GĄSKI, GĄSKI 

DO DOMU!

Gęsina, nazywana arystokratką wśród drobiu, po wielu latach wróciła na polskie stoły. Co więcej, podobnie jak indyk u Amerykanów, doczekała się swojego święta. 11 listopada, w Polsce kojarzony ze świętem niepodległości, to również międzynarodowe święto kulinarne. To czas Świętego Marcina i pieczonej gęsi, która jest główną bohaterką stołów!

Tak jak Amerykanie zjadają pieczone indyki na Święto Dziękczynienia, tak w Polsce ze Świętym Marcinem zaczyna kojarzyć się gęsina. Jednak nie jest to amerykańskie zapożyczenie, a powrót do korzeni! Dawniej na Pomorzu oraz w wielu regionach Polski przed dniem Świętego Marcina należało zakończyć wszystkie prace polowe, bo już później nie można było niepokoić ziemi. Wówczas po raz ostatni przed zimą wypuszczano bydło na pastwisko, a sam dzień Świętego Marcina był okazją do najedzenia się do syta tuż przed 40 dniowym postem, poprzedzającym Boże Narodzenie.

Gęsi jemy od wieków. Gęsina regularnie królowała na polskich stołach już od XVI wieku. Jej wykwintny smak oraz właściwości zdrowotne doceniano zarówno na królewskich dworach, jak i podczas domowego obiadu. Dawniej, było to bardzo popularne danie w Polsce, o czym świadczą staropolskie przysłowia: „Na święto Marcina najlepsza gęsina: patrz na piersi, patrz na kości, jaka zima nam zagości”. Później w zaborze pruskim hodowano ich już miliony, a przed wojną każda szanująca się knajpa serwowała w sezonie gęsinę.

Szczególną wartość miała gęsina pomorska, która swego czasu była flagowym produktem regionu. Potrawy przyrządzane z gęsiego mięsa były w pewnym sensie znakiem rozpoznawczym kuchni kaszubskiej. Najbardziej charakterystyczną potrawą znaną powszechnie na Kaszubach jest rodzaj pasty z gęsim mięsem, zwany okrasą. Surowe mięso z gęsi sieka się tasakiem z tłuszczem (czasem z kośćmi), po czym trafia ono do glinianych garów, a na końcu jest zasypywane solą. Bardzo popularna była też zupa z brukwi na gęsinie, która w ostatnich latach ponownie zaczęła gościć na pomorskich stołach. Innym znanym daniem jest gęś pieczona z jabłkiem albo półgęsek nazwany tak ze względu na fakt, że wycięta pierś stanowiła niemal pół gęsi. Dzisiaj gęsina wraca do łask, a kucharze z chęcią zaczynają sięgać do staropolskich przepisów.

- Gęś można przyrządzić w bardzo prostej, sprawdzonej formie. Wystarczy natrzeć ją dużą ilością majeranku, posypać solą i pieprzem, a następnie nadziać jabłkiem lub gruszką ze śliwką. Tak przygotowaną gęś upiec powoli od czasu do czasu polewając tłuszczem z pieczenia. Zapach jaki wydobywa się z pieca jest naprawdę niepowtarzalny. Taką gęś warto podać z sosem miodowym z porterem, modrą kapustą z pomarańczą, gratinem z buraka lub z kopytkami – opowiada szef kuchni gdyńskiego Crudo.

Dlaczego warto jeść gęsinę? Gęsina to ciemne mięso, bardzo delikatne w smaku i dużo zdrowsze od np. wieprzowiny. Czerwone mięso z gęsi jest bogate w fosfor, potas, cynk, magnez i żelazo. Zawiera też dużo cennego białka. Może nie należy do najchudszych, ale zawiera korzystne dla naszego organizmu kwasy tłuszczowe, a także prozdrowotne kwasy omega-3 i omega-6. Gęś ma też pozytywny wpływ w profilaktyce schorzeń naczyniowo sercowych oraz korzystnie wpływa również na nasz organizm w zaburzeniach nastroju. Co więcej, stwierdzono iż tłuszcz z gęsi posiada właściwości afrodyzjakalne! W okresie jesiennym warto więc szczególnie skusić się na gęsinę, i zadbać o tradycję, kubki smakowe i zdrowie.

 

Gęsia legenda

Święty Marcin, urodził się w IV wieku w Panonii na terenie dzisiejszych Węgier. Marcin w wieku 15 lat został żołnierzem. Chłopiec, zgodnie z ówczesną tradycją, przyjął chrzest w Wielkanoc w 339 roku. Porzucił jednak służbę wojskową, ponieważ wówczas chrześcijan nie mógł być żołnierzem, ponieważ wiązało się z tym przelewanie krwi. Na skutek splotu wydarzeń, Święty Marcin stał się pustelnikiem i założycielem wspólnoty monastycznej. Wbrew swojej woli został wybrany na biskupa Tours w 371 roku. Zmarł 8 listopada 379 roku, a jego ciało zostało pochowane 11 listopada – dlatego tego dnia obchodzimy święto Marcina. 

Jedna z legend głosi, że Święty Marcin nie chciał przyjąć godności biskupa i postanowił się ukryć przed wysłannikami papieża, którzy przybyli do niego z nominacją. Schował się w zabudowaniach gospodarczych i posłańcy pewnie by go nie odnaleźli, gdyby nie… gęsi. Podniosły one straszliwy hałas i w ten sposób zdradziły kryjówkę mnicha. Tak właśnie, dzięki gęsiom, Marcin został biskupem, a potem świętym. Gęsi szybko stały się najważniejszym atrybutem Świętego Marcina, a w jego święto obowiązywał zwyczaj zanoszenia tłustych gęsi do dworu, do klasztoru oraz do kościoła. W tym dniu kończono także gromadzenie zapasów na zimę, dlatego wypełnione po brzegi zgromadzonymi produktami piwnice nazywano „marcinowymi spichrzami”. Tak Święty Marcin stał się również patronem jesiennych zapasów.

 

119
11/2020

Trzydzieści sześć lat przeżyli jako para. Mieszkali w Szczecinie i Świnoujściu, by pewnego dnia osiąść na stałe w Sopocie. Ewa i Arek Hronowscy od blisko ćwierć wieku wywracają do góry nogami rozrywkowo-kulturalną mapę Trójmias