KRZYSZTOF RĄCZKA.
JACHTING MOŻE BYĆ DOCHODOWY

Jacht może być inwestycją, na której można zarobić. Jej zwrot następuje szybciej niż przy kupnie nieruchomości – mówi Krzysztof Rączka, dyrektor oddziału PKO Leasing S.A. w Szczecinie, specjalizującego się w leasingu jachtów.

Czy kupno jachtu może być inwestycją, na której można realnie zarobić? W powszechnej opinii to wyłącznie hobby, pasja i do tego bardzo droga.

Oczywiście, jachty kupujemy po to, by na nich pływać i czerpać z tego przyjemność. To oczywiste. Ale można ten podstawowy cel połączyć z innym – jacht może być inwestycją tak jak każda inna i można na niej zarobić. Jak? Poprzez czarter. Na całym świecie działają profesjonalne firmy zajmujące się tzw. czarter managementem, które proponują właścicielom różne formuły dzielenia się zyskiem z tej działalności.

W jakim czasie następuje zwrot inwestycji?

Na okres zwrotu wpływają dwa parametry: rodzaj jednostki oraz akwenu. Z naszych analiz opartych na twardych danych od naszych klientów wynika, że całkowita spłata np. katamaranu pracującego w zimie na Karaibach, a w lecie w Europie trwa około 6 lat, przy średnio optymistycznym założeniu obłożenia czasu wynajmu. 

Jakie obłożenie w skali roku zakładacie?

Średnie obłożenie w skali roku to 32 tygodnie. Z czego 12 tygodni w okresie zimowym na Karaibach, a dokładniej od grudnia do końca marca. W kwietniu jacht płynie na Wyspy Kanaryjskie albo Morze Śródziemne i tam pracuje przez 20 tygodni. 

Czyli 6 lat wystarczy, by jacht sam się całkowicie spłacił? A kto w tym czasie ponosi koszty utrzymania? 

Firma zarządzająca czarterami przyjmuje niemal pełną odpowiedzialność za wszystkie koszty. Kwestią umowną jest to po czyjej stronie są np. koszty ubezpieczenia. Awarie są usuwane w ramach gwarancji producenta, ale trzeba pamiętać, że gwarancja nie pokryje kosztów przestoju, sprowadza się jedynie do usunięcia awarii. Tutaj wchodzimy w obszar ryzyka utraty zysku z samego czarteru. Do tego mogą dochodzić uszkodzenia podczas eksploatacji, które nie są objęte gwarancją.

Jaką wielkość jachtu i koszt zakupu przyjęliście do tej symulacji?

Mówimy teraz o katamaranie o długości 45 stóp i wartości 500 tysięcy euro. Oczywiście założenia, o których powiedzieliśmy stanowią pewną bazę, do której odnosimy spodziewane zyski także z eksploatacji innych jednostek – większych lub mniejszych. Dobrze rozwijają się i notują rokrocznie wzrost sprzedaży także usługi czarterowe jednokadłubowych jachtów na Bałtyku. Tutaj mówimy zazwyczaj o przedziale cenowym pomiędzy 400 tysięcy, a 1 mln zł netto za kompletny jacht. 

Skąd wziąć pieniądze, gdy nie mamy tyle gotówki? Niech zgadnę, pewnie najlepszy jest leasing?

Tak. Formuła leasingu operacyjnego, która w Polsce w warunkach podatkowych musi trwać minimum 6 lat, idealnie wpisuje się w przedsięwzięcia inwestycyjne związane z jachtem i jego czarterem. Jako firma leasingowa od dawna funkcjonujemy na rynku jachtingu i mamy wypracowane praktyki postępowania. 

Jakie są jeszcze korzyści z leasingu?

Dzięki dostosowaniu okresu leasingu do prognozowanego czasu zwrotu inwestycji, raty leasingowe bezpośrednio spłacane są z dochodów uzyskiwanych z czarterów. Co więcej, stanowią one koszt podatkowy bezpośrednio dając tarczę podatkową dla przychodów z wynajmu.

Jeżeli firma leasingowa formalnie kupuje jacht, jeżeli rata w całości pokrywana jest z czarteru to wygląda na to, że przedsiębiorca nie ponosi żadnych faktycznych kosztów?

Nie do końca. Naszymi klientami są przedsiębiorcy na takim etapie rozwoju, że stać ich na podjęcie takiego wyzwania, którego istotnym elementem jest udział własny zwany opłatą wstępną. Wynosi pomiędzy 20 a 25 %. Czyli jak łatwo policzyć - przy jednostce za 500 tys. to wydatek ponad 100 tys. zł. Zakładamy, że zyski z działalności czarterowej powinny być wyższe niż raty leasingowe. A po zakończeniu spłat jednostka jest sporo warta, zakładamy, że między 50% a 60% wartości początkowej. Jacht możemy sprzedać lub dalej go czarterować już bez kosztów leasingowych. 

 

88
01/2018

Swoją przygodę zaczynał w czasach bigbitu i to w samej jego kolebce – w Sopocie. Zanurzył się w rocka, a potem w jazz.