KRZYSZTOF SABISZ NA DACHU ŚWIATA

Czczony przez ludzi mieszkających u jego podnóża, wiecznie pokryty śnieżną czapą, Mount Everest - nieodparte wyzwanie dla himalaistów - wznosi się na wysokość 8848 metrów. Tyle dokładnie brakuje Krzysztofowi Sabiszowi do zdobycia Korony Ziemi, czyli najwyższych szczytów wszystkich kontynentów. Gdyński wspinacz już w połowie maja podejmie próbę zdobycia najwyższego szczytu ziemi. Będzie to dla niego pierwsza w życiu wyprawa w Himalaje. 

A tak szczytowy zaplanowany jest na 15 maja. To oczywiście przybliżona data, bo wszystko zależy od aury, ale akurat wtedy na Evereście otwiera się okno pogodowe i Góra Gór zaprasza do siebie. Nie jest to zaproszenie życzliwe, bardziej wyzwanie rzucone śmiałkom. Szczęście będą mieli ci najlepiej przygotowani, potrafiący przewidywać i właściwie szacować ryzyko. 

- Jest to mój pierwszy ośmiotysięcznik i w ogóle pierwsza wyprawa w Himalaje. Pierwotnie miałem jechać w przyszłym roku, ale nadarzyła się szansa już teraz, na dodatek mój organizm jest dobrze przygotowany, bo niedawno wróciłem z Masywu Wilsona na Antarktydzie. Postanowiłem spróbować, ambicji, woli walki na pewno mi nie zabraknie – mówi Krzysztof Sabisz. 

Gdynianin będzie się wspinał w 12. osobowej wyprawie. Jego partnerem będą m.in. Arkadiusz Babij i Szczepan Brzeski, którym też brakuje tylko Mount Everest do skompletowania Korony Ziemi. W zespole jest również Sylwia Bajek z Rzeszowa. 25-letnia studentka architektury chce zostać najmłodszą Polką na najwyższym szczycie świata. W tej samej wyprawie jest również gdynianka Hanna Brus. 

- Arek próbował zdobyć Mount Everest w zeszłym roku, ale na wysokości 7400 m n.p.m. dostał obrzęku płuc i musiał zrezygnować. To druga nasza wspólna wyprawa, wcześniej wspinaliśmy się razem na Aconcague. Z kolei z Sylwią i Szczepanem spotkaliśmy się między obozem IV a V na Alasce, podczas wspinaczki na Denali. Pochodzimy z różnych stron Polsk, a nasze drogi przecinają się na odległych górskich szlakach – mówi Krzysztof Sabisz.

Najpopularniejszymi drogami wejściowymi na Mount Everest są: South Col Route przez południowo - wschodni grzbiet z Nepalu, oraz North Col Route przez północno - wschodni grzbiet z Tybetu. Wyprawa Krzysztofa będzie szła tym pierwszym szlakiem. Każda trasa na Dach Świata to ekstremalnie niskie temperatury, lawiny, nagłe burze śnieżne, niestabilny grunt i kłopoty zdrowotne wynikające z wzrostu wysokości i spadku ciśnienia. 

Wspinaczka wiedzie przez tak zwaną strefę śmierci: - temperatury oscylują tam w okolicach -30 st. C, a ciśnienie atmosferyczne osobę niezaaklimatyzowaną pozbawiłoby przytomności w ciągu kilku minut. Nieodzowne jest wspomaganie się tlenem z butli. Wszechogarniające zimno, omamy, halucynacje, stany lękowe wywołane przez chorobę wysokościową – na to wszystko trzeba być gotowym wspinając się w strefie śmierci. 

Śmierć jest nieodłącznym elementem wspinaczki na najwyższą górę świata. Jest na wyciągnięcie ręki, w postaci dziesiątek zmumifikowanych przez wiatr i mróz zwłok tych, którym się nie powiodło. 

- Wiem, że muszę się na ten widok przygotować, ale nie wiem jak zareaguje moja psychika. Śmierć będąca tak blisko, tak realna z pewnością studzi głowę. Mówiłem, że nie zabraknie mi ambicji, ale też na pewno nie zabraknie mi zdrowego rozsądku. Kocham góry, kocham życie, mam dla kogo żyć, a góra przecież nie ucieknie. Nie mam zamiaru balansować na granicy ryzyka – deklaruje Krzysztof Sabisz. 

Pierwsze polskie wejście na Mount Everest było dziełem Wandy Rutkiewicz, która dokonała tego w 1978 roku, w dniu kiedy na papieża wybrany został Jan Paweł II. Kolejnym polskim akcentem w historii podboju Everestu, było pierwsze zimowe wejście (Krzysztof Wielicki, Leszek Cichy) w 1980 roku. Na zachodniej grani Mount Everest wydarzyła się również jedna z większych tragedii w polskim himalaizmie. Zespół w składzie: Andrzej Marciniak, Mirosław Gardzielewski, Andrzej Heinrich, Eugeniusz Chrobak, Mirosław Dąsal, Wacław Otręba spadł z lawiną. Przeżył tylko Andrzej Marciniak.

My trzymamy kciuki za Krzysztofa Sabisza i całą wyprawę. Za gdyńskiego wspinacza kciuki trzymają też firmy, które go wspierają: Welmax, która pokryła 30% kosztów wyprawy, Grupa Silikaty, która zafundowała bilety lotnicze, Revital Clinic, która dba o zdrowie Krzysztofa i regularnie dostarcza mu dożylne wlewy witaminowe, a także Trec Nutrition zapewniający suplementację diety.

79
04/2017

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Światła reflektorów wypaczają normalne życie.