Sopot od kuchni

Za nami pierwsza edycja Slow Foof Festival. Na sopockim molo, przy wspólnym stole, 17 szefów kuchni renomowanych restauracji z Trójmiasta i okolic, przygotowywało swoje specjały i popisowe dania. Chętnych do degustacji nie brakowało, frekwencja przerosła oczekiwania organizatorów.


Max Radke

Tak dużej popularności można się było jednak spodziewać, wszak Polacy są coraz bardziej wyedukowani kulinarnie, coraz większą wagę przywiązują do tego, co jedzą. Na molo w Sopocie można było zapoznać się z kuchnią, takich restauracji, jak Wave, InAzia (obie z hotelu Sheraton), Mercato (Hilton Gdańsk), Rzeka Smaków (Hotel Ibis w Redzie), Kozi Gród, White House, El Greco, Malika, Tapas de Rucola, Toscana, Pomodoro, El Greco, Casino Diner, Trafik, Metamorfoza i Hashi Sushi.

Były też sery farmerskie, regionalne nalewki i wypieki, makarony robione na miejscu, dania z ryb bałtyckich i dalekomorskich. Jeśli chodzi o ryby to królem imprezy był łosoś, serwowany w najróżniejszej postaci. Nam najbardziej smakował ten przygotowany przez kucharzy z Sheratona – ze szpinakiem, w aromatycznych ziołach. Krystian Szidel, szef kuchni restauracji Wave w Sheratonie, miał jeszcze jednego asa w rękawie, a raczej w garnku. Mowa o gulaszu z dzika podawanego z kaszą gryczaną. Palce lizać!

Wracamy do ryb. Świetny sposób na łososia znalazł też Przemysław Formela, szef kuchni restauracji hotelu Kozi Gród – przyrządził go z chilli i mango. Kompozycja zaskakująca i w smaku wręcz wyborna. Stanowisko Koziego Grodu było jednym z najbardziej obleganych, ale nie może to dziwić – szynka z jelenia w sosie własnym z dodatkiem podsmażanej śliwki, pieczony filet z kaczki w sosie z wiśni, czy duszona polędwiczka z dorsza w sosie z kurkami to rarytasy, których smak pozostaje w pamięci na długo.

Na długo w pamięci pozostanie także sama impreza. Organizatorzy, Butik Kreatywny Niepytaj, Akademia Kulinarna Fumenti i miasto Sopot, już planują kolejną edycję.

33
06/2013

Kilka razy w życiu każdego człowieka przychodzi moment na podsumowanie swoich osiągnięć. Gdy umówiłam się na rozmowę z aktorką Tamarą Arciuch okazało się, że ona sama niedawno robiła „swój bilans”.