STUDNIÓWKA, MATURA... DOJRZAŁOŚĆ

Maj to tradycyjnie czas matur. Z tej okazji poprosiliśmy znanych i lubianych mieszkańców Trójmiasta o podzielenie się swoimi wspomnieniami z matury, ale i ze studniówki, bo jak wiadomo, jedno z drugim jest ściśle powiązane. 


prestiz

MACIEJ KOSYCARZ  

FOTOREPORTER

Pamiętam studniówkę starszego rocznika, na której robiłem zdjęcia. To był Dzień Solidarności z Polską, ogłoszony przez Ronalda Reagana. Przy Pomniku Poległych Stoczniowców były zamieszki. W okolicy gdańskiej „Jedynki” odbywały się liczne manifestacje. Nauczyciele, nie chcąc odwoływać studniówki, zorganizowali ją w taki sposób, że każda klasa bawiła się we własnej sali lekcyjnej. Nie chcieli, aby młodzież się gromadziła i dołączyła do demonstrantów. Sale lekcyjne były małe, więc młodzież tuptała poloneza w miejscu. Przez okna jednej z zaprzyjaźnionych klas, zza firanki, robiłem zdjęcia oddziałom ZOMO oraz milicji przygotowującej się do ataku na demonstrantów. To było bardzo
surrealistyczne doświadczenie. 

Moja studniówka odbyła się natomiast rok później, w 1983 roku. Polska była wówczas ogarnięta stanem wojennym. Dzień przed zatonął statek MS Kudowa Zdrój. Ogłoszono żałobę na całą sobotę, w związku z czym - studniówka została przeniesiona na niedzielę. Uroczystość skończyła się bardzo szybko. Około północy wylądowaliśmy z klasą w nocnym klubie Lido w Gdańsku Siedlcach. Pamiętam, że w sali od biologii, w której znajdowały się m.in. różne figury zwierząt oraz kościotrupy napisaliśmy hasło „zwierzątka wszystkich krajów - łączcie się!”, co nawiązywało do znanego hasła komunistycznego. Zrobiła się afera na całego, a napis kazano nam zdjąć. No cóż, byliśmy dość krnąbrną klasą. 

Nasz rocznik, będąc w liceum przeżył aż 3 różne epoki - końcowego Edwarda Gierka, tzw. festiwal Solidarności oraz stan wojenny. W tej ostatniej epoce mieliśmy studniówkę i pisaliśmy maturę. Jako jedyny w klasie miałem samochód, starego Trabanta, więc pomagałem zwozić sprzęt nagłośnieniowy koledze, który był DJ-em. Pamiętam, że poza polonezem tańczyliśmy do utworu „Words, don’t come easy”. To były czasy, gdy studniówka odbywała się w murach szkoły, przy asyście rodziców. Prawdziwą zabawę przeżyliśmy dopiero na balu maturalnym, w Domu Technika NOT.

 

MARIUSZ SKŁADANOWSKI

TWÓRCA PORTALI:  DEMOTYWATORY.PL ORAZ JOEMONSTER.ORG

To był rok 1996. Moja studniówka odbyła się w Domu Technika „NOT” w Gdańsku, na wspaniałej piętrowej sali. Razem z kolegami podeszliśmy do tej imprezy z wielkim luzem. Poloneza oczywiście tańczyliśmy, ale nie dorabialiśmy do tego większej filozofii. Zrobiliśmy to, bo taka była tradycja. Nigdy nie byłem typem tancerza, ale wiadomo, że polonez do najtrudniejszych nie należy. Wystarczy patrzeć na tego, który idzie z przodu i robić dokładnie to samo. Tak też zrobiłem. Jak widać na zdjęciu, mój garnitur nie był specjalnie dopasowany. Muchę pożyczyłem od kolegi, do zdjęcia. Sam zdecydowałem się jednak na klasyczny krawat. 

Pamiętam, że chociaż wszyscy byliśmy już pełnoletni, to i tak musieliśmy się nieźle natrudzić, aby wnieść do środka flaszkę. Ktoś przyniósł alkohol w butelce po coli. Z każdym łykiem byliśmy szczęśliwsi, coraz bardziej uśmiechnięci. Ściśle tajna operacja pod hasłem „flaszka” została zakończona sukcesem. Nie zaliczyliśmy żadnych wtop. To była naprawdę dobra impreza. Bawiliśmy się świetnie, według własnych standardów.

MICHAŁ TARGOWSKI

DYREKTOR OLIWSKIEGO ZOO

Moja studniówka odbyła się w 1972, a może w 1973 roku (śmiech). Bardzo dobrze pamiętam te czasy. Obchodziłem ją w mojej szkole – gdańskiej „Jedynce”. Klasa, w której zazwyczaj odbywały się nasze zajęcia lekcyjne, przeistoczyła się w salę posiłkową. Każdy z nas, z pomocą rodziców przygotował jakieś przekąski. Tańce i hulanki odbywały się natomiast w pięknej auli. Nie przypominam sobie, abyśmy tańczyli poloneza. Być może tańczyli go tylko wybrani. Było bardzo uroczyście, chłopcy przyszli w garniturach, kupionych specjalnie na tę okazję, a dziewczęta prezentowały się wytwornie. 

Muszę zaznaczyć, że to były czasy ogromnej dyscypliny. Mieliśmy nawet nakaz chodzenia do fryzjera, gdy włosy były zbyt długie. Szanowaliśmy naszych pedagogów, a już zwłaszcza naszą ukochaną wychowawczynię. Nikomu nawet do głowy nie przyszło, aby na studniówce pić alkohol. Pamiętam, że jeden z moich kolegów przyszedł w krótkich spodniach. To miał być rodzaj dowcipu, który nie zyskał uznania. Kolega został wyproszony przez dyrekcję. Takie to były czasy. 

Wiem, że byłem bardzo zadowolony z mojego garnituru. Fajnie na mnie leżał (śmiech). Był ciemnogranatowy, trochę wpadający w czerń. Posłużył mi jeszcze przez kilka dobrych lat, ale potem człowiek trochę się rozrósł (śmiech). Miałem na sobie również białą koszulę i dość szeroki krawat, który mój tata przywiózł z delegacji w Budapeszcie. Fakt, że był zagraniczny dodawał mi pewności siebie. 

Muzykę puszczano z magnetofonu. To była era cudownego rock and roll’a, a w trakcie balu koledzy z równoległych klas zaczęli grać na gitarach. To było naprawdę imponujące. Królem parkietu nigdy nie byłem. Lepiej czułem się przy wolnych utworach, a one dużym wzięciem na studniówce się nie cieszyły. Pamiętam, że przeżywałem, czy będę miał okazję zatańczyć z jakąś koleżanką. To było naprawdę duże wydarzenie.

KATARZYNA KONIECZKA 

PROJEKTANTKA MODY, KOSTIUMOGRAF

Z samej matury pamiętam niewiele. Wiem, że się nie stresowałam, bo byłam rocznikiem, który nie musiał zdawać matematyki. Moim konikiem był zdecydowanie język polski. Pisałam na temat dotyczący rozważań natury moralnej, w oparciu o literaturę rosyjską. Pozostałe wspomnienia już mi się zatarły. Do studniówki natomiast przygotowywałam się z wielkim zaangażowaniem. Nawet uszyłam sukienkę specjalnie na tę okazję. Ostatecznie, nie włożyłam jej, bo wydawała się zbyt seksowna. Bałam się pani od języka polskiego, która mimo że byłam dobrą uczennicą, lubiła mnie troszeczkę gnębić. Nie byłam jej ulubienicą. Może dlatego, że byłam zbuntowana… 

Sukienka miała głęboki dekolt, trochę w stylu Marilyn Monroe, a także rozporek z boku. Ze strachu wybrałam inną, bardziej powściągliwą. Studniówka odbyła się w Cristalu we Wrzeszczu. Spóźniłam się na poloneza. Specjalnie, bo nie chciałam go tańczyć. Na imprezie bawiłam się dobrze, ale najbardziej z tego wszystkiego pamiętam strach przed nauczycielką. Nie chciałam jej podpaść, aby celowo nie obniżyła mi oceny z przedmiotu. 

 

BEATA SZADZIUL

RADNA MIASTA GDYNI

Chodziłam do II LO w Gdyni do autorskiej klasy o profilu artystycznym. To była wielka przygoda. Niezwykle miło wspominam ten okres w moim życiu – dużo zabawy, szaleństwa, ale i nauki. Studniówkę organizowaliśmy w szkole. Bal był na auli, a każda klasa sama stroiła swoje sale lekcyjne, gdzie był poczęstunek. Oczywiście było bardzo grzecznie. Ale właśnie podczas studniówki bardzo się zintegrowaliśmy, szczególnie z nauczycielami. Wspólnie wznosiliśmy toasty za pomyślność nadchodzącej matury, choć oficjalnie był to sok jabłkowy, a nie winogronowy. Tańczyliśmy do białego rana. Było fantastycznie. Rzeczywiście taki symboliczny koniec szkoły średniej. 

Potem już wielkimi krokami zbliżała się matura. Wszyscy byliśmy zaganiani, każdy myślał o przyszłości. Tak, stresowałam się. Wtedy zależało już chyba nam wszystkim na tym, żeby zdać, zapomnieć i iść dalej. Najbardziej w pamięci zapadła mi pisemna matura z języka polskiego. Temat był najlepszym jaki mogłam sobie wymarzyć jako zbuntowana nastolatka – „Wolność jako wartość najwyższa jednostki”. Napisałam pracę na kilkanaście stron. Byłam zadowolona. To dało mi pozytywną energię, która pomogła mi dobrze zdać maturę.

 

TOMASZ CIACHOROWSKI 

AKTOR

Moja studniówka odbyła się w 2000 roku w Zespole Szkół Energetycznych w Gdańsku, na tzw. Zielonym Trójkącie. Pamiętam, że to było dla mnie bardzo podniosłe wydarzenie. Po raz pierwszy widziałem moich kolegów w garniturach, pod krawatem. Specjalnie na tę okazję kupiłem czarną, welurową marynarkę. Krawat pożyczyłem od taty, a fryzurę od Nicka Cartera z Backstreet Boys (śmiech). Moją partnerką podczas studniówki była przyjaciółka, którą poznałem w szkole języka angielskiego. Razem tańczyliśmy poloneza, co wspominam z pewnym rozbawieniem, ponieważ podobnie jak moi koledzy, kicałem bez jakiegokolwiek rytmu, za to z bardzo uroczystą miną i zadartą głową. 

 

MARIA BEK

MAGAZYN PRESTIŻ, DYREKTOR SPRZEDAŻY 

Studniówkę niestety musieliśmy podzielić z moim mężem, ponieważ wypadła dokładnie tego samego dnia. Biegaliśmy więc pomiędzy Piwnicą Rajców, gdzie odbywał się mój bal, a NOT-em. Najbardziej jednak zapadła mi w pamięć moja kreacja, którą przerabiałam z rozmiaru 44 do rozmiaru 36. Krawcowa miała spore pole do popisu. Sama zaś matura była dla mnie ogromnym przeżyciem - byłam pierwszym rocznikiem nowej matury, także nikt nie wiedział, czego można się spodziewać. 

Maturę zdawałam w VIII LO w Gdańsku. Szkołę,  jak i samą maturę wspominam dość stresująco. Najbardziej jednak przerażała mnie historia, którą zdawałam rozszerzoną - byłam tak zestresowana, że mama, aby mnie uspokoić przez całą noc czytała mi najważniejsze daty i fakty. Dzisiaj oczywiście, z perspektywy czasu wydaje mi się to dość komiczne, jednak wtedy było to dla mnie "być albo nie być".  

Podczas matury ustnej jedna z nauczycielek wpadła w atak śmiechu... podczas mojej wypowiedzi, czym kompletnie mnie wybiła. Byłam przekonana, że oblałam więc oczekując na wyniki wpadłam w rozpacz. Okazało się, że otrzymałam maksymalną liczbę punktów. Do dzisiaj nie wiem czym tak rozbawiłam Panią z komisji, a zadanie „obraz męża, ojca i kochanka w literaturze” pozostanie na długo w mojej pamięci.

 

92
05/2018

Trudno znaleźć ją na Facebooku i Instagramie. Trudno, bo jak pojawi się to tylko gościnnie. Własnych profili nie ma.