Wicza od kulis
Biznes też może uczyć się od sztuki
Wicza od kulis
Biznes też może uczyć się od sztuki
Zarządzanie w kulturze wydaje się proste – wymaga jedynie umiejętnej pracy z ludźmi dla ludzi. Tworzenie sztuki to kodowanie naszych emocji dla rozszyfrowania przez następne pokolenia. Skoro brzmi to tak prosto, dlaczego robią to nieliczni? Odpowiedź tkwi w strategicznym podejściu do zarządzania emocjami.
Jak zatem zarządzać instytucją, której głównym produktem jest sztuka? Nie da się tego robić w sposób zachowawczy. Trzeba przyglądać się i analizować jej rolę w przyszłości. Kluczowe pytania to: dokąd idziemy, z kim i po co? Te fundamentalne kwestie wymuszają strategiczne podejście do tworzenia sztuki.
Zarządzanie procesem twórczym jest fascynującym polem do przyjrzenia się temu, czym jest zarządzanie strategiczne, które powinno stanowić esencję pracy w środowisku artystycznym. Mimo, że wiele instytucji idzie wbrew tej regule, dla przedsiębiorców może być ciekawe spojrzenie na sedno obszaru artystycznego. W świecie biznesu często zapominamy, że klientów poruszają emocje, nie tylko racjonalne argumenty. Dlaczego Tesla wzbudza takie emocje? Nie przez specyfikacje techniczne, lecz przez wizję przyszłości bez spalin. Dlaczego ludzie nocują przed sklepami Apple? Nie przez funkcjonalność, lecz przez potrzebę bycia częścią rewolucji. Nie ma co wywarzać otwartych drzwi, sztuka od wieków wie, jak dotrzeć do ludzkiego serca.
Jak wygląda proces twórczy? Składa się z emocji, która porusza, myśli, która łapie tę emocję, próby jej przedstawienia i wreszcie efektu dostępnego dla innych. Powstaje dzieło. W języku biznesu: identyfikujemy potrzebę rynkową (emocję), opracowujemy narrację (myśl), projektujemy produkt lub usługę (materię) i dostarczamy wartość klientowi (efekt). Różnica polega na tym, że artyści od początku myślą o emocjonalnym odbiorze.
Intelektualna strona sztuki jest pasem transmisyjnym do poruszenia emocjonalnej strony widzów i słuchaczy. Zarządzanie tymi emocjami wymaga strategii, której podlega każde działanie w instytucji artystycznej. Podobnie w biznesie – najlepsze marki nie sprzedają produktów, lecz emocje i doświadczenia. Volvo nie sprzedaje samochodów, lecz poczucie bezpieczeństwa dla rodziny. Patagonia nie sprzedaje kurtek, lecz autentyczność i sprzeciw wobec konsumpcjonizmu. Harley-Davidson nie sprzedaje motocykli, lecz wolność i bunt przeciwko konwenansom. To właśnie strategia emocji w praktyce.
Już od czasów Arystotelesa wiemy, że ciekawa wypowiedź składa się z wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Brzmi prosto, a jednak mamy z tym trudności. Wstęp to nic innego jak przedstawienie świata zastanego – tego, w którym jesteśmy. Po nim następuje punkt zwrotny akcji, czyli moment, gdy to, co jest, zmienia się w coś nowego, nieznanego. W rozwinięciu tworzymy kolejne perypetie, aż dochodzimy do punktu kulminacyjnego, w którym nasz bohater pokonuje dotychczasowe przeszkody stojące na drodze do zwycięstwa. Po punkcie kulminacyjnym szybko schodzimy ze sceny – to nasze zakończenie. Najlepiej jakąś puentą, wskazaniem lub fajerwerkami.
Teraz podłóż pod ten schemat historię, którą chcesz opowiedzieć o swoim produkcie czy firmie. Każda prezentacja biznesowa, kampania marketingowa czy plan transformacji organizacji może skorzystać z tej struktury. Przykład: Netflix rozpoczął od opisu świata wypożyczalni DVD (wstęp), wprowadził streaming jako rewolucję (punkt zwrotny), walczył z gigantami jak Blockbuster i tradycyjną telewizją (rozwinięcie), stał się globalnym liderem rozrywki (kulminacja) i dziś kształtuje przyszłość produkcji treści (zakończenie).
Struktura ta przyda się też w komunikacji reagującej na sytuacje kryzysowe – każdy dobry crisis management to opowieść o powrocie do łask. Jednym zdaniem: każde działanie ma fazę narodzin i życia pełnego przygód, swój finał zaznaczony twoją sygnaturą oraz czas, w którym pozostają już tylko wspomnienia. Każda decyzja biznesowa, podobnie jak dzieło sztuki, przechodzi przez te same etapy – od emocji, która ją rodzi, przez strategiczne myślenie, aż po realizację i trwały ślad w pamięci odbiorców. Najtrwalsze marki to te, które potrafiły stać się częścią kulturowej narracji swojego czasu – Lego z filozofią kreatywnego myślenia przez zabawę, Michelin z kulturą podróżowania i odkrywania smaków, Red Bull z redefinicją granic ludzkich możliwości w sporcie ekstremalnym.
Zarządzanie w kulturze uczy nas, że sukces nie polega na unikaniu emocji, lecz na ich strategicznym wykorzystaniu. To lekcja, którą warto przełożyć na język biznesu. W erze, gdy produkty stają się coraz bardziej podobne, a technologie szybko się upowszechniają, przewagę konkurencyjną daje umiejętność budowania emocjonalnych więzi z klientami. Sztuka od tysiącleci wie, jak to robić – czas, by biznes się od niej uczył. Bo ostatecznie, czy w teatrze, czy w sali konferencyjnej, zawsze chodzi o to samo: dotrzeć do ludzkiego serca i pozostać w pamięci na długo.



