Na co komu Zoo?

Klatki, niewola i zwierzęta, spoglądające na nas przepełnionym smutkiem wzrokiem. To stereotyp. Dziś zoo to przede wszystkim miejsce służące ochronie gatunków i edukacji odwiedzających. O misji ogrodów zoologicznych i ich rzeczywistym przeznaczeniu opowiada dyrektor Zoo w Oliwie Michał Targowski.

Pani dyrektorze, skąd wziął się stereotyp, mówiący, że zwierzęta w Zoo są nieszczęśliwe? 

Jeszcze do niedawna, w latach 70., 80., a nawet w latach 90. ubiegłego wieku traktowano ogród zoologiczny jako zbór kolekcji zwierząt. Zwierzęta o ograniczonym wachlarzu zachowań, żyjące w ciasnych klatkach z mikroskopijnymi wybiegami. Taka była codzienność, choć i wówczas powstawały piękne i budowane z rozmachem miejsca. Dzisiaj wszystko służy temu, by zwierzęta czuły się jak najlepiej i żyły w warunkach, jak najbardziej zbliżonych do wolnościowych. Jednym z najważniejszych zadań ogrodów zoologicznych jest ochrona ginących gatunków i próba przywrócenia ich na wolność. Nie jesteśmy instytucją, która gromadzi, czy też kolekcjonuje zwierzęta jak znaczki, aby mieć te najrzadsze i nimi się chwalić. Ważne jest, aby przede wszystkim hodować te gatunki, które za kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat mogą po prostu zniknąć ze środowiska naturalnego. W zasadzie żadna inna instytucja, tak jak ogród zoologiczny, nie przyczynia się do ratowania ginącego świata zwierząt.  

Czy gdańskiemu Zoo udały się próby przywrócenia zwierząt na wolność? 

Tak! Wszystko zaczęło się od osłów somalijskich, gatunku którego na wolności w zasadzie już nie ma. Nasi podopieczni już od przeszło 5 lat biegają po Afryce. Oczywiście wszystko wymagało odpowiednich przygotowań, kwarantanny i okresów przejściowych, ale udało się. Nie zabrakło także rodzimych gatunków. Nasze rysie i żbiki trafiły do Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, który realizuje ministerialny program odnowy biologicznej gatunków. Zarówno samica żbika, jak i samica rysia z Gdańska, wydały już potomstwo, a to ogromny sukces. Podobnie nasza foka została wypuszczona do Bałtyku. Warto też wspomnieć, że w ubiegłym roku poleciały do Czadu nasze oryksy szablorogie. To również gatunek, którego praktycznie nie ma na wolności. W Czadzie już rodzi się potomstwo, choć oczywiście są to pierwsze, małe kroki i trudno mówić o odnowieniu gatunku na wolności. 

Czy sytuacja zwierząt na świecie rzeczywiście wygląda tak fatalnie, jak przedstawiają to media?

Degradacja jest potężna. Świat zwierząt afrykańskich, w tym słoni, antylop, czy nosorożców jest poważnie zagrożony całkowitym wyginięciem, a ich rzeź odbywa się na masową skalę. Funkcjonuje cały nielegalny rynek zbytu m.in. słynnych ciosów, mylnie nazywanych kłami, gdyż tak naprawdę są to siekacze. Dla odmiany w Indiach panuje na szczęście zupełnie kultura. Słoń to zwierzę zaprzyjaźnione z człowiekiem, robocze, które pomaga w codziennej pracy. Tam nie zabija się ich na tak masową skalę. Miałem okazję rozmawiać z osobami, które społecznie pracują w ośrodkach afrykańskich i zajmują się małymi słonikami. To bardzo trudne zajęcie. W takich rezerwatach gromadzi się młode słonie, które żyją w ogromnym i nieustającym stresie. Są to zwierzęta inteligentne, myślące, stąd gdy matka zostaje zabita, pozostaje malec, który nie wie, co powinien ze sobą zrobić. Opiekują się nimi więc wolontariusze, jednak słoniki czują się tam źle, bo bardzo tęsknią, przeżywają depresję, załamania, nie chcą jeść, a nawet umierają. Dlatego odbudowa stada jest tak trudna. W naszym Zoo zapewniamy słoniom m.in. zabawki w postaci szerokich pali i opon, piasek, którym uwielbiają się obsypywać oraz basen z wodą. Nasze warunki lokalowe – zbyt małe pawilony, nie pozwalają nam jednak na hodowlę tych zwierząt. Ciąża słonia trwa dwa lata, tym bardziej należy mu zapewnić idealne warunki.

Na koniec chciałam zapytać o kontrowersyjnego wydarzenie w USA, kiedy to goryl rzekomo zaatakował dziecko, które weszło na jego wybieg. W wyniku „akcji ratunkowej” zwierzę zastrzelono. 

Nie można oczywiście dywagować czyje życie jest ważniejsze. Zwierzę zastrzelono, by uratować dziecko. To jednak niezwykle rzadki gatunek, nie występujący już na wolności. Ten cenny osobnik stracił życie przez nieuwagę rodziców, którzy zdecydowanie powinni ponieść tego konsekwencje. Goryl nie jest zwierzęciem agresywnym. Kilka lat temu czytałem o przypadku, kiedy to dziecko również wpadło na wybieg i straciło przytomność. Wówczas przybiegła samica goryla i zaopiekowała się malcem, aż do momentu, gdy ten się nie ocknął. Następnie pracownicy zoo, uprosili ją, by oddała dziecko. Z tego, co wiem, tu sytuacja wyglądała dość podobnie, bo zwierzę również chciało ochronić chłopca przed wrzeszczącym tłumem.  

 

69
06/2016

Rodzice chcieli, aby został weterynarzem. On sam bardziej widział się w roli ekonomisty. Ostatecznie został żeglarzem.