Oskar Podolski Oesu
- z literą po bandzie

Czerń i biel. Sztuka i moda. Typografia i ukochany pies. Zaprojektował kilkaset logotypów, wiele kolekcji ubrań, tworzy plakaty, okładki, zajmuje się rebrandingiem, maluje obrazy i chyba nie ma w naszym kraju lepszego do niego specjalisty od liter. Poznajcie OESU, wyjątkowego artystę i projektanta z Gdyni. 

Za chwilę pokażesz światu autorską kolekcję ubrań, wystawa twojej twórczości objedzie Polskę, a ty sam – OESU – od trzech lat jesteś wierny Gdyni…

Decyzja o przeprowadzce nad morze była spontaniczna. Po wielu projektach w stolicy, kilku dużych sukcesach związanych z projektowaniem dla takich firm jak Interia, Heyah, Volvo, nadszedł czas idealny na odreagowanie i czyste wariactwo. Pewnie dlatego mając do wyboru pracę w prestiżowym studiu projektowym w Bahrajnie i nowe doświadczenia nad Bałtykiem, nie wahałem się zbytnio. Była zima, zostawiłem Warszawę, jeszcze z trójmiejskiej obwodnicy zaklepałem gdyńskie mieszkanie, które z opisu całkiem mi odpowiadało i zameldowałem się w Santi Diving.

To nowy brand w polskiej modzie?

Santi Diving to firma działająca w wyjątkowej branży – profesjonalnego sprzętu do nurkowania. I ma coś, co wyjątkowo mnie pociąga – heavy design, najdroższe materiały, hand made. Kolejne wyzwanie to powierzenie mi stworzenia całej nowej identyfikacji wizualnej firmy, od logo przez internet, do kolekcji dive i afterdive po najmniejsza metkę.

Sporo wyzwań...

A cel właściwie jeden – stworzyć najlepiej zaprojektowaną firmę nurkową na świecie. I nauczyć się pracy w swoim teamie, wspólnie wypracować takie modele, które odpowiadają wszystkim pod względem użytkowym i designerskim. Chyba nam wszystkim się udało. Sprzedaż wzrosła ponad dwa razy. I ludzie na całym świecie nurkują w naszym sprzęcie.

Sporo projektowania, pewnie mało czasu na malowanie, ale za to mogłeś trochę pofilmować?

Dzięki ekipie Santi, szczególnie dzięki Tomkowi Stachurze, wziąłem udział w ekspedycji „Santi – Odnaleźć Orła”. Na Morzu Północnym szukamy legendarnego polskiego okrętu podwodnego, razem z Januszem Susem i Grzegorzem Pastuszakiem dokumentujemy wszystkie działania.

„Challenge Santi” accepted, mogłeś wracać do domu…

Trójmiasto stało się moim domem. Tu zamieszkałem. Lokalne brandy zaczęły interesować się moją twórczością, stąd kolaboracja z Diverse i sygnowana kolekcja. A jak praca wymaga, to ruszałem w trasę Gdynia – Warszawa. Kilka godzin na autostradzie, kilka spotkań i znów kilka godzin w drodze do domu.

Coś wyjątkowego trzyma cię tutaj?

Wcześniej w Gdyni byłem tylko raz z rodzicami, i po latach na Openerze. Odkrywałem więc wszystko całkiem na świeżo. Krótko nazwę każde z miast tak: Gdańsk to przedsiębiorczość. Sopot naprawdę nigdy nie śpi. A Gdynia to teraz mój dom. Pokochałem to miejsce i moich ludzi obok.

Gdynia jest też warsztatem pracy. Zajmujesz się projektowaniem graficznym, projektowaniem marek, wzornictwem przemysłowym. Zajmujesz się brandingiem, jak w przypadku Santi, i rebrandingiem, jak chociażby w przypadku portalu Interia. Ale też projektujesz litery, tworzysz swoją typografię i coraz częściej malujesz. W końcu projektujesz modę, tworząc ubrania pod szyldem OESU. Nie miesza ci się to?

Staram się podzielić to sobie na cztery najważniejsze filary: malarstwo, wystawa, kolekcja ubrań, album poświęcony całej mojej twórczości. Ale i tak wszystko jest o mojej literze.

Wszystko, czyli też amerykański airstream (przyczepa campingowa – red.) z maszynami do szycia w środku, liczną ekipą, głównym krawcem, czyli Tailorem oraz tobą, jako autorem serii customizowanych ubrań „Levi’s by OESU”. Na Openerze zaroiło się od facetów i babek, które swoje stare 501-ki czy bluzy Levisa chciały poddać artystycznemu tuningowi. 

To bardzo przyjemne doświadczenie pracować bezpośrednio z taką marką jak Levi’s. Polska centrala i  szefowie z San Francisco zaaprobowali mój pomysł na customizowanie legendarnego modelu 501, a super zespół pomaga mi w trasie po Polsce pracować nad personalizowaniem tych ciuchów. Takie doświadczenia zawsze czegoś uczą. Wcześniejsza kolekcja dla Diverse, łącznie 84 projekty, dały mi siłę i wiedzę, jak walczyć o swoje – pilnowałem wszystkich krojów, doboru materiałów, nici, przepychałem rozwiązania nietypowe – jak użycie pianki zamiast bawełny i decydowałem, jak mają wyglądać opakowania. Na koniec wyreżyserowałem filmy dotyczące całej kolekcji.

Widziałem, niezły dym.

Na jednym planie spotkało się 60 osób, w większości kumpli. Dym był, bo jedni palili gumę na motocyklach, inni ćwiczyli drifting w swoich samochodach, a do tego goście na deskach, rowerach. Udało się pięknie, choć musiałem później odpowiedzieć za zniszczenia. To jednak nie ma znaczenia. Uwielbiam iść po bandzie i uwielbiam, kiedy inni idą ze mną po tej bandzie. Czasem chcę trochę spokoju na posiedzenie nad obrazem, ale trzeba iść dalej.

Spocznij na chwilę i opowiedz o obrazach. Mieszkanie i pracownia nie są ogromne, więc płótna są tu wszędzie. W przewadze litery, cyfry, symbole. 

Uwielbiam kodować moje rzeczy, to gra symboli i znaczeń, z którą budzę się i zasypiam codziennie. A przy tym forma, która jest wypadkową tego, co chcę powiedzieć . Zawsze musi być precyzyjna i odpowiednio zakomponowana.

FELA - ten kod odczytałem na jednym z twoich tatuaży. Ale było łatwiej, bo Fela, czekoladowa labradorka, siedzi z nami od początku rozmowy.

Jest ze mną w zasadzie zawsze, jeździmy razem, nie boi się dużych i małych produkcji. Plan, trasa, malowanie, a ona zawsze uśmiechnięta. To moja rodzina. Daje mi siłę.

Razem trafiliście na okładkę Label Magazine, co w przypadku Feli nie jest może jakimś wyczynem – widać, że to urodzona modelka. Ale już artysta ze swoim dziełem na okładce pisma poświęconego designowi to coś bardzo wyjątkowego?

Okładka i materiał wyszły super, czerń i biel, typografia i mój ukochany pies. To wielkie wyróżnienie. Cieszy, że tekst trafi nie tylko do polskich odbiorców, bo Label jest w wielu krajach na świecie.

Jeśli teraz nie opowiesz o sprawach najważniejszych, to już nam się nie uda. No więc, po pierwsze:

Po pierwsze, malarstwo. Najważniejsze są Litery, forma, minimal, czerń i biel. Chcę znaleźć dość czasu, by tworzyć i dość stworzyć, by zorganizować serie wystaw swoich prac. Z tym wiąże się moje „po drugie”, czyli wystawa. Mam nadzieję, że na przełomie 2016 i 2017 roku uda się ruszyć w trasę z bardzo obszernym wyborem dzieł – z zakresu malarstwa, grafiki, typografii, mody, designu, filmu. Myśl przewodnia to One: czyli jeden człowiek dużo może, oczywiście z udziałem przyjaciół, w otoczeniu, których pracuje mi się najlepiej. Myślę o trzech, czterech miejscach w Polsce i jednym gdzieś w świecie.

Po trzecie, kolekcja.

Właśnie. Również na początku 2017 roku powinienem przygotować całą kolekcję O.ESU™1_Oskar Podolski. Nie zdradzam nic. Sami ocenicie .

A po czwarte, album.

Kilkaset stron o literach, sztuce, myśleniu i tworzeniu. To nie będzie katalog moich projektów. To mają być opowieści o sprawach ważnych, które wpływają na moją twórczość. Taką sprawą, która na pewno będzie w albumie jest gdyńska Torpedownia. Nakręciłem tam film z kumplem, jest woda, wiatr, przyjaźń i ta niesamowita budowla. Patrzę na Torpedownię jak na symbol Gdyni, z którym nikt nie wie, co zrobić. I chciałbym oddać hołd temu miejscu, temu miastu. Dość prosty w przekazie, ale artystyczny w formie. Na jednej ze ścian, odwróconej w stronę Zatoki, chciałbym wymalować fluoroscencyjną farbą wielki napis I LOVE GDYNIA. Cała akcja zajęłaby pewnie czas od świtu do zmierzchu, można by to pokazać w Internecie na żywo. Jesteśmy przygotowani na takie wyzwanie od strony zabezpieczenia alpinistycznego i nurkowego. Mam nadzieję, że pomysł nie zniszczy uroku i mocy Torpedowni, a miastu da wyjątkowy nowy symbol.

Mówisz o kumplach, przyjaźni, sztuce, Gdyni, Trójmieście jak o bardzo ci bliskich sprawach. To na koniec zostało nam pytanie o sprawę, dla wielu, najważniejszą. Oskar, czy jesteś patriotą?

Powiem tak: Jeśli uszyję ciuch z metką OESU, to będzie on „made in Poland”. Tylko tyle i aż tyle.

 

Oskar Podolski OESU
Artysta. Projektant. Rocznik 1984, urodzony w Warszawie, mieszka w Gdyni. Zaprojektował kilkaset logotypów, plakatów, okładek (m.in. nagrodzona płyta ON Sławka Jaskułke). Stworzył własne marki odzieżowe AMB oraz OESU. W portfolio ma współpracę np. z Levi'sem, Adidas ,Volvo, Heyah, Interia, BMW, Diverse, TVN, HBO. Kocha litery - na kartce papieru, ekranie komputera, w druku, na ciuchach, na ścianie, chodniku, w tatuażu, wszędzie. 

 

71
08/2016

Czy może być coś bardziej szlachetnego niż bezinteresowna pomoc tym, których los potraktował okrutnie?