BOMBA W GÓRĘ

Galopujące konie, finezyjne kapelusze i szansa na to, by fortuna sprzyjała podczas zakładów. Na sopockim Hipodromie przez dwa weekendy lipca były rozgrywane gonitwy koni wyścigowych. 

Sopocki tor wyścigowy to miejsce znane i doceniane przez amatorów gonitw. Wyścigi konne na trawiastej nawierzchni Hipodromu są tradycją starszą niż same miasto. Pierwsze gonitwy rozpoczęły się w 1898 roku i bardzo szybko stały się ważnym punktem w życiu kurortu. Od początku stały się piknikowym weekendem, podczas którego przy płocie toru można było zobaczyć całe rodziny.

FOLBLUTY, ARABY I KŁUSAKI

W tym roku rozegrano aż 28 gonitw. W maszynie startowej pojawiały się konie hodowane po to by się ścigać. Folbluty – rasa pełnej krwi angielskiej, określana jako najszybsza i najbardziej inteligentna na świecie. Do tego szczególnie wrażliwa, o czym nieraz przekonali się nawet najbardziej doświadczeni dżokeje. Były też araby, szybkie jak pustynny wiatr konie, o których wytrzymałości krążą legendy. 

Biegały kłusaki francuskie prowadzone przez powożących w sulkach sportowych, pędzące przez trawiasty tor głównie kłusem, którego tempo to ponad 50 kilometrów na godzinę. To wszystko w wyjątkowej oprawie powiewnych sukni, konkursu nietypowych kapeluszy, lornetek i tłumu na zabytkowej trybunie honorowej, z której najwygodniej było obserwować zmagania. Zupełnie jak w Ascott!

NA PADOKU

Nim bomba szła w górę wierzchowce można było zobaczyć na padoku. Prezentacja koni przez luzaków pozwalała grającym oszacować na kogo warto postawić. Zdarzało się, że pewniaki zawodziły. Czujne oko wytrawnych ekspertów eliminowało konie mocno pobudzone. Na nie nie warto stawiać, bo - jak tłumaczą dżokeje - ten typ najczęściej się spala i w samej gonitwie trudno oczekiwać cudów. 

Ważny jest trener, który prowadzi konia oraz dżokej, który go dosiada. Ci kontraktowani są na sam wyścig, więc nie ma mowy o więzi, czy systemie na to, aby wygrywać. Zdarza się, że po raz pierwszy dosiadają konia, więc często ich umiejętności weryfikuje nieprzewidywalność zwierzęcia. Gwiazdy wyścigowego świata zawsze można zobaczyć na najlepszych koniach i to, prócz statystyk, najważniejszy element, aby po wyścigu odebrać w kasie wygraną.

OD UCZNIA DO DŻOKEJA

Zawrotna prędkość, brak wspólnego treningu, ogromna adrenalina - to dzieje się podczas pokonywania kolejnej prostej. Dżokeje utrzymują równowagę w specjalnym siodle, które zasadniczo różni się od klasycznego do ujeżdżenia czy skoków. Niewielki kawałek skóry z popręgiem i bardzo krótkie strzemiona powodują, że jeździec stoi około pół metra nad siodłem. 

W drodze do zwycięstwa istotna jest waga zawodnika. Im lżejszy tym większa szansa, że w celownikach zamelduje się pierwszy. Niski wzrost, mniej niż 60 kg, waleczne serce i pasja do ścigania to predyspozycje, aby na wyścigowych torach zrobić karierę. Płeć nie gra roli, jednak trenerzy ze śmiechem przyznają, że amazonki są bardziej empatyczne w stosunku do koni, a jednocześnie mocniej zdeterminowane w wyścigu po sukces.  

SKARBONKA BEZ DNA

Zdarza się, że ten tor to początek zawrotnej kariery. Wielu Polaków ściga się nie tylko na najbardziej prestiżowych torach w Europie. Otworem czeka na nich Dubaj, gdzie nagrody i splendor pozwalają żyć prawie jak król, a przynajmniej lubiany i rozpoznawalny celebryta.

Dla właścicieli koni wyścigowych gonitwy to styl życia. Zakup konia, przygotowanie polegające na oddaniu w trening do stajni specjalizującej się w wyścigach, opieka lekarska i regeneracja to prawdziwa skarbonka bez dna. 

START MASZYNA

Endorfiny zaczynają się gdy koń wchodzi do maszyny startowej. To tu często rozgrywa się wyścig. Sopockie gonitwy są płaskie. Tempo około 600 – 700 metrów na minutę i chwila okrążenia toru w pędzie, która dla dżokeja bywa wiecznością. Marzą im się zwycięstwa w stylu legendarnego Secretariata. Najsłynniejszy folblut na świecie potrafił zdeklasować rywali o kilka długości.

83
08/2017

Jak kameleon. Tak określają ją internauci, którzy codziennie z ciekawością zaglądają na jej bloga „What Anna Wears”.