Villa Uphagena - w rodzinie siła!

Jedli tu m.in. Jean Michelle Jarre, David John Gilmour z Pink Floyd i książę Monako Albert II. Znajdująca się w sercu Gdańska Wrzeszcza restauracja Villa Uphagena na dobre wpisała się w tradycje kulinarne i towarzyskie miasta. Co jest siłą tego miejsca? Nie tylko wyśmienita kuchnia i dopracowane w najdrobniejszym szczególe wnętrza, ale przede wszystkim rodzinna atmosfera.  Villa prowadzona jest bowiem przez dwa silne pokolenia restauratorów - to sekret sukcesu. Nie dziwi więc fakt, że to właśnie ta trójmiejska restauracja fundowała kulinarne doznania odwiedzającym polski pawilon podczas EXPO2015 w Mediolanie. O polskim sukcesie we Włoszech opowiadają właściciele Mariusz i Justyna Stasiuk wraz z córka Anną - managerką restauracji. Villa Uphagena, to miejsce, które chyba zna każdy mieszkaniec Trójmiasta, stawiający na jakość smaku i produktów. 

Przez 10 lat działalności restauracja zmienia się dynamicznie, a tym razemwidzę nowe aranżacje wnętrz…

Mariusz Stasiuk: Wystrój został rzeczywiście diametralnie zmieniony, począwszy od samego wejścia. Pojawiły się nowe udogodnienia dla gości, w tym np. poręcz, której tu brakowało. Teraz możemy też lepiej eksponować obrazy z Muzeum Narodowego, które są w naszym posiadaniu. Sale przybrały nowe nazwy, stąd możemy odpoczywać w Sali Kominkowej, Sali Orientalnej z nowymi tapetami, piękną wazą i akcentami rodem z Dalekiego Wschodu, w reprezentacyjnej Sali Kryształowej z bufetem z XIX wieku, 5-metrowym stołem i lustrem z 1870 roku oraz w Bibliotece z cennymi woluminami, czy w Oranżerii z werandą. 

Czy zmiany nastaną także w kuchni i menu?

Justyna Stasiuk: Pozostajemy w smakach kuchni polskiej z akcentami kuchni śródziemnomorskiej. Karta wciąż jednak się zmienia, a na obecną chwilę myślimy o wprowadzeniu śniadań, brunchy i tzw. tea time. Mamy wielu stałych gości, ale chcemy przyciągnąć także tych zupełnie nowych, aby poznali bliżej kuchnię Villi Uphagena. Znajdujemy się poza szlakiem turystycznym, ale to tylko zaleta. Warto czasem zboczyć z drogi, bez problemu zaparkować samochód i zjeść wyśmienite potrawy lub bez żadnych trosk napić się dobrego wina.  

Anna Stasiuk: Stawiamy na tradycję i regionalność. Nasz region obfituje w dziczyznę, świeże ryby, wspaniałe owoce leśne. To jest to, czego oczekują nasi goście. Wciąż chcemy jednak więcej. 

Domyślam się, że EXPO2015 było dla Państwa nie lada wyzwaniem…  

M.S.: O tym, że to my będziemy odpowiadać za restaurację w polskim pawilonie podczas EXPO2015 w Mediolanie dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili. Było to ogromne wyzwanie, zarówno od strony logistycznej, jak i kulinarnej. Mimo wszelkich trudności, poradziliśmy sobie. Wiedzieliśmy, że nasz kraj nie może odstawać od innych. Dziś mogę powiedzieć, że całość okazała się ogromnym sukcesem, choć ostatnie miesiące zdecydowanie były wyjęte z naszego życiorysu. Nie zapominajmy, że Expo odwiedziło ponad 25 mln gości. To ogromna skala. Ekipa, która tam stacjonowała świetnie się jednak sprawdziła, choć praca była bardzo ciężka, a tempo ogromne. Ale w końcu - w zespole siła! EXPO2015 trwało od maja do końca października, więc musieliśmy wszystkie nasze siły zaangażować w tę „wyjazdową” działalność. Opłaciło się. 

Co więc można było zjeść w Ristorante Polacco di Villa Uphagena w Mediolanie?

M.S.: Kluczem były produkty najwyższej klasy. Dzięki temu, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że byliśmy uważani za jedną z najlepszych restauracji. A doskonałym tego dowodem było to, że naszym stałym klientem był szef kuchni pawilonu francuskiego. To dla nas ogromne wyróżnienie. Największym „hitem” były oczywiście pierogi, które Włosi porównują po prostu do ravioli. Farsze mięsne, z kaszą, na słodko, co tylko dusza zapragnie. Goście zajadali się też plackami ziemniaczanymi z łososiem wędzonym i śmietaną. To danie biło prawdziwe rekordy sprzedaży, szczególnie podczas lunchu. Kaczka, choć znana na całym świecie, u nas podawana z modrą kapustą, zachwycała aromatem i ciekawym połączeniem smaków.J.S.: Nie zapominajmy też o łososiu z warzywami blanszowanymi, śledziu po kaszubsku z cebulką i rodzynkami, czy pasztetami. Na łasuchów czekały zaś naleśniki, tarty z owocami i torty.

Motywem przewodnim tegorocznego polskiego pawilonu były jabłka. Wystój i rozwiązania architektoniczne wskazywać miały na to, że nasz kraj jest potentatem w eksporcie tych owoców? Jakie więc przysmaki z jabłkiem były tu dostępne?

M.S.: Rzeczywiście, wielu gości przychodziło do nas na jabłecznik, tartę z jabłkiem, czy orzeźwiający cydr. Ogromnie mnie zadziwiały wszechpanujące uśmiech, radość i życzliwość Włochów. Choć do każdego pawilonu czekało się od 1 godziny do nawet 3 godzin, to jednak nikt nie narzekał. Kosztowało nas to wiele pracy i wysiłku, poczynając od zakupu produktów, aż po zatrudnienie odpowiednich osób. Cieszę się jednak, że to my mieliśmy tę okazję i możliwość pokazania polskich smaków. 

Czy jakieś zabawne sytuacje przydarzyły się w Mediolanie?

M.S.: Nie wiem, czy to zabawne, ale jestem pod wrażeniem naszych sąsiadów na EXPO2015 - Holendrów. Po ich frytki z majonezem ustawiały się gigantyczne kolejki, podobnie po naleśniczki z czekoladą. Są też mistrzami reakcji, bo gdy tylko w bistro wprowadziliśmy piwo z beczki i nasze bułki z kiełbaskami, to po tygodniu również przygotowali podobną propozycję. 

EXPO2015 już za nami. Jakie kolejne wyzwania stoją przed Villą Uphagena?

J.S.: Mamy dwa sklepy Smaki Kuchni Uphagena, w Gdańsku w Hali Targowej oraz w Gdyni na Placu Górnośląskim. W ofercie sklepów znajdują się m.in. pierogi w różnych odsłonach, pasztety, zupy, sałatki, sernik i jabłecznik oraz torty. Smakują jak u mamy. Wszystko powstaje w oparciu o wysokiej jakości produkty i przygotowywane jest z prawdziwie domową starannością. Nieustannie zajmujemy się też cateringiem i z prawdziwą przyjemnością obsługujemy wydarzenia najwyższej rangi.

A.S.: Villa Uphagena, ze swoim wystrojem i panującą atmosfera, świetnie sprawdza się, jako miejsce na wigilijne spotkania firmowe. Co więcej, proponujemy też przygotowanie potraw na świąteczny stół w domowym zaciszu. To doskonała alternatywa dla wszystkich, którzy ten niezwykły czas, pragną spędzić z rodziną przy stole, a niekoniecznie w kuchni. Co roku organizujemy również bal sylwestrowy, później karnawałowy. Największym wyzwaniem będzie jednak dla nas rozpoczęcie działalności poza granicami kraju. Po tak ciepłym przyjęciu w Mediolanie, wspólnie uznaliśmy, że pora na podbój Europy (śmiech).

 

62
11/2015

Jest jedną z najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie. Każdy w Polsce, kto pali, palił lub ma w rodzinie palacza, zna efekty jego działalności.