Wszystkie wdzięki Dubrownika

W Dubrowniku wszystko poukładane jest jak w szkatułce. Bardzo wytwornej szkatułce. Każdy detal ułożony jest tu, niczym oszlifowany na błysk diament. To nowoczesne i eleganckie miasto, pełne luksusowych hoteli i drogich butików, idealne dla miłośników glamouru. Warto tu przyjechać i choćby na chwilę wyjść z roli etatowego turysty.

Perła Adriatyku, tak się mówi o tym mieście. I nie ma w tym określeniu odrobiny przesady. George Bernard Shaw już sto lat temu stwierdził jasno: "Ci, którzy szukają raju na ziemi, powinni przyjechać do Dubrownika". Ja dodałabym jeszcze, że powinni tu przyjechać amatorzy piaszczystych plaż, przejrzystej wody, wspaniałej architektury i dobrych restauracji.

W DRODZE DO CELU

Miasto z trzech stron otacza morze. Kiedyś w tym miejscu znajdowała się wyspa Lave, ale z czasem połączono ją z lądem, tworząc spory półwysep wrzynający się w błękitną toń Adriatyku. By to wszystko zobaczyć, do Dubrownika najlepiej jechać wiosną, gdy na Stradunie (główna ulica), nie ma tłumu turystów, a miejscowych nie ogarnia jeszcze letnia gorączka pieniądza. 

Dotrzeć można autostradą, albo krętą, prowadzącą samym wybrzeżem Jadrańską Magistralą. Podróż samochodem, choć dłuższa, jest dużo atrakcyjniejsza niż samolotem. W drodze do celu przedsmakiem są malowniczo położone miasteczka. Omiš, Trogir, Split z wielkim urokiem prezentują swoje niezmienione od średniowiecza wdzięki. 

Jest też Korčula, nazywana małym Dubrownikiem. Wygląda jak filmowa dekoracja lub wyrastająca z lazurowego morza fatamorgana. Droga prowadząca do Dubrownika jest kręta, jednak nagrodą za trud jej pokonania, jest nieprawdopodobna panorama. Nagie skały przeglądają się w pełnym życia, krystalicznie niebieskim morzu, ostro odcinając od błękitu nieba. Od Splitu rozciąga się, jak uważa wielu, najpiękniejszy pas wybrzeża Chorwacji i całego Adriatyku. Ukoronowaniem podróży jest oczywiście Dubrownik.

W CISZY I SPOKOJU

Gładki bruk i eleganckie pałace to znaki rozpoznawcze miasta. Wapienne domy, ściśnięte pasem solidnych murów obronnych, szczelnie wypełniają stare miasto. Stradun, główną ulicę miasta, wyłożono piaskowcem. U jednego krańca zwieńczona jest wznoszącą się na 31 m kamienną wieżą zegarową. Z drugiej strony znajdziemy otoczoną wianuszkiem turystów okrągłą Wielką Fontanną Onufrego z 1438 r. To niegdysiejsze źródło wody dla mieszkańców, jest jednym z symboli Dubrownika. Legenda mówi, że jeśli napijemy się wody ze wszystkich kranów fontanny, a potem wypowiemy życzenie, niechybnie się ono spełni. 

Tuż obok fontanny znajdziemy klasztor św. Klary. Klaryski od XIII wieku prowadziły tutaj edukację dla dziewcząt, sierociniec dla dzieci porzuconych i z nieprawego łoża, jeden z pierwszych domów dziecka w Europie. Franciszkański klasztor wraz z najstarszą, istniejącą od 1317 roku, apteką w Europie i przepięknymi krużgankami przy wejściu stoi nadal nienaruszony. Na końcu Stradun znajdziemy słynny pałac Sponza z XVI wieku. Na szczęście wiosną starówka cieszy przestrzenią, a brak samochodów na starym mieście potęguje wrażenie spokoju. Już wtedy loggie i tarasy domów obrośnięte są kaskadami purpurowych i pomarańczowych bugenwilli, białych i różowych oleandrów. Gdzieniegdzie wystrzeliwują w niebo smukłe cyprysy. Jak w raju.

WYSPA MIŁOŚCI

Stradun pełna knajp i ogródków stanowi kręgosłup Dubrownika. Obecnie, przez jedną z kilku bram, można wejść do miasta bez żadnych przeszkód, ale przed laty wszystkie bramy były pilnie strzeżone przez miejscowych rycerzy. Dzięki murom chroniącym Dubrownik ze wszystkich stron, miasto dawniej pozostawało niezdobyte. Dziś mury miejskie pełnią rolę praktyczną: turyści mogą po nich obejść starówkę. Wysokie na 25 m są dobry punktem obserwacyjnym dla miejskich uliczek z ciasno usytuowanymi kamienicami i bramami. 

Dobrze też stąd widać pobliską Lokrum, Wyspę Miłości, na której kryje się rezerwat przyrody. Ryszard Lwie Serce, który wracając z jednej z wypraw krzyżowych, rozbił się właśnie na brzegach pobliskiej wysepki, w podzięce za ocalenie kazał wybudować dubrownicką katedrę.

Łatwo ją odszukać, zresztą jak niemal wszystkie zabytki skupiające się wewnątrz niewielkiego powierzchniowo starego miasta, którego sercem jest kolumna Orlanda. Legenda mówi, że jest ona darem rycerza Rolanda (tego z Pieśni o Rolandzie), który zanim zginął w bitwie z Saracenami, będąc przejazdem, bronił Dubrownika przed najeźdźcami. 

BURZLIWA HISTORIA

Nazwa Dubrownik została przyjęta dopiero w 1909 roku, za panowania austro – węgierskiego. Według niedawnych odkryć archeologicznych, pierwsi ludzie pojawili się tu ok. VI wieku, jednak wszystko co ważne dla miasta, szczególnie jego szybki rozwój, miało miejsce w XV wieku. Wtedy niepodległa Republika Dubrownicka przeistoczyła się w najpoważniejszego rywala Wenecji na adriatyckich wodach. Nie obyło się bez dramatycznych w skutkach wydarzeń. Na losach Dubrownika zaważyło choćby trzęsienie ziemi w 1667 r., podczas którego miasto uległo znacznemu zniszczeniu, a ponad 5 tys. osób, czyli trzy czwarte mieszkańców, zginęło. 

Później Dubrownika nie omijały zawieruchy polityczne. Pierwsi turyści zaczęli przybywać tu, gdy kongres wiedeński podporządkował miasto Austrii, które pod jej zarządem pozostawało do końca I wojny światowej. Spragnieni słońca przyjeżdżali tu również, gdy po II wojnie światowej Dubrownik był częścią ówczesnej Jugosławii. Wraz z Chorwacją, po rozpadzie Jugosławii, miasto przeszło wojnę z Serbią i Czarnogórą. Od października 1991 r. do maja 1992 r. przetrwało siedmiomiesięczne oblężenie połączone z ostrzałem artyleryjskim. Zginęło wtedy ponad 3 tys. ludzi, a ok. 20 tys. mieszkańców straciło dach nad głową. Stare miasto zostało w niemal 70 proc. uszkodzone, na szczęście szybko odzyskało dawny blask. 

BEZPIECZNA PRZYSTAŃ

W porcie delikatnie kołyszą się kolorowe łódki. Docierając tu, w nagrodę można delektować się morską bryzą, popijając dalmatyńską malwazję. Przy spokojnym morzu w pobliżu klifów zatrzymuje się wiele jachtów, załogi z dryfujących jednostek skaczą do wody i podziwiają stumetrowe podwodne skały, pionowo ginące w wielkim błękicie. Żeglowanie po wodach Chorwacji jest niesamowitą przygodą. Chorwacja dysponuje prawie 6 tys. km linii brzegowej, oszałamiającą liczbą wysp, wyśmienitych zatoczek i dostępem do ciepłych wód Adriatyku. Sam Dubrownik zawsze uważany był za bezpieczną przystań osłoniętą przez otaczające go wyspy. Jego starówkę o każdej porze dnia obserwować można od strony morza. 

Restauratorzy na Polaków reagują niemal entuzjastycznie, wyciągając zza pleców menu w naszym języku. W Chorwacji turyści ostrzą sobie zęby przede wszystkim na ryby i owoce morza, których wszędzie tu pod dostatkiem. Krewetki, langusty, ostrygi, mule i kalmary, przyrządzane są najczęściej na grillu. Do wyboru też plejada świeżych ryb: dorady, sole, barweny, makrele. Pasuje do nich aromatyczne białe wino. Z restauracji, barów, karczm buchają na ulicę aromaty miejscowej kuchni. Wszystko razem wzięte daje nierealną wręcz atmosferę. Mozaikowość barw, widoków i zapachów to cecha charakterystyczna  tego miejsca.