Spotkania na mieście... IREK WOJTCZAK

Improwizator, kompozytor, aranżer, świetny muzyk, wnikliwy obserwator rzeczywistości. Znakomicie wpisał się w trójmiejską scenę muzyczną udzielając się w wielu zespołach jako lider, sideman, czy gość specjalny. Współpracował z wieloma genialnymi muzykami, wielokrotnie nagradzany prestiżowymi nagrodami, w tym Fryderykiem. Irek Wojtczak. Spotykamy się w nowej sopockiej restauracji Grono di Rucola.

W zeszłym roku opublikowałeś album The Bees Knees, który jest twoim ostatnim projektem muzycznym. Powiedziałeś wtedy, że nie chcesz być zbyt długo uwikłany w stylistyczne, czy estetyczne postawy. To jak będzie w tym przypadku?

Moje wcześniejsze doświadczenia artystyczne zmusiły mnie do postawienia takiej tezy. Duża ilość przeróżnej muzyki którą grałem z naprawdę wieloma artystami nie pozwalała mi nigdy na stanie w miejscu i uwikłanie się w jakieś stylistyczne czy estetyczne ramy. W tym przypadku jest trochę inaczej. Dlaczego? Po zagraniu naszej wspólnej trasy koncertowej The Bees’knees, widziałem, że muzyka z koncertu na koncert wciąż mnie zaskakuje, dąży do tego serum muzyki improwizowanej, do nieprzewidywalności  i dzięki temu postanowiłem się trochę zatrzymać i spędzić nieco dłuższą chwilę w tak  zacnym towarzystwie,  jak  moi serdeczni kumple z Bees’ Knees, Kamil Pater, Adam Żuchowski i Kuba Staruszkiewicz. Koncertowo wracamy na chwilę w maju, a obecnie przygotowujemy jesienną trasę.

A jaki jest projekt Bees Knees? Płyta jest takim kolażem dźwiękowym, jak to sam określiłeś. To eksperyment, wypadek przy pracy, celowe działanie? 

O ile wypadek przy pracy się zdarza, celowe działanie się wydarza, a eksperyment jest wypadkową obydwu tych zdarzeń. Pierwszy etap to wypadek podczas wstawania z łózka. Ten incydent prowadzi do celowego działania, czyli zmusza mnie do napisania o tym kilku nut, które zamieniają się później w kompozycję. Trwają w tym napisaniu przez jakiś okres czasu, gdzieś w szufladzie. Ja je wyciągam, dobieram do siebie i wkładam  z powrotem. W końcu tworzę tą układankę, robię z niej płytę  i tu się zaczyna eksperyment. Jest to fuzja moich doświadczeń i obserwacji w muzyce i poza nią. Obok materii dźwiękowej  są to nasze rodziny, nasi bliscy, ludzie, których poznajemy, książki, filmy i cała reszta. Ta wymiana energii przyczynia się w końcu się  do tego, że nagrywasz tą płytę gdzie wszystko się może zdarzyć i wszystko się zdarza, ewentualne nie zdarza się nic (śmiech).

 W wywiadach podkreślasz, że chcesz pozostać wolnym i tą wolność w sobie cenisz w muzyce. Jak to wygląda w praktyce?

Wiążę to słowo odpowiedzialnością. Odpowiedzialność sprawia, że wolności się uczę. Odpowiedzialność, którą biorę za siebie, moich bliskich, przyjaciół. A do tego uważność postrzegania  i uczenia się siebie samego. Jeżeli te dwie kwestie zaczynają wibrować to prawdopodobnie jesteśmy na  dobrej drodze. Wolność to nie tylko chwila kontemplacji, czy  ucieczki od tego co tu i teraz. Proste wywiązywanie się ze swoich codziennych zadań i właśnie ta wspomniana odpowiedzialność tworzą tą naszą wewnętrzną prawdziwość, która otwiera przed nami nowe możliwości. Każdy z nas ma wolność wyboru i może podążać w kierunku jaki mu podpowiada fantazja.

Czym jest dla ciebie muzyka? Jesteś typem pedagoga - chcesz ludzi czegoś nauczyć, coś im pokazać, czy raczej tworzysz muzykę dla siebie?

Edukacyjnie  udzielam się jako korepetytor Akademii Muzycznej w Gdańsku. Cenię sobie pracę ze studentami. Wymaga to kreatywności i stawia wymagania. Tworzenie jest boskim darem, za który jestem wdzięczny. Dźwięk jako forma przekazu pozawerbalna nie musi nieść ze sobą żadnej nauki. Jeżeli ktoś przychodzi na mój koncert, to nie po to żeby słuchać wywodów egzystencjonalnych, oczekuje tego co  nieoczekiwane, podróży we własnym świecie z moim udziałem. Po prostu dzielę się tym co wymyślam i niekoniecznie ma to związek z edukacją. Natomiast w swoich projektach, wracam do naszej rodzimej kultury poprzez muzykę ludową, którą uwielbiam, bo na niej się wychowałem i do dziś czerpie z niej inspiracje zachowując ją dla potomnych.

Jesteś bardzo ruchliwy. Brałeś udział w wielu projektach muzycznych. Co inspiruje ciebie do tworzenia?

 Inspirują mnie ludzie. Każdy kto ma do opowiedzenia swoją własną historię, staje się dla mnie pewnym dopełnieniem mojej obserwacji. Jeżeli emanujesz prostotą i dobrem  ludzie z pięknymi sercami cię odnajdą  i wtedy wszystko wokół jest inspirujące. 

A jak to jest z używkami. Pojawiły się w  twoim życiu. Nadal eksperymentujesz?  

Też traktujesz to jako poligon do poszukiwań? 

Kiedy człowiek ma 20 lat to można to nazwać poszukiwaniem, bądź eksperymentem. W obecnej chwili w jakiej staram się żyć, osiągam podobny stan bez żadnych używek. Nie wracam do przeszłości, tylko żyję tu i teraz. Jestem bardzo mocno zakotwiczony w rzeczywistości, gdzie w moim obecnym, nowym życiu nie mam potrzeby oglądania się za siebie.

Takie rock’n’rollowe życie raczej sprzyja samotności, a ty od wielu lat jesteś żonaty. Jak to robisz, robicie, ze jesteście tak długo razem? To ewenement w świecie artystycznym.

Ona tęskni za mną, a ja tęsknie za nią. Lenka jest kobietą, która wyciąga ze mnie cały ten ludzki system dualizmów i dzięki temu staramy się dziś osiągnąć jakąś osobistą jedność. Kiedy sobie nie dawałem rady, to właśnie ona wprowadziła ład w moje życie. Uczymy się siebie nawzajem, a przeciwieństwa i te wszystkie nasze słabości powodują, że trwamy razem na poziomie wzajemnego zrozumienia. I nie są to kompromisy. Teraz albo zgadzamy się albo nie i  po prostu mówimy sobie to szczerze. Staramy się nie mieć tajemnic - te czasy minęły bezpowrotnie. Jesteśmy razem  25 lat. W takim związku może być już tylko piękniej - wierzę w to. Historie dotkliwe mamy za sobą.

Przeszliście jakiś poważny kryzys?

Tak. Poradziliśmy sobie z tym. 

Macie z żoną 20-letniego syna Jak wyglądają wasze relacje, są partnerskie? Kumplujecie się? 

Oprócz tego, że jest on moim kochanym synem, to jest dla mnie przede wszystkim dobrym kumplem. Jest także pewnego rodzaju elementem spajającym nasz związek. Mikołaj należy do ludzi, którzy poświęcają dużo czasu na samodoskonalenie, które ma związek z duchowością i dzięki temu pomaga nam w naszych słabościach. Mikołaj jest odpowiedzialnym, wspaniałym człowiekiem, który służy nam dobrą radą i dzięki temu darzymy go zaufaniem.

Istotne są dla ciebie takie wartości jak rodzina - jesteś religijny?

Każdy z nas ma swoją religię i swoich bogów. Wszyscy szukamy w pewnym momencie życia tej duchowości. Zaczynamy robić nowe kroki, poznajemy świat, podróżujemy i zauważamy nowe i inne możliwości. Naturalnie chcemy tego nowego świata spróbować. I często zaczyna nas wkręcać, zaczynamy go smakować - wtedy podejmujemy decyzje, dokonujemy wyboru. Wierzę w człowieka jako istotę rozumną, która potrafi sama stworzyć sobie bogów, sama się z nimi łączyć, ich w sobie nosić i być noszonym przez nich. Wiem jednak, że są ludzie, niezbędni do tego żeby nam pomóc dojść do wszystkich tych wspaniałych rzeczy, które wyczuwamy we wszechświecie.

Czym jest dla ciebie duchowość? 

To miłość. 

A jak wygląda twój stosunek do rzeczy przyziemnych - wartości materialnych? Lubisz dobrze żyć, komfortowo - dobry ciuch, fajny samochód? 

Celebra jest mi obca ale spoglądam czasami w lustro, a Lenka wtedy ma ubaw. Ta nasza ludzka dualność, jak odróżnić iluzję od realności? Nie staram się narzekać. Świetnie jeździło mi się autem dopóki się nie zepsuło. Od kiedy jest ono u mechanika jeżdżę SKM-ką i czerpię z tego ogromną przyjemność. Spaceruję, słucham muzyki, czytam książki i oddycham powietrzem. Widzę w tym ogromny walor a nie utrudnienie. Tworzę z tego wartość. Nie jestem uboższy przez tą pozorną utratę. Podejrzewam, że kiedy wejdę w posiadanie kolejnego auta, to jedyne co zobaczę to to, że się pojawiło. 

A jak twoje nowe życie ma się np. do kwestii jedzenia. Odżywiasz się ekologicznie?

Ta zmiana jest nierozerwalnie połączona z tym o co pytasz. Jeżeli robię taki krok w życiu, który powoduje, że zmienia moje postrzeganie rzeczywistości, to wraz z nim zmieniam wszystko. To nie może być ruch połowiczny. Oczyszczanie jest nierozerwalnie związane z moją dietą. Piję dużo wody i przede wszystkim jem rzeczy, które mi nie szkodzą. Wyeliminowałem produkty, które zakwaszają i zagrzybiają mój organizm. Przyznam, że ten pierwszy krok był trudny do zrobienia, ale  jest on  jedynym, który możemy zrobić, a warto spróbować. „Umysł jest lampą a ciało świątynią”.

Lubisz harmonię w życiu, a jesteś muzycznym improwizatorem. To takie celowe wprowadzanie adrenaliny? Control freak?

Przemek Dyakowski, wielki mój przyjaciel, kiedyś dokładnie tak o mnie powiedział. I coś w tym jest. Wykształcenie muzyczne, odrobione lekcje, dobrze. Ale drugą i nie mniej ważną według mnie stroną medalu jest intuicja, którą sobie bardzo cenię. Dzięki niej miałem przyjemność współpracować z muzykami takimi jak Tymon Tymański, Antoni Gralak, Alek Korecki, Wojtek Mazolewski, Michał Gos, czy Jacek Olter.  Ale to tylko jedna strona medalu, bo przecież z drugiej strony pierwsza liga trójmiejskich artystów odnoszących sukcesy na scenie improwizowanej: Sławek Jaskułke, Piotr Lemańczyk, Dominik Bukowski. Teraz to wszystko łączymy i mieszamy: wiedzę i intuicję. Myślę, że to wszystko znalazło się na mojej ostatniej płycie - świadoma kompozycja i nieprzewidywalność.

A jak plany na najbliższy czas? Uspokoisz się trochę, skupisz na jednej rzeczy?

 Spokój nie przyśpiesza, ale samoistnie rozpędza energię do działania. 19-go czerwca w klubie B-90, wraz z orkiestrą Progres pod batutą  Szymona Morusa, przygotowuję koncert  Szostakowicza op.35 . Z inicjatywy Arka Hronowskiego będzie to fuzja muzyki klasycznej z trójmiejskimi i nie tylko trójmiejskimi muzykami. Odnoszę się do genialnego kompozytora, jakim był Szostakowicz, wklejam się w partyturę i wraz z Olem Walickim, Tomkiem Ziętkiem i Macio Morettim oraz Piotrem Zabrockim.

20-go lipca natomiast wszystkich serdecznie zapraszam na koncert do Zatoki Sztuki organizowany we współpracy z wytwórnią For Tune, na który to projekt udało nam się uzyskać dotację Ministra Kultury. Będzie to polska muzyka ludowa napisana przeze mnie, którą wykonam wraz z nowojorskim kwartetem Fonda/ Stevens Group  Zagramy też w Warszawie, po czym wchodzimy do studia w wiadomym celu nagrania płyty. W listopadzie zagramy 3 koncerty w Nowym Yorku, z czego się ogromnie cieszę, gdyż to moja pierwsza wizyta w tym mieście. Na jesień natomiast piszę muzykę do przedstawienia muzyczno – tanecznego, autorstwa Wiesława Janasza, mówiącego o miłości wszelakiej. Rok  zapowiada się bardzo interesująco z racji tego zachęcam wszystkich i zapraszam.