Następnie odbędą się konsultacje społeczne. Po konsultacjach możliwe są korekty. W kolejnym kroku projekt jest kierowany do Sejmu, a finalnie do Komisji Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu. Ostrożnie oceniając projekt znajdzie się w komisji w luty, może na początku marca. Moją intencją jako przewodniczącego komisji, jest jak najbardziej sprawne procedowanie.

W kampanii wyborczej KO zapowiadała likwidację abonamentu.

I tak będzie. Projekt zakłada likwidację abonamentu i finansowanie mediów publicznych wprost z budżetu państwa. Nie chodzi tylko o bieżące ich utrzymanie, ale również opiekę i wykorzystanie bogatego dorobku mam na myśli archiwalia. Mówimy o kwocie 2,5 miliarda złotych. Kolejny ważna rzecz to likwidacja Rady Mediów Narodowych, połączona z przywróceniem kompetencji wyboru władz spółek medialnych Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji wraz z jej odpolitycznieniem. Kandydaci do KRRiT, władz spółek medialnych i rad programowych będą musieli spełniać wymóg apolityczności. Takim swoistym sitem będzie zakaz udziału w tych gremiach osobom, które przez ostatnie 5 lat były członkami partii politycznych, wzmocniony niekandydowaniem w wyborach powszechnych przez ostatnie 10 lat. Członkostwo w partii można starać się ukryć, natomiast listy wyborcze są jawne. Do tych rozwiązań dochodzi wymóg eksperckości i wymóg transparentnych konkursów. To w praktyce oznacza, że obecni członkowie KRRiT delegowani przez PiS nie mogliby w niej zasiadać. To są bardzo dobre pomysły. Choć wydaje się, że przy obecnym prezydencie nie ma szans, by ta ustawa weszła w życie.

I dlatego wciąż jej nie ma?

Nowa ustawa medialna to rzecz bardzo ważna, gdyż dotyczy nas wszystkich. Wymagała wielu konsultacji, rozstrzygnięcia czy finansowanie ma być wyłącznie wprost z budżetu, czy też np. częściowo z budżetu, częściowo z opłaty audiowizualnej. Poza tym mamy trzeciego ministra, w którego kompetencjach pozostają media.

Zatem trzeba rozmawiać. Czy trwa wymiana poglądów pomiędzy KPRM, a prezydentem?

Nic na ten temat nie wiem. Przychodzili do mnie ludzie mediów sugerujący, że należałoby rozmawiać z prezydentem Andrzejem Dudą, a teraz Karolem Nawrockim, po to, żeby ustawa jak najszybciej weszła w życie. Reprezentuję władzę uchwałodawczą, nie jestem od uprawiania handlu politycznego, więc odpowiadałem im, by swoje sugestie kierowali do władzy wykonawczej, do kierownictwa KO i kierownictwa koalicji rządzącej. I nie sądzę, żeby cokolwiek w tej chwili się udało. W obecnym układzie szanse są niewielkie. Ponieważ prezydent Nawrocki i jego zaplecze udaje, że nie wie jakie są jego kompetencje. Mała Konstytucja, z której korzystał prezydent Wałęsa nie obowiązuje od wielu lat!

Donald Tusk zapowiadał też likwidację TVP Info. Co z tą deklaracją?

Pamiętam takie wypowiedzi. Każdy może zmieniać swoje oceny. Całkowita likwidacja? Nie sądzę. Może wzmocnienie udziału ośrodków regionalnych?

Dotychczasowa praktyka pokazuje, że żadna władza nie chce oddawać narzędzi stworzonych przez poprzedników. A przecież telewizja publiczna zawsze była upolityczniona. Różnica polega tylko na stopniu uzależnienia i stylu w jakim się to robi. Nie ma wątpliwości, że PiS przekroczył granice, ale pamiętam też czasy rządu SLD – PSL, gdy prezesem telewizji był Robert Kwiatkowski, a w KRRiT rządził Włodzimierz Czarzasty. Dzisiaj demokraci. Propaganda partyjna lała się strumieniami.

No tak, ale tutaj mówimy o świecie idealnym. Gdybyśmy żyli w świecie idealnym to po ziemi chodziliby sami święci z aureolami nad głowami. Ale realia doczesnego życia są takie, a nie inne. Tylko, że prawdziwe przegięcie nastąpiło po 2015 roku z chwilą przejęcia władzy przez PiS. To była propaganda połączona ze szczujnią. Świetnie pamiętam posiedzenia komisji kultury w poprzedniej kadencji Sejmu i argumentację PiS-u, który na liczne zarzuty odpowiadał, że wreszcie mamy równowagę. „Bo wy macie TVN, a a nawet Polsat” – mówili. Albo: „a w ogóle to media prywatne są opozycyjne”. To był ten typ myślenia. Całkowicie bzdurny. Poza tym Czarzasty nie rządził KRRiT, był jednym z członków.

A dzisiaj TVP jest obiektywne?

Moim zdaniem starają się. Czy jest lepiej? Tak, choć nie jest idealnie. Taki, wyświechtanym ideałem jest opowieść o ideale BBC.

Tylko, że tego ideału już dawno nie ma, bo BBC zmaga się przecież z krytyką.

To sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie.

Zgodnie z założeniami nowej ustawy medialnej samorządy mają mieć zakaz wydawania własnych mediów. Dopuszczalne ma być prowadzenie polityki informacyjnej, w tym wydawanie biuletynów informacyjnych. Jesteś za takim ograniczeniem?

Niektórzy sugerują, że wspomniane rozwiązanie wynika z dyrektyw unijnych. Sorry, nie znajduję takich wskazań. Całkowita likwidacja mediów samorządowych jest błędem i nie jest niczym uzasadniona. Lepiej znaleźć złoty środek. Jeżeli co tydzień gmina wydaje biuletyn w niebotycznym nakładzie, a w nim kilkanaście zdjęć włodarza, to z pewnością jest to ewidentne przegięcie. Ale z drugiej strony, jeżeli media prywatne oczekują, że dzięki zakazowi samorządy przyjdą do nich z ogłoszeniami i reklamami, to też jest przegięcie. Bo nie oszukujmy się, gra przede wszystkim idzie o kasę, a nie czystość sytuacji. Przepracowałem wiele lat w mediach jako dziennikarz i wiem, jak to wygląda.

Tutaj czytelnikom należy się wyjaśnienie, dlaczego rozmawiamy na „ty”. Znamy się od 25 lat, pracowaliśmy razem wiele lat w redakcji „Rzeczpospolitej” i napisaliśmy wspólnie sporo tekstów.

Dlatego sam wiesz, jak to wygląda. Nie napiszemy o czymś. Nie zapowiemy. Nie obejmiemy patronatem, dopóki nam nie zapłacą. Chodzi o pieniądze.

To jasne, że media prywatne potrzebują kasy, jak każda firma. Wydawanie gazety, utrzymanie portalu, radia czy telewizji kosztuje. Tak samo wysłanie dziennikarza na konferencję. Jeżeli więc chcemy, by prywatne media realizowały misję, wspierały wartościowe wydarzenia to muszą mieć na to pieniądze. Tymczasem dzisiaj budżety samorządów pęcznieją od wydatków na własne media lub na autopromocję w socjalach. Tak więc kwestie finansowe są tutaj ważnym czynnikiem, ale na pewno nie jedynym. Chodzi o coś więcej, o zablokowanie politykom używania mediów do propagandy. To samo, z czym od lat walczymy w przypadku telewizji publicznej. Dlatego przeciw mediom samorządowym są nie tylko media prywatne, ale strona społeczna, organizacje obywatelskie, stowarzyszenia, autorytety prawne oraz ministerstwo kultury. W tym temacie odbyło się sporo dyskusji i konsultacji.

Drobne doprecyzowanie: komercyjne media prywatne, a nie media prywatne. O roli mediów samorządowych należy dyskutować, a nie wylewać dziecko z kąpielą. Dlatego już pół roku temu w tym celu zorganizowałem wspólne posiedzenie komisji kultury i samorządu terytorialnego, na które zaprosiłem przedstawiciele korporacji samorządowych, wydawców i właścicieli mediów prywatnych. Odbyła się wielogodzinna dyskusja. Podkreślam, problem na pewno trzeba przeanalizować, ale całkowita likwidacja jest bez sensu. Podam przykład – media prywatne mówią: „nie wchodzimy w wielką politykę, zajmujemy się sprawami lokalnymi”. Ok. Ale jeżeli do Gdańska przyjeżdża minister kultury, mamy konferencję prasową zapowiadającą ustanowienia Dnia Pamięci Rewolty Grudniowej 1970 roku to jakoś tego nie zauważają. Choć są z Gdańska. To jest skandal. Nie chcę jechać po tytułach i nazwiskach, ale takie przykłady mogę mnożyć.

Jeżeli żadne media nie podały żadnej informacji to źle. Ale jeżeli chodzi tylko o pojawienie się konferencji ministra to co innego. Być może uznały, że to kolejny polityk…

Po pierwsze, rolą dziennikarza jest dowiedzenie się wcześniej, czego dotyczy konferencja. I dopiero wtedy podjęcie decyzji, a nie na zasadzie: „znów przyjeżdża kolejny minister, to my nie przyjdziemy”. Po drugie, konferencja była transmitowana w czasie rzeczywistym przez TVP Info i portal samorządowy. Nie trzeba było wychodzić z redakcji, wystarczyło nacisnąć enter.

A może po prostu nie miały mocy przerobowych. Ja też wolałbym, żeby wszystkie konferencje obsługiwały niezależne media prywatne niż samorządowe. I zapewne większość społeczeństwa. To wynika chociażby z konsultacji społecznych jakie w tym temacie przeprowadziło w 2024 roku Ministerstwo Kultury. Na 107 stanowisk większość zawierało poparcie dla wprowadzenia zakazu. Co więcej pojawiały się pomysły jego zaostrzenia. Np. by zakazać samorządom wydawania nawet biuletynów informacyjnych. Ministerstwo nie zgodziło się z tą propozycją, ale za to wyraziło aprobatę, by zakazem objąć nie tylko same samorządy, ale i ich spółki, instytucje, ośrodki sportowe. Wszystkie podmioty w jakikolwiek sposób zależne.

Mają do tego prawo. Tylko, czy ci którzy krytykują wyjaśnili co rozumieją pod pojęciem media?

To właśnie ma też wskazać ta ustawa. Znasz obiektywne media samorządowe?

Znam Radio Malbork, prowadzone przez instytucję, która należy do gminy. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi poruszało tematykę wyborczą, ale w bardzo oszczędny i praktyczny sposób. Na zasadzie - kiedy będą wybory, w jakich godzinach działają lokale wyborcze, jak dojechać itd. I teraz w myśl ortodoksów należałoby te radio zamknąć, choć nie jest bezpośrednio prowadzone przez samorząd tylko przez jednostkę samorządową. Takich rozgłośni jest więcej, znam ich profil, nie ma tam miejsca na nachalną propagandę. Ba, te rozgłośnie działają w oparciu o udzielone koncesje, za które zapłaciły. Ostatnia wygasa za siedem lat. Czy ktoś pomyślał o zwrocie utraconych wpływów, gdyby taki pomysł wszedł w życie?

Podejrzewam, że nie. Tylko, że w demokracji nieustannie stosujemy ograniczenia w imię wyższych celów. Ostatni przykład: wprowadzamy ustawy zakazujące kupowania alkoholu w miastach, bo to ma zwiększyć bezpieczeństwo i poprawić bilans zdrowotny. Dlatego ci, którzy są grzeczni i rzadko piją, ale akurat chcą w czwartek o północy kupić butelkę wina, bo skończyło im się podczas kolacji z przyjaciółmi, tego nie zrobią. Tak działa demokracja. Ta ustawa nie będzie wyjątkiem, ale regułą.

Dobrze. Nie mamy finalnego projektu, więc nie znam szczegółowych rozwiązań. Natomiast mówienie, że unblock, wszystko powinno być zlikwidowane jest błędem.

Karol Stańczak - Hura Studio

W sprawie zakazu wydawania mediów samorządowych powstał ciekawy front – po jednej stronie organizacje obywatelskie, media prywatne i ministerstwo kultury, a po drugiej samorządy. I to te, które mocno promują społeczeństwo obywatelskie. Na czele z Gdańskiem, Sopotem, Warszawą, Łodzią czy Wrocławiem. Podobny podział, czyli z jednej strony samorządy, a z drugiej społeczeństwo obywatelskie, kształtuje się w sporze dotyczącym zniesienia ustawowego ograniczenia sprawowania władzy dla samorządowców. Obecnie mogą ją sprawować maksymalnie dwie kadencje. Jakie jest twoje stanowisko?

Nie znalazłem żadnej fundamentalnej, istotnej analizy, która by mówiła o pozytywach i negatywach zniesienia. To po pierwsze. Natomiast skoro uderzamy w tak wysokie „C”, to chciałbym zwrócić uwagę niektórym radykałom i jastrzębiom na jedną rzecz. Czasami trzeba zastanawiać się nie jedynie nad tym co zrobić w jednym kroku, ale co może być trzy kroki dalej. Jeżeli za dwa lata wybory wygra PiS i powstanie ich wspólny rząd z Konfederacją, a prezydentem będzie Karol Nawrocki, to niech jastrzębie z tych obywatelskich organizacji przyjrzą się temu, co dzieje się na Węgrzech. I niech się realnie nad tym zastanowią. Tu będzie jazda. I połowa ich zniknie. Więc niech się zastanowią nad swoimi radykalnymi oczekiwaniami.

W przedmiocie zniesienia dwukadencyjności też odbyły konsultacje społeczne. Zlecił je sejm. Wzięło w nich udział 2779 uczestników. Aż 78,6% wypowiedziało się przeciw zniesieniu ograniczenia. Wielu wskazywało na ryzyko "zabetonowania" władzy lokalnej, tworzenia lokalnych układów i ograniczenia demokracji. Używano takich sformułowań jak "dosyć koryciarstwa i siedzenia na stołkach przez całe życie".

Mnie bardzo interesuje odpowiedź na inne pytanie. Jaki procent wśród tych krytyków w ogóle chodzi na wybory, w szczególności na samorządowe? Bo mnie interesuje, czy oni interesują się tak naprawdę życiem publicznym.

Skoro poświęcają swój czas na udział w konsultacjach to z pewnością tak. Tylko skąd taka różnica stanowisk pomiędzy społeczeństwem obywatelskim, a samorządami? Czy to efekt tego, że liderzy samorządów stali się bardziej politykami, niż gospodarzami? I zaangażowali lokalne społeczności w walkę polityczną?

Każdy kto angażuje się w działalność publiczną tym samym angażuje się w pewnym wymiarze w politykę. W politykę w wymiarze krajowym parlamentarzyści. Wójt, burmistrz czy prezydent miasta są lokalnymi politykami. Czy komuś się to podoba, czy nie! To po pierwsze. A po drugie - sytuacja ogólnokrajowa wymusiła głębsze zaangażowanie się w politykę włodarzy dużych miast i marszałków województw. Stało się to po tym, gdy PiS przejął władzę w 2015 roku i notorycznie karał niektóre miasta. Ktoś dostawał pieniądze, a ktoś nie, ze względów czysto politycznych. Do tego należy dodać przerzucanie przez władzę centralną kolejnych obowiązków na samorządy, ale bez ich finansowania. Pierwszy przykład z brzegu – w czasie covidu nałożono obowiązek pomocy służbom mundurowym na straże miejskie i gminne. Dodatkowe koszty - w Warszawie 3 mln, a w Gdańsku około 1 mln zł. Inny problem to edukacja i oświata. Jak zaczynałem pracę w „Rzeczpospolitej”, pamiętam, że do każdej ministerialnej złotówki na szkoły samorząd z własnych środków musiał dokładać ponad 20 groszy. A za rządów PiS było to już ponad 50 gr. Poza tym fundamentalna kwestia - stan wolności, demokracji, praworządności i samorządności po przejęciu władzy przez PiS w 2015 r. Czyli funkcjonowania państwa jako całości. Nie można było być na to obojętnym. Obojętność oznacza milczącą zgodę.

Przerzucanie przez rząd kolejnych zadań dotyczyło wszystkich samorządów, bez względu na to kto w nich rządzi. Wszystkie więc miały problem. Oczywiście równolegle były też różne działania intencjonalne wobec tych miast, których władze były krytycznie nastawione do polityki rządu. Tylko kto zaczął tę konfrontację?

PiS. Powtórzę raz jeszcze, jest rzeczą naturalną i powinno się to rozumieć, że jeżeli jest się prezydentem dużego miasta, to siłą rzeczy uczestniczy się nie tylko w lokalnej polityce, ale w polityce ogólnokrajowej. I nie można się temu absolutnie zdziwić. A czy to było z korzyścią dla lokalnej społeczności? To oznaczałoby tyle, że np. w przypadku Gdańska nie będziemy protestować przeciwko zabraniu nam Westerplatte, wyrzuceniu dyrekcji i przejęciu Muzeum II W.Ś. albo obcięciu pieniędzy na działanie Europejskiego Centrum Solidarności. Będziemy siedzieć cicho, bo może dostaniemy parę złotych więcej? No nie. W pewnym momencie trzeba się opowiedzieć, po której stronie się jest. Nie wartościuję, czy była to zła strona, czy dobra, tylko trzeba podejmować świadome decyzje. Niektórzy się opowiadali i podejmowali decyzje.

Grzegorz Mehring, OMGGS

Dam ci pewien przykład. W 2023 roku w Świnoujściu został otwarty tunel pod rzeką Świną kosztem 900 mln zł. Miasto nie było w stanie samodzielnie sfinansować budowy, stąd jego ówczesny prezydent Janusz Żmurkiewicz (SLD) przez lata starał się o wsparcie województwa i rządu. Udało się, wstępne prace projektowe uruchomiono dzięki środkom województwa rządzonego przez PO, a główne finansowanie pojawiło się za rządów PiS. Dodam, że to nie jedyne sukcesy Świnoujścia. Gdy zapytałem go o receptę na sukces, odpowiedział: „Jako samorządowiec nie angażuję się w polityczne działania, staram się być pośrodku. Dla mnie interes jest jeden – to miasto Świnoujście.”

Prezydent Żmurkiewicz wycofał się z SLD jesienią 2015 r. Zaś tunel wybudowano w lwiej części z pieniędzy unijnych, a nie rządowych. I chwała dla prezydenta Żmurkiewicza, że udało się pospinać różne nitki i zrealizować tak ważną dla mieszkańców inwestycję. Sam mogłem się o tym przekonać przyjeżdżając do Świnoujścia na doroczny festiwal Karuzela Cooltury. Ale to wspomnienie. Festiwalu już nie ma.

Myślę, że w tym momencie warto sobie zadać pytanie do jakich zadań wybieramy wójta, burmistrza, prezydenta? Gdzie zaczynają się, a gdzie kończą ich kompetencje?

Kompetencje określają stosowne przepisy. Natomiast ich granice wyznaczają mieszkańcy w demokratycznych wyborach.

I nie chodzi tylko o politykę, ale także kwestie światopoglądowe. Dzisiaj samorządowcy zabierają już zdanie chyba w każdej sprawie, słyszymy oświadczenia – jakie zachowanie jest właściwe, a jakie nie, jak należy myśleć, a jak nie, kto jest dobry, a kto zły. Żeby było jasne dotyczy to nie tylko samorządów, gdzie rządzi KO, ale i PiS.

Żaden prezydent, wójt, burmistrz, sołtys nie może narzucać twojego światopoglądu. Czy ty masz czytać Lenina? Czy masz czytać Tocqueville’a? To jest twoja sprawa. Nikt nie ma tobie prawa narzucać, z kim ty chodzisz pod rękę albo kogo trzymasz za rękę. To jest twoja, indywidualna sprawa. Natomiast jeżeli rada gminy podejmuje uchwałę w jakiejś sprawie, a radni są wybrani w sposób demokratyczny i reprezentują ogół lokalnej społeczności, to od ich wiedzy, wyczucia i wyobraźni zależy, czym się zajmują.

Tutaj nie chodzi tylko o same stanowiska, ale i konkretne działania. Jeżeli ze środków samorządowych, a więc publicznych są finansowane tylko te media, NGOS-y, organizacje obywatelskie, stowarzyszenia, które spełniają subiektywne oczekiwania światopoglądowe to warto zadać pytanie – na ile dalej są obywatelskie, a na ile stają się narzędziem w rękach władzy.

Nie generalizujmy, że wszędzie tak jest. Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Organizacje pozarządowe czy różne stowarzyszenia są finansowane głównie w systemie grantowym. Im więcej jawności, przejrzystości w tym zakresie tym lepiej.

I tutaj podam ci fragment z wspomnianego wcześniej raportu ministerstwa kultury odnośnie ustawy medialnej. Chodzi o zarzut Unii Metropolii Polskich, która uważa, że „niedopuszczalne jest, aby w warunkach wolności słowa, głównej zasady w demokratycznym państwie prawa, ograniczać prawo do posiadania mediów”. Co odpowiedziało ministerstwo? Przyznało, że konstytucja RP i owszem zapewnia wolność prasy, ale nie samorządom. Bo, tutaj cytat: „Status prawny jednostek samorządu terytorialnego jako podmiotu praw konstytucyjnych jest przedmiotem regulacji szczególnej, zawartej w art. 165 Konstytucji RP. Przepis ten wskazuje, jednostki samorządu terytorialnego mają osobowość prawną oraz że przysługuje im prawo własności i inne prawa majątkowe. Na podstawie tego przepisu oraz funkcji samorządu terytorialnego w strukturze władz publicznych w orzecznictwie oraz w nauce prawa zdefiniowano status jednostek samorządu terytorialnego jako osób prawnych prawa publicznego. W związku z tym uznać należy, że jednostki samorządu terytorialnego nie są podmiotami konstytucyjnych praw i wolności człowieka i obywatela.”

Samorządy mają ustawowy obowiązek informowania o swojej działalności. A odnosząc się do wspomnianego cytatu, być może ktoś nie wytrzymał na kolejne pytanie samorządu mówiące, że zakazywanie wydawania mediów przez nich to jest wbrew demokracji. Zapytam w ministerstwie kto to wymyślił. Ponadto naprawdę życzę tym, którzy tak uważają, żeby się nie obudzili za dwa lata w takim państwie, które będzie przypominało coraz bardziej orbanowskie Węgry. Natomiast generalnie, samorządy łapią dopiero oddech po ośmiu latach wielkiej smutny. Taka jest moja ocena.

A może zamiast negować wszystkie opinie lepiej przyjąć krytykę i zacząć poważną debatę o samorządach? Tym bardziej, że to konfrontacja ze środowiskiem, które w zdecydowanej większości było zapleczem dla KO w kampanii wyborczej w 2003 roku. Nie wspomnę już o tym, że jeszcze niedawno byłeś dziennikarzem, a to było twoje środowisko zawodowe. Pamiętam twoje spojrzenie na politykę i polityków, bo napisaliśmy razem wiele tekstów, stąd opinia społeczeństwa obywatelskiego powinna być szczególnie ważna.

Poważna debata o samorządzie? Jak najbardziej! Jestem zwolennikiem silnego samorządu, któremu państwo zapewnia odpowiednie finansowanie. Nie mogę się zgodzić z tezą o konfrontacji społeczeństwa obywatelskiego z samorządem, idąc dalej z KO. Organizacje pozarządowe są jednym w filarów współczesnej demokracji i ich opinia jest oczywiście ważna. Jeśli jednak ktoś uważa, że są niedoceniane, władza na poziomie państwa lub na poziomie lokalnym nie liczy się z NGOS-ami, niech starują w wyborach. Też na tym polega demokracja.

Na koniec, zapytam jeszcze raz - co z ustawą medialną? Bo przecież jej celem nie jest tylko uregulowanie kwestii mediów samorządowych lub publicznych, ale i wdrożenie do polskiego prawa przepisów Europejskiego Aktu Wolności Mediów. Zaczął obowiązywać 8 sierpnia 2025 roku i od tego czasu „spóźnialscy” członkowie UE narażają się na postępowania o naruszenie prawa. I kary finansowe.

Za niedbalstwo rządów PiS zapłaciliśmy 70 mln zł kary. Głównie chodzi o poważne opóźnienie we wdrażaniu przepisów unijnych dotyczących prawa autorskiego i praw pokrewnych. Potocznie mówiąc o pieniądzach z internetu należnych twórcom. O karach decyduje europejski trybunał. W przypadku Europejskiego Aktu Wolności Mediów droga do trybunału jeszcze daleka. O tym, że jednak realna powinni wiedzieć doradcy prezydenta Nawrockiego.

Europejski Akt o Wolności Mediów

Od 8 sierpnia 2025 roku w UE obowiązuje Europejski Akt o Wolności Mediów, który ma zapewnić pluralizm i niezależność mediów. W Polsce implementację przepisów zawartych w akcie ma zapewnić nowa ustawa medialna. Najważniejsze zmiany mają dotyczyć funkcjonowania KRRiRT, a tym samym mediów publicznych – TVP i Polskiego Radia. W planie jest też wprowadzenie zakazu wydawania mediów przez samorządy. Choć projekt ustawy powstał już w 2024 roku, to wciąż nie została uchwalona (mimo upływu terminu). Powodem opóźnienia są głównie polityczne spory odnośnie konstrukcji mediów publicznych, ale i sprzeciw dużych samorządów odnośnie zakazu wydawania mediów.

Piotr Adamowicz

Poseł na Sejm RP z ramienia KO, przewodniczący sejmowej komisji kultury i środków przekazu. W latach 80. aktywnie działał w Solidarności, a od 1988 roku dziennikarz, współpracował z agencją Agence France – Presse, Reuters, Deutsche Press – Agentur, włoską ANSA i NBC. Następnie związany z "Życiem Warszawy" (do 1993) i "Rzeczpospolitą" (do 2010). Doradca społeczny Fundacji Centrum Solidarności i Europejskiego Centrum Solidarności, a także przedstawiciel Lecha Wałęsy, Bogdana Borusewicza i Donalda Tuska w relacjach z IPN. Współautor książki "Gdańsk według Lecha Wałęsy" i redaktor autobiografii Danuty Wałęsy. Prywatnie starszy brat śp. Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska i szwagier Magdaleny Adamowicz, posłanki do PE z ramienia KO. W Sejmie zasiada od 2019 roku.