Długie efekty krótkiej sprzedaży
(Camille de Peretti „Nieznajoma z portretu”)
Długie efekty krótkiej sprzedaży
(Camille de Peretti „Nieznajoma z portretu”)
Zacznijmy od faktów. W 1925 roku, siedem lat po śmierci Gustava Klimta, włoska galeria Ricci Oddi z Piacenzy zakupuje do swoich zbiorów i udostępnia zwiedzającym obraz jego autorstwa, któremu przypisany jest tytuł Ritratto di signora („Portret damy”). Przez kolejnych ponad siedemdziesiąt lat dzieło spokojnie wisi na ścianie galerii. W 1996 roku, studentka historii sztuki Claudia Maga, wykorzystując techniki rentgenowskie, udowadnia, że pod portretem schowany jest inny obraz. Również autorstwa Klimta, przedstawiający kobietę identycznie upozowaną i o bardzo podobnych rysach twarzy. Ale jednocześnie młodszą i znacznie śmielej ubraną – w wydekoltowaną suknię o mocno odsłoniętych ramionach, czarną etolę z ptasich piórek i wielki kapelusz zsunięty na tył głowy. Wszystko wskazuje na to, że malarz na krótko przed śmiercią przemalował portret i w ten sposób ukrył za stateczną damą postać kabaretowej szansonistki lub może nawet dziewczyny lekkich obyczajów. Dlaczego? Próba odpowiedzi już tylko na to pytanie mogłaby stanowić temat interesującej opowieści. Ale życie dopisuje do niej ciąg dalszy. W niespełna rok po ustaleniach dokonanych przez młodą historyczkę sztuki, w lutym 1997 roku, w trakcie prac porządkowych przed kolejną wystawą, obraz zostaje z galerii skradziony. Na aukcjach dzieł sztuki kobiece portrety Klimta osiągają w tamtym czasie ceny wyrażone w dziesiątkach milionów dolarów, więc nic dziwnego, że policje wielu krajów i agencje detektywistyczne pracujące dla firm ubezpieczeniowych stają na głowie, by „Portret damy” odzyskać. Bez najmniejszego efektu! Mija kolejne ćwierćwiecze i w grudniu 2019 roku ogrodnik, który grabi grządki wzdłuż muru galerii, natrafia na zapomniany schowek, a w nim na obraz zawinięty w foliowe worki na śmieci. Będący zresztą w znakomitym stanie. Czy przeleżał tam ponad dwadzieścia lat od dnia kradzieży, która nie do końca się udała, bo niemożliwe okazało się wyniesienie łupu poza obszar galerii? Czy też został podrzucony wiele lat później przez złodzieja dręczonego wyrzutami sumienia? Pytań przybywa, ale w tym miejscu fakty się kończą.
W powieści „Nieznajoma z portretu” Camille de Peretti podjęła próbę wyjścia poza fakty i udzielenia odpowiedzi na obydwie zarysowane wyżej zagadki. I na tę dotyczącą motywów, które skłoniły Gustava Klimta do przemalowania portretu młodej piękności, i na tę związaną z losami jego dzieła od zniknięcia w 1997 roku do odnalezienia się w 2019 roku. Zaproponowane rozwiązania zagadek zostały splecione ze sobą w jedną, dosyć skomplikowaną akcję (bardzo dużo połączeń między na pozór nie mającymi ze sobą nic wspólnego kropkami), która toczy się na przestrzeni ponad stulecia w Nowym Jorku, Wiedniu, Mediolanie, Genewie i Piacenzy. Wątek decyzji podjętej przez Klimta możemy w tym momencie porzucić, bo w ujęciu Camille de Peretti kryły się za tym uwarunkowania o charakterze czysto psychologicznym. Natomiast powieściowa wersja zniknięcia obrazu zawiera istotny aspekt ekonomiczny, więc wypada przyjrzeć się jej tutaj dokładniej.
Jeśli przyjmiemy założenie, że kradzież w 1997 roku została dokonana na zlecenie – a właśnie takie założenie przyjmuje autorka powieści – to musimy przystać na istnienie bohatera odpowiednio bogatego, by na złożenie takiego zlecenia mógł sobie pozwolić. W powieści jest nim przemysłowiec imieniem Isidor, a opis narodzin najwcześniejszych korzeni jego finansowej potęgi - co ma miejsce w rozdziale 6 powieści - stanowi zgrabny wykład na temat strategii inwestycyjnej określanej mianem krótkiej sprzedaży.
Akcja rozdziału 6 rozpoczyna się w połowie października 1929 roku. Ówczesną sytuację na amerykańskiej giełdzie Camille de Peretti opisuje następująco: „Czasy były wspaniałe. Człowiek mógł kupić i sprzedać dowolne akcje i zarobek miał prawie pewny. Codziennie dokonywano ogromnych transakcji i codziennie różnice między najwyższym a najniższym kursem akcji biły rekordy z poprzedniego dnia”. Isidor ma uciułanych prawie sześć tysięcy dolarów i wystarczającą wiedzę, by nie kupować akcji, gdy ich kursy stoją najwyżej. Czeka. Wie, że jeśli tendencja się odwróci, będzie mógł sięgnąć po „shortowanie”, które bywa też nazywane krótką sprzedażą. Strategia ta polega na sprzedaży akcji, które nie są własnością sprzedającego, a jedynie zostały przezeń wypożyczone. Towarzyszy temu oczekiwanie, że kurs spadnie i taką samą ilość akcji uda się odkupić za mniejsze pieniądze, by następnie zwrócić je właścicielowi. Różnica między wpływem ze sprzedaży i późniejszym niższym kosztem odkupu staje się zyskiem przeprowadzającego operację.
W powieściach raczej trudno trafić na szczegółowe case study operacji finansowej, a Camille de Peretti nie cofa się przed wprowadzeniem do „Nieznajomej z portretu” takiego właśnie fragmentu. Czytelnik towarzyszy więc Isidorowi, gdy w sobotę, 19 października 1929 roku, tuż przed mającym nastąpić tego dnia w samo południe zamknięciem giełdy, ”drżącą” ręką podpsuje kwit na krótką sprzedaż akcji General Electric”. Dysponując zabezpieczeniem w wysokości 5786 dolarów, może pożyczyć i natychmiast sprzedać akcje o wartości dziesięciokrotnie wyższej – 697 akcji po 83 dolary każda. Później czytelnik śledzi ataki paniki Isidora, gdy ten uświadamia sobie, że gdyby akcje zamiast spadać poszły w górę (stop-loss ustalony jest na 87 dolarów i 75 centów), odkup automatycznie zostałby przeprowadzony natychmiast i znacznie drożej, a większość jego oszczędności przepadłyby bezpowrotnie. Łatwo przychodzi zrozumieć jego głęboką desperację, gdy w „czarny czwartek”, 24 października 1929 roku, giełda spada z pieca na łeb, a akcje General Electric nawet nie drgną. I wreszcie można wraz z Isidorem odetchnąć z ulgą, gdy po ponurym weekendzie giełdowych samobójców, w poniedziałek 28 października, kurs General Electric traci 48%, a majątek ryzykanta powiększa się niemal sześciokrotnie – do 33 554 dolarów i 48 centów.
W jednym z wywiadów pisarka pochwaliła się, że wszystko dokładnie sprawdziła i każde notowanie na Wall Street, które pojawia się w powieści, jest właściwym notowaniem z danego dnia. Pewne ułatwienie w jej pracy mógł najpewniej stanowić fakt, że mąż Camille de Peretti jest bankierem, a ona sama przez jakiś czas pracowała w banku jako analityczka finansowa.



