Maciej Grenda - Przystojny, zdolny, pokorny

Na scenie wulkan energii i pewności siebie, w życiu codziennym skromny, pełen pokory 28-latek z głową pełną marzeń. Jest przystojny, dobrze zbudowany, świetnie gra na gitarze i jeszcze lepiej śpiewa. Na dodatek potrafi wykonywać przyprawiające o zawrót głowy akrobacje na rowerze. Szerszej publiczności dał się poznać dzięki występowi w ostatniej edycji programu The Voice of Poland. Gdynianin Maciej Grenda podbił serca Polek z Edytą Górniak na czele. 

Telewizja wypromowała cię jako zarozumiałego przystojniaka. Masz wielu sympatyków, ale też wielu przeciwników. Martwisz się tym, co mówią inni?

Nie spodziewałem się, że będę taki obojętny na krytykę. Staram się w ogóle nie czytać komentarzy i nie przejmować się nimi. To jest totalna strata czasu. Wolę ten czas poświecić na swój rozwój i dalszą naukę. Gdyby skrytykował mnie jakiś autorytet, to na pewno bym to przemyślał i być może zmotywowałoby mnie to pracy. Przykładem jest to, że pamiętam każdą uwagę Andrzeja Piasecznego po naszych warsztatach w programie The Voice of Poland. Jednak w momencie, gdy wypowiadają się na mój temat osoby, które nie mają pojęcia o muzyce, które siedzą przed komputerem i ich jedynym zajęciem jest krytykowanie innych, to dlaczego ma mnie to dotykać? 

Nie przeszkadza ci ta etykieta zarozumiałego przystojniaka?

Na początku mi przeszkadzała. Bałem się, że faktycznie będę budował wizerunek tylko na wyglądzie, który i tak zawsze uważałem za przeciętny. Teraz zastanawiam się, czy jest w tym coś złego, jeśli później, wydając swoją płytę, udowodnię, że stworzyłem naprawdę dobry materiał. Wydaje mi się, że wizerunek stworzony przez telewizję i świetna jakościowo płyta, to będzie mieszanka, mająca szanse wybić się na naszym polskim rynku muzycznym. Zdaję sobie sprawię, że wokalnie nie jestem jeszcze najmocniejszy, ale wiem też, że nadrobię zaległości i wtedy będę miał już dwa atuty.

Od jaka dawna interesujesz się śpiewem, muzyką? 

Śpiewem zainteresowałem się niecałe 2 lata temu. Wcześniej grałem wyłącznie na gitarze. Próbowałem śpiewać, niestety ciężko było mi się zgrać z instrumentem. Myślałem, że jest to wrodzona umiejętność, której ja nie posiadam. Jednak zacząłem ćwiczyć i usłyszałem pierwsze efekty.

Chodziłeś na jakieś lekcje?

Nie, nie mam wykształcenia muzycznego, nie pobierałem też żadnych lekcji.  Jestem samoukiem. Zdeterminowanym samoukiem. Często nagrywałem się w samochodzie oraz w domu na dyktafon mimo, że nienawidzę słuchać swojego głosu. Nagrania te umożliwiły mi porównywanie się do innych artystów, co pozwoliło mi nabrać słuchu muzycznego. 

Grasz również na ulicy. 

Zgadza się. Na precastingu do programu The Voice Of Poland zjadła mnie trema, dlatego zacząłem grać na ulicy, aby nabrać pewności siebie przed występami przed szerszą publicznością. Bardzo mi to pomogło, choć trzydniowe granie na sopockim Monciaku tuż przed przesłuchaniami w ciemno doprowadziło do tego, że bardzo zmęczyłem gardło. Było to słychać w programie. Brak doświadczenia niestety zrobił swoje. 

Występ na przesłuchaniach w ciemno w The Voice of Poland był twoim pierwszym występem na scenie, a miałeś taką pewność siebie i energię, że wyglądało jakbyś robił to już setki razy. Prawdziwy showman. 

To był spontan. Początkowo miałem występować z gitarą, ale w ostatniej chwili ją odłożyłem. Mój stan zdrowia był tak zły, że uznałem, że nie ma co kombinować z gitarą, tylko trzeba wziąć mikrofon w dłoń i się dobrze bawić. Mówiąc szczerze, to było mi wszystko jedno, co się wydarzy. Nie byłem zadowolony z mojego wstępu, słyszałem tylko krzyk, fałsz i brak oddechu. Nie spodziewałem się więc, że któryś jurorów się odwróci.

Ale się odwrócili. Najpierw byłeś w drużynie u chłopaków z zespołu Afromental. Później odpadłeś podczas bitew i zostałeś „ukradziony” przez Andrzeja Piasecznego. Jak oceniasz swoich trenerów?

Ocena ich jest bardzo zależna od etapu, na którym się znajdujesz w programie. Z etapu na etap liczba uczestników zmniejsza się i to praktycznie o połowę. Inaczej trenerzy podchodzą do grupy 25 osób, inaczej do 12, a jeszcze inaczej do 3. Tak samo więc z chłopakami, jak i z Andrzejem Piasecznym bardzo dobrze mi się współpracowało, z tym że ten drugi mógł więcej uwagi poświęcić uczestnikowi.

Kto cię wspierał?

Z etapu na etap miałem coraz większe wsparcie, praktycznie z każdej strony. Najważniejsze jednak było dla mnie wsparcie rodziców, którzy na początku bardzo we mnie wątpili. 

Dlaczego?

Udział w programie uważali za zwariowany pomysł i zupełnie niepotrzebny w moim życiu. Gdy jednak zaczęli dostawać telefony od rodziny oraz znajomych i gratulacje, to spojrzeli przychylniejszym okiem i mocno mnie wsparli.

Z zawodu jesteś  grafikiem. Zajmujesz się fotografią i marketingiem internetowym. Z czym wiążesz swoją przyszłość?

Zajmowałem się. Bardzo lubiłem to robić, aczkolwiek rynek w tej branży jest bardzo trudny. Będąc zmęczonym ciągłym siedzeniem przy komputerze, zarywaniem nocy przez projekty, pomyślałam, że to ostatni moment, aby się wyrwać i zrobić coś szalonego przed trzydziestką. Stąd pomysł udziału w programie. Nie spodziewałem się jednak, że będzie on dla mnie tak długi. Myślałem, że zakończę swoją przygodę z The Voice Of Poland, gdzieś na początku października. Częste wyjazdy nie pozwalały mi na znalezienie stałego zatrudnienia. Planowałem nawet wyjazd do Norwegii. Ale nie wyszło (śmiech).

Ale nie żałujesz?

Nigdy nie będę żałował udziału w tym programie, ponieważ poznałem niesamowitych ludzi, zdobyłem ogromne doświadczenie i dzięki temu obrałem nowy kierunek w życiu.

Jakie masz zatem plany na przyszłość?

Zamierzam przeprowadzić się do Warszawy i tam pobierać lekcje emisji głosu. Chciałbym również podciągnąć się w grze na gitarze, zacząć naukę od teorii, bo takiej wiedzy mi wciąż brakuje. Najważniejszą jednak dla mnie sprawą jest wydanie dobrego singla. Program umożliwił mi poznanie tak wielu niesamowitych ludzi związanych z branżą muzyczną, którzy już wstępnie wykazali chęć współpracy ze mną, że grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Czuję się jakbym wygrał los na loterii, ale wierzę również, że to skupienie na wyznaczonym celu prowadzi mnie właśnie taką drogą. Wpadłem też na pomysł założenia sklepu internetowego instashop.pl z różnymi fajnymi gadżetami, artykułami wystroju wnętrz, opatrzonymi motywującymi sentencjami. Lubię takie rzeczy. Motywujące hasła mają na mnie bardzo duży wpływ, mobilizują mnie do działania.

A czym się interesujesz poza muzyką?

Na BMXie jeżdżę już od 14 lat. Kocham to i będę to robić dopóki zdrowie mi na to pozwoli. Jazda na BMXie zawsze dostarczała mi dużą dawkę adrenaliny i uczyła mnie łamać moje bariery psychiczne. Przyszedł jednak taki moment w życiu, że nie muszę już wykonywać śmiertelnie niebezpiecznych trików, aby wciąż to kochać. Czasami lubię po prostu zostawić samochód, wskoczyć na rower i przejechać się przez centrum. Zacząłem szukać innej pasji, której będę mógł się poświęcić w 110% przez kolejne lata. Musi ona dostarczać mi równie tyle emocji co BMX. Śpiewanie na scenie na pewno jest czymś takim. Oprócz tego zajmuję się też swoim blogiem. Nie po to, aby zostać modnym blogerem czy szafiarzem, bo zupełnie mnie to nie interesuje, ale po to, aby zainspirować młodych ludzi do tego, aby podobnie jak ja, odważyli się postawić wszystko na jedną kartę i podążać za marzeniami. Naprawdę warto.

Jesteś też modelem.

Nie, nie jestem, a przynajmniej nie czuję się modelem. Co prawda jestem pod skrzydłami jednej agencji, a nawet dostałem zaproszenie do udziału w TopModel, ale ja szukam po prostu dodatkowych źródeł dochodu, aby móc dalej poświęcać się muzyce.

Po występach i innych obowiązkach siły regenerujesz u babci?

Tak, moja babcia jest ogromnym wsparciem dla mnie. Jest moją drugą, a czasami nawet pierwszą mamą, bo to ona wychowała mnie i mojego starszego brata, podczas gdy nasi rodzice ciężko pracowali. Staram się regularnie ją odwiedzać i robić wszystko, żeby czuła, że zawsze może na mnie liczyć.

A jakiej muzyki słuchasz?

To zmienia się z tygodnia na tydzień. Poznając tylu nowych ludzi, poznaję również muzykę, mniej znanych mi dotąd artystów. Wciąż odkrywam siebie i swój gust muzyczny. Np. od wczoraj nie może mi wyjść z głowy zespół Poluzjanci i wokal Kuby Badacha. Zdecydowanie muszę zacząć słuchać więcej polskiej muzyki. 

 

64
01/2016

Otwarta, ambitna i - jak mówi o sobie - na co dzień trochę roztrzepana, ale jak trzeba bardzo dobrze zorganizowana.