OFFICYNA VINEGRE KARMIMY MIASTO!

To miejsce jest dla każdego, kto nie ma czasu gotować, a chciałby smacznie i zdrowo zjeść. Z racji lokalizacji, zostało stworzone z myślą głównie o pracownikach okolicznych biurowców, studentach i mieszkańcach Przymorza, ale wyjątkowa atmosfera miejsca przyciąga tutaj ludzi z całego Trójmiasta. Szczególnie wieczorami, gdy biurowce się wyludniają, a ludzie wychodzą zrelaksować się po całym dniu pracy. Do Officyny zapraszają Mariusz Zawadzki, właściciel i Sławomir Gutowski, szef kuchni.

Czy doświadczenie przy tworzeniu kantyny pomagało, czy było czynnikiem, który ograniczał?

Mariusz Zawadzki: Wydaje mi się, że moje doświadczenie restauratora zdobyte przy takich restauracjach, jak Vinegre, Tapas de Rucola, czy Mondo di Vinegre, tutaj bardzo pomogło. Officyna Vinegre to kantyna, która ma trochę formę bistro, ale jest w wydaniu restauracyjnym. To co podajemy w Officynie, jakością nie odbiega od potraw serwowanych w naszych innych lokalach.

Sławku, Ty jako Executive chef, jaki masz pomysł na to miejsce?

Sławomir Gutowski: Dostałem wolną rękę jeśli chodzi o tworzenie karty. To dla szefa kuchni jest zawsze bardzo komfortowa opcja, bo pobudza moją kreatywność. Staram się proponować mocno zróżnicowaną kuchnię. Stawiam na smaki świata i sezonowość produktów. W naszym jesiennym menu, mamy sporą ilość dyni, grzybów, kapust, korzeniowych warzyw, sałat i owoców. W kantynie serwujemy śniadania, lunche, a wieczorem transformujemy się kulinarnie nie do poznania. Stajemy się gastro pubem, w stylu bistro.

Co znajdziemy w ofercie śniadaniowej na jesienne, trudne poranki?

SG: Dobry start jesienią to podstawa. U nas możecie zacząć dzień od zdrowych owsianek, płatków, czy pożywnego angielskiego zestawu. Naszym śniadaniowym hitem jest avocado tost z fetą. Zależy nam, aby karmić miasto. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że gusta i oczekiwania są bardzo zróżnicowane. Dlatego mamy dwanaście zestawów do wyboru. Dodatkowo robimy kanapki „take away”, aby nawet mocno zabiegani ludzie, mieli szansę zjeść pyszny posiłek rano. Każde śniadanie, dodatkowo zawiera drożdżówkę, którą sami wypiekamy i powidła własnej produkcji.

Dlaczego kantyna, a nie kolejna restauracja?

MZ: Miałem świadomość, jako osoba doświadczona w tej branży, że nasze miejsce nie może być kolejnym takim samym lokalem, których wiele w mieście. Długo zastanawialiśmy się nad pomysłem na lokal w tym miejscu. Ja się uparłem, że ma być to waga smaków, czyli jedzenie na wagę. Wiedziałem, że posiłki tego typu, do tej pory nie kojarzyły się z jakością i smakiem. Chcieliśmy przełamać ten stereotyp. Uważam, że wspólnie nam się udało. Jakość dań jakie Sławek wymyślił jest restauracyjna. Codziennie świeżo, na wysokim poziomie, za nieduże pieniądze. Na ten sukces składa składa się również praca naszej załogi,bez wyjątku. Jest niezastąpiona. Bez zaangażowania i pasji do gastronomii naszych pracowników, nie udałoby się stworzyć tak ciekawego i nowatorskiego pomysłu.

Czym wyróżnia się wasz pomysł „wagi smaków”?

SG: Codziennie nasza kuchnia jest inspirowana innym krajem. Więc to już jest podstawowa różnica między nami, a klasyczną wagą smaków, gdzie dania są stałe. W Officynie codziennie jest inny zestaw dwunastu potraw. Mamy kuchnię bliskowschodnią, arabską, śródziemnomorską, azjatycką, polską, meksykańską. Staramy się zabierać kubki smakowe naszych gości w kulinarne podróże.

Wyróżnij się, albo zgiń? To recepta na sukces w gastronomii?

MZ: Mając już spore doświadczenie restauracyjne, w którymś momencie zacząłem się zastanawiać, dlaczego i po co to robię. Doszedłem do wniosku z moimi wspólnikami, że po prostu lubimy karmić ludzi. Zauważyliśmy, że trójmiejski rynek gastronomiczny jest bardzo mocno przerysowany. Już nie wiadomo, w którym kierunku pójść. Nadrzędna idea, że gość ma przyjść głodny, a wyjść najedzony i zadowolony gdzieś się zaczęła zatracać. Officyna dała nam tą możliwość, żeby ten dla nas najważniejszy cel realizować. Nakarmić ludzi i spowodować, że w tym miejskim, szalonym  trybie życia, będzie im się funkcjonowało dobrze, wygodnie i komfortowo. W tym pędzie, wejdą do nas zjeść, zregenerują się i wyjdą zadowoleni.

Nazwa Officyna jest sugestywną grą słów nawiązującą do tej filozofii?

MZ: Officyna przez dwa „f”, jest dalszą częścią naszej ideologii. Sama nazwa „oficyna”, od staropolskiej oficyny przy dworach, gdzie karmiono ludzi. A podwójne „F”, jest po to, żeby ludzie wiedzieli, że można u nas wieczorem zrobić sobie „off”. Przyjść, pograć w piłkarzyki, gry planszowe i wypić piwo.

SG: Mamy zamiar zorganizować ligę gotowania w korporacjach. Zbierzemy ludzi zainteresowanych kuchnią i wybierzemy prawdziwego korporacyjnego masterchfa.

 

Officyna Vinegre
Gdańsk, Al. Grunwaldzka 415 (budynek Argon w kompleksie Alchemia), tel: 570 607 807, www.facebook.com/Officynavinegre

97
10/2018

Dzisiaj jesteś damą, arystokratką, jutro upadającą alkoholiczką, a pojutrze po prostu sobą.