Niegrzeczny kurort - Ischgl

Dziękuję Ischgl. To była prawdziwa eksplozja! - zwrócił się do tłumu pod sceną Elton John, który miał okazję wystąpić tu dwukrotnie. I w sumie słowo „eksplozja” z powodzeniem uznać można za podsumowanie wszystkiego, co wydarza się w bajkowej dolinie Paznaun. W marcowym wydaniu zabieramy was na narty i nie doszukujcie się w tym niczego zadziwiającego.

 

Wraz z pojawieniem się śniegu, życie mocno tu przyśpiesza, staje się nieco niegrzeczne. Rytm dnia i nocy wyznaczają imprezy, koncerty oraz różnorakie zawody. Zabawa trwa do maja, a jej uczestnicy doświadczają na własnej skórze, że w ośnieżonej krainie wszystko jest możliwe. Tak toczy się życie w Ischgl, jednym z najmodniejszych i najbardziej imprezowych kurortów w austriackim Tyrolu. 

LIFESTYLOWA METROPOLIA

Z wypowiedzeniem nazwy miejscowości wiele osób ma pewien kłopot, choć sam dźwięk słowa „Ischgl” na twarzach zapaleńców sportów zimowych wywołuje szeroki uśmiech. To miejsce, w którym après ski jest równie ważne, co samo śnieżne szaleństwo. A może i ważniejsze. Waśnie dzięki zabawie austriackie miasteczko, liczące zaledwie 1600 stałych mieszkańców, zyskało miano „lifestylowej metropolii Alp”. Na grzane wino lub sznapsa do dudniących głośną muzyką przybytków rozrywki tłumy wpadają po 16.30, tuż po zamknięciu wyciągów. Przychodzą do nich, a może bardziej zjeżdżają z gór, w pełnym rynsztunku narciarskim lub snowboardowym. 

Do barów prowadzą zadbane i eleganckie uliczki. Wokół pełno modnych sklepów. W butikach Prady i Diora stracić można małą fortunę. Na miejscu są też bary, kluby i puby, do których nie wypada przyjść w narciarskim stroju. Często potrzebna jest wcześniejsza rezerwacja. Tak jak w przypadku nowoczesnego klubu w hotelu Madlein, w którym swoje urodziny świętowała Paris Hilton, a wśród stałych gości są Victoria Beckham i Naomi Campbell. Kto chce zaoszczędzić nieco grosza, może z Ischgl wybrać się na wolnocłowe zakupy do Szwajcarii, do malowniczo położonej strefy wolnocłowej w Samnaun. 

ZIMOWA SCENA

Wszystko dobre, co się dobrze zaczyna. Gdy ponad alpejskimi szczytami rozbrzmiewa nagle głośna muzyka, oznacza to, że rozpoczął się sezon narciarski. I nie chodzi tylko o bary, w których podryguje się w rytm najnowszych hitów. Ischgl nie byłoby sobą bez rockandrollowego sznytu na stokach. Od lat próbuje przekonać swoich gości, że imprezowanie i narciarstwo z powodzeniem mogą iść w parze. Służą temu przede wszystkim słynne koncerty, jakie odbywają się w centrum miasta z okazji rozpoczęcia sezonu narciarskiego i na Wielkanoc. Jest jeszcze Top of the Mountain, osławiona muzyczna impreza kończąca sezon. 

Zimowa scena na wysokości 2300 m n.p.m w Idalp, w samym środku narciarskiej przestrzeni, gości największe światowe nazwiska. Na pierwszym Top of the Mountain w 1995 roku wystąpił Elton John. Później wśród gwiazd otoczonych przez ośnieżone szczyty znaleźli się Tina Turner, Sting, Deep Purple, Rihanna, Melanie C, Scissor Sisters, The Pussycat Dolls. W tym roku, 30 kwietnia, zimowy sezon zakończy koncert grupy Muse. Dla posiadaczy ważnych skipassów wstęp na wszystkie koncerty pod gołym niebem jest wolny. Podczas koncertów piwo i inne trunki leją się takimi strumieniami tak bardzo, że nazajutrz stoki są… idealnie puste. Warto to wykorzystać.

NARCIARSKA MEKKA

Chociaż Ischgl robi wszystko co może, by stać się symbolem niegrzecznego kurortu z pieprzykiem, to jest też aktywne, sportowe i przede wszystkim wyjątkowo atrakcyjnie narciarsko. Kochający zjazdy dostaną tu wszystko o czym marzą. Bezgraniczne białe szaleństwo odbywa się na bajkowo przygotowanych, szerokich trasach, w większości czerwonych i czarnych, choć i oślich łączek nie brakuje. Bramy tego raju otwiera zaś jeden karnet. Silvretta Arena (czyli zbocza nad Ischgl oraz leżącym za granią szwajcarskim Samnaun) to blisko 250 km tras wytyczonych pomiędzy 1377 a 2872 m n.p.m. 

Do tego dochodzą hektary powierzchni do jazdy terenowej, na których można bezpiecznie dawkować poziom adrenaliny i doświadczać, jak niebywałe możliwości ma Ischgl. Kto chce się o tym przekonać, w góry powinien się wybrać się z miejscowym przewodnikiem, który zna tutejsze zakamarki. Pod skrzydłami takiej osoby zjazd po tzw. ski routes, czyli oznaczonych, ale nieprzygotowywanych i niepatrolowanych trasach, staną się prawdziwą przygodą. To kolejny dowód na to, że Ischgl to prawdziwie alpejska stacja z ofertą nie tylko dla narciarzy rozrywkowych.

NARTY WIOSNĄ

Kiedy zima mija, nadchodzi czas na wiosenne zjazdy. Większość nartostrad leży powyżej 2 tys. metrów, więc o śnieg nie należy się martwić. Co więcej, pod koniec sezonu jest największa szansa na zakosztowanie firnu, czyli śniegu-marzenia każdego narciarza. Występujący wyłącznie wiosną firn powstaje w efekcie dużych różnic temperatur pomiędzy dniem i nocą. Jest bardzo szybki, ponieważ drobiny lodu działają jak łożyska kulkowe, a jednocześnie przyczepny, w odróżnieniu od gładkiego lodu. Najlepiej sprawdza się rano i późnym popołudniem, gdy temperatura spada poniżej zera. 

Bywa też, że nawet gdy kończy się kwiecień, tu wciąż pada śnieg, a ratraki ledwo nadążają z wygładzaniem metrowych zasp. Poza tym po zachodzie słońca zabawa na świeżym powietrzu się nie kończy. Kiedy już zapadnie zmrok, przy górnej stacji gondoli Silvretta otwierany jest tor saneczkowy, jeden z najdłuższych w Alpach. Siedem kilometrów szalonego nocnego zjazdu prosto do Ischgl może być równie emocjonujące co poranne szusowanie po nieskazitelnym sztruksie. 

CHWILA CISZY

Co jednak zrobić, jeżeli hałas rozrywkowego Ischgl jest nie na nasze nerwy, ale nie chcemy rezygnować z bezgranicznej przyjemności szusowania? Jest na to proste lekarstwo. Wystarczy wybrać pozostałe, kameralne kurorty w dolinie Paznaun: Kappl, See lub wyjątkowo urokliwy Galtur. To kolejne perełki imponującej krainy górskich szczytów. Wszystkie aspirują do tego, by stać się urzeczywistnieniem narciarskich marzeń. Idealny rodzinny urlop to motyw przewodni tych sielskich zakątków. Za wypoczynkiem tu przemawiają też konkurencyjne ceny. Kameralne, ale też wytworne hotele i przytulne restauracje nie rujnują kieszeni. Ceny mogą być nawet połowę niższe niż w oddalonym pół godziny drogi Ischgl. 

Poza tym wypoczywa się tu bez uciążliwych kolejek i bez długich czasów oczekiwania do wyciągów. W Kappl-Sunny Mountain wytyczone zostały trasy zjazdowe marzeń. Czy nie brzmi to wspaniale? A jeśli ktoś poczuje przesyt nartami i zechce na chwilę od nich odpocząć, może poczuć wiatr we włosach na tutejszym torze saneczkowym. Nocne szaleństwo dorosłych zamienia w rozradowane dzieci.  Równie wiele emocji przynoszą wędrówki w rakietach śnieżnych albo romantyczne przejażdżki saniami konnymi.

PROSTOTA Z CERTYFIKATEM

Na stokach w szybach restauracji odbijają się okoliczne trzytysięczniki. Wewnątrz na narciarzy czekają jeszcze większe doznania. „…Hmmm, tyrolskie ciasteczka? Rzadko mam okazję jednocześnie do takiej wspaniałej uczty i do tak znakomitego widoku panoramicznego!” - zwierzył się Dieter Bohlen po wizycie w jednej z tutejszych górskich chat. W całej dolinie Paznaun  łatwo dać się oczarować menu kuszącym przysmakami z regionu i międzynarodowymi specjałami z całego świata. Trudno się dziwić, że w swej najnowszej edycji Gault Millau uznał Ischgl za kulinarny hotspot regionu alpejskiego i do elity zaliczył pięć tutejszych restauracji, które łącznie odznaczone zostały 12 czapkami przewodnika. 

Natomiast od 2007 roku cała dolina Paznaun oznaczona jest marką „Region Dobrego Smaku”, chroniącą tradycję i kulturę oraz ukazującą, że turystyka i rolnictwo są tu ze sobą powiązane w szczególny sposób. Nie można stąd wyjechać bez spróbowania Kaiserschmarrn, knedli, pączków z wędzonki, boczku, kiełbasy, miodu czy najprawdziwszych tyrolskich serów z mleka miejscowych krów, w tym słynnego Paznauner Almkase, górskiego sera z Paznaun. W sercu tyrolskich Alp najprostsze dania smakują wyjątkowo.

 

66
03/2016

Samochodziki matchboxa, klocki Lego, jeansy Levis, papierosy Marlboro, czy whisky Johny Walker.