Dylematy sopockiego gastro
Główne
wyzwania sopockich restauracji to rosnące koszty operacyjne (w tym wysokie koszty pracy, podatki,
opłaty i energia), trudności w pozyskaniu zaangażowanej i wykwalifikowanej kadry oraz nierównomierne
natężenie gości w ciągu tygodnia, co wymaga również edukacji klientów o uczciwej cenie za jakość.
Tym bardziej, że są oni obecnie bardziej wrażliwi na wydatki, a najłatwiej zaoszczędzić na jedzeniu
poza domem.
– Sezonowość powoduje konieczność dostosowania zatrudnienia,
zwłaszcza w przypadku prowadzenia większych restauracji – tłumaczy Sergio Nazionale z White Marlina.
– Restauracje nie mogą sobie pozwolić na utrzymanie tak dużej liczby pracowników, przez co rotacja
jest wysoka. Wydawanie pieniędzy „na mieście" jest pierwszym miejscem, gdzie ludzie szukają
oszczędności.
- W Sopocie, w ciągu ostatnich 3-4 lat powstało dosłownie kilka
ciekawych restauracji, z którymi mamy przyjemność zabiegać o klienta. Bardzo kibicujemy każdemu
miejscu, ponieważ ciekawa oferta gastronomiczna miasta wpływa korzystnie na obieranie Sopotu na cel
podróży. Dostrzegalna jest rosnąca liczba sieciowych sklepów spożywczych wypierających mniejsze,
lokalne biznesy. Zauważamy również zwiększającą się liczbę miejsc dla klientów z niższym budżetem
i dla młodszej grupy – dodaje Sergio Nazionale.
- Mamy takie wrażenie, że po
pandemii i w czasie wojny, którą prowadzi nasz sąsiad, goście są bardziej powściągliwi w wydawaniu
pieniędzy w restauracji. Moim zdaniem sklepy z punktami gastro zabrały ok. 30 % rynku – kwituje
Artur Moroz z Bulaja.
Rosnące koszty uderzają także w tańszą gastronomię, przez
co jej ceny zrównują się z tańszymi pozycjami z menu restauracji.
- U nas liczba
gości rok do roku pozostaje na zbliżonym poziomie. Myślę, że ruch następuje raczej w drugą stronę,
bo fast food za 40-50 zł, to prawie tyle co jedno danie w dobrej restauracji – twierdzi Łukasz
Chwojnicki z Vinissimo Restaurant & Wine Bar.
– Obserwujemy, że w odpowiedzi
na wzrost kosztów życia, ale i na zapotrzebowanie, pojawia się coraz więcej przystępnych cenowo
lokali, w tym kebabów. Sopot staje się bardziej dostępny i różnorodny, co jest korzystne dla całej
turystyki – stwierdza Łukasz Juszczakiewicz z Baru Przystań. – W całej branży turystycznej
obserwujemy trend powrotu do autentyczności i lokalności, a świadomość klientów rośnie. Mają oni
dość kuchni, która udaje coś, czym nie jest.
– Sopot zawsze miał różne oblicza.
Widać, że rośnie liczba miejsc nastawionych na szybki i tańszy serwis, ale nadal jest przestrzeń dla
kuchni premium. My trzymamy się swojego kierunku i widzimy, że wciąż jest na niego zapotrzebowanie –
opowiada Zofia Bartoszewicz z 1911 Restaurant. – Nie idziemy na kompromisy jakościowe. Zdarza się,
że proponujemy krótsze menu lunchowe, ale zawsze z tym samym standardem produktów. Jakość to
fundament, którego nie zmieniamy. Nasi goście przychodzą po: atmosferę, rozmowę i produkt od
sprawdzonych producentów.