Między bielą a błękitem

W to miejsce wpisany jest podszyty tajemnicą i pięknem krajobrazu magnetyzm, który niejednemu każe tutaj wracać. A już z całą pewnością rozmyślać o powrocie, z wyrysowaną przed oczami niebieską kopułą świątyń na tle połyskująca bielą zabudowań. Każdy widział ten obrazek. Przecież to Santorini reklamuje najczęściej niepowtarzalne greckie wakacje. 

Gdy u nas jesień wita nas pluchą i zamieciami, na południu Europy ciągle świeci słońce. Jest ciepło, czyli śmiało można powiedzieć, że lato trwa w najlepsze. Jednak przy wyborze dobrego kierunku na wypoczynek liczy się nie tylko wyjątkowa aura. Dobrze by było, żeby razem z nią szła gościnność gospodarzy i jakiś bliżej nieopisany czar.

MIEJSCE MITYCZNE

Dokąd pojechać, żeby temperatury rozpieszczały, ale przy okazji aby było urzekająco? Może gdzieś, gdzie można zanurzyć się w wypełnione upałem uliczki miasteczek na Cykladach, jednym z największych greckich archipelagów? Niewielkie wysepki w tym rejonie liczy się w dziesiątkach. Spośród kilkudziesięciu z rozsianych po Morzu Egejskim między Peloponezem a Kretą, biało niebieska Santorini wydaje się najlepszym celem. Przyciąga między innymi chęć zobaczenia przejrzystego morza we wszystkich odcieniach błękitu kontrastującego z jasno wykończonymi budynkami i czarnymi poszarpanymi skałami spadającymi pionowo w rozszumiane fale.

Poza swoim urokiem, wyspa może poszczycić się dość niesamowitą historią i tym, co się jeszcze może wydarzyć. Na przestrzeni dziejów zmieniali się jej władcy, a co za tym idzie, również nazwy tego niewielkiego skrawka lądu. Od wieków Santorini istniała w zbiorowej świadomości jako miejsce mityczne. Najstarsza znana jej nazwa to Strongile – Okrągła, później Kalliste – Najpiękniejsza, później Thera – na cześć syna tebańskiego herosa. Jednak najbardziej popularna i używana obecnie to Santorini. Słowo to pochodzi z czasów bizantyjskich i kojarzone jest z imieniem patronki wyspy, świętej Ireny.

TYKAJĄCA BOMBA

Gdy zmieniały się jej nazwy, wyglądała zupełnie inaczej. Dziś to właściwie szczątki dużej wyspy. O dawnym wyglądzie przypominają słynne czarne plaże i monumentalne urwiska, będące świadkami kataklizmu, który przed wiekami doprowadził do zapadnięcia się pod wodę jej znacznej części i nadania jej obecnego kształtu. Jedna z legend przekonuje, że właśnie Thira była mityczną Atlantydą. Trudno na ten temat dyskutować, choć wiemy z pewnością, że przed kataklizmem ok. 1600 r. p.n.e., wyspa była kwitnącym ośrodkiem kultury minojskiej.

Samą erupcję wulkanu uznaje się za najpotężniejszą w historii naszego globu. Pogłos detonacji podobno czterokrotnie obiegł kulę ziemską, a fala tsunami, jaką wywołał wybuch, miała zdaniem naukowców 200 metrów wysokości. Pył wulkaniczny, który wzniósł się na wysokość ponad 30 km, zasypał nie tylko okoliczne wyspy, ale dotarł nawet do Grenlandii. Wybuch, któremu przypisuje się moc 4 bomb atomowych dosłownie rozerwał wyspę na strzępy. Środkowa część wyleciała w powietrze, puste miejsce wypełniło morze i tak powstała słynna kaldera (rozległe zagłębienie), uważana za największą i najpiękniejszą na świecie. Kto wie, co się wydarzy dalej. Spodziewać się można wszystkiego, bowiem wulkan nie wygasł, a naukowcy od czasu do czasu straszą, że bajeczna Santorini wkrótce może przestać istnieć, bo potwór właśnie budzi się do życia.

GRECJA Z POCZTÓWKI

W czasach nowożytnych Santorini przez lata była głownie wyspą żeglarzy i marynarzy. Kilkadziesiąt lat temu pokochali ją artyści. Za poetami, malarzami i rzeźbiarzami, zaczęli przybywać turyści. Tłumy turystów. Najczęstszym celem przyjeżdżających tu jest niemal zawieszona na klifie stolica Santorini – Fira. To tu znajduje Stary Port (Old Port), w którym wielkie wycieczkowce nie mogą dobijać do samego brzegu, a turystów na ląd dowozi się niewielkimi łódkami. Z portu do miasta dostać się można na trzy sposoby – kolejką, pokonując samodzielnie drogę, na którą składa się 600 schodów lub wybierając grzbiet osła wspinającego się po tych samych schodach.

Dobrze jest tu choćby na kilka godzin zgubić się w zaułkach, by w spokoju poczuć jego prawdziwy urok poza głównymi ulicami, na których jest zbyt wiele blichtru. Urzeka tu wiele, choć najbardziej spektakularne krajobrazy kryją się na północnym krańcu wyspy, w Oia. Szczególnie, kiedy nasączone światłem późnego popołudnia powietrze zaciera granicę między niebem a morzem. Setki ludzi przyjeżdżają tu tylko po to, by podziwiać niewiarygodny zachód słońca. Poza tym Oia jest najczęściej fotografowanym miejscem na całej wyspie. Właśnie stąd pochodzi większość znanych nam pocztówek i zdjęć przedstawiających nie tylko Santorini, ale też całą Grecję. To tu znajdziemy słynną niebieską kopułę kościoła pod wezwaniem Św. Mikołaja, patrona rybaków, oraz równie słynny wiatrak znajdujący się na samym końcu miasteczka, tuż nad klifem.

DO KNAJPKI I NA PLAŻĘ

Fira czy Oia to oczywiste tutejsze szlagiery, których walorów nikomu nie trzeba zachwalać. To też najbogatsze miasta, gdzie przepych i bogactwo dostrzec można niemal na każdym kroku. Co się stanie, kiedy postanowimy uciec z tych bajecznych miejsc? Dalej malownicza trasa prowadzi z Oia wzdłuż klifów, ku sercu wyspy. Warto wybrać się na taką wycieczkę, by trafić do miejsc, w których słychać tylko granie cykad i czuć zapach dzikiego tymianku, a przydrożne knajpki z stolikami w kolorze wody i kraciastymi obrusami, serwują domowe wino. O słodkim vinsanto z suszonych na słońcu winogron powiedzieć można tylko, że jest jedyne w swoim rodzaju.

Podróż przez wyspę, która liczy 76 km kw., ma długość 18 km, szerokość 2-6 km, nie zajmuje dużo czasu. Choć pamiętać musimy, że cała Santorini składa się z Thery, głównej wyspy w kształcie podkowy, mniejszych: Therasii i Aspronisi oraz 2 wysepek w kalderze: Palea Kameni i Nea Kameni, z kraterem wulkanu. Po nacieszeniu oka widokami na wszystkie okoliczne wyspy, warto zainteresować się plażami, na których okrągłe kamyki stukają o siebie, wprawiane w ruch najmniejszą falą. Raj mają tutaj też windsurferzy.

WYRAZISTE SMAKI

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że w Grecji podczas wakacji można nie tylko odpocząć, ale także dobrze zjeść. Najlepiej tam, gdzie miejscowi. Ulubionym miejscem ich spotkań jest kafenion. Tam starsi mężczyźni spędzają całe dnie nad filiżanką kawy bądź szklaneczką ouzo, grając w planszową grę tavli. W dzień bez problemów można się do nich przysiąść, nawet zagrać partyjkę. Wszystko zmienia się wieczorem. Bo prawdziwa tawerna ożywa po zachodzie słońca i wtedy niełatwo znaleźć w niej miejsce. Grecy są narodem o bardzo silnych więzach rodzinnych, dlatego nie dziwi nikogo, że wielopokoleniowe rodziny przychodzą wspólnie, by zjeść razem wieczorny posiłek. Jest gwarno i smacznie. W tygodniu biesiadowanie kończy się zwykle ok. 22. W weekendy tawerny tętnią życiem do rana.

Co pojawia się na stole? Oczywiście feta, świeże pieczywo i wino – wstęp do greckiej kuchni. W greckim jadłospisie zawsze znajdzie się też masa oliwek i oliwa, często własnej produkcji. Jeszcze smak dorastających w słońcu fig, które nigdzie nie smakują tak jak w tym miejscu i retsiny, wina zaprawianego żywicą. Z dojrzałych pomidorów przyrządza się tomatokeftedes – smażone placki z dodatkiem ziół, bobu drobnego jak groch i oryginalnych białych bakłażanów. Wszędzie mało wyszukane składniki, bo typowa tutejsza kuchnia jest kuchnią wiejską, prostą, ale też o wyrazistych, charakterystycznych smakach. Scenerię na ich próbowanie wybieramy sami. Na całej wyspie znajdziemy bowiem setki miejsc, mniej i bardziej eleganckich, w których można delektować się niecodziennymi smakami.

UROK ZAKAMARKÓW

Mocno rozbudowana baza hotelowa oraz urokliwy charakter samej wyspy sprawiają, iż jest ona jednym z najczęściej wybieranych greckich kierunków wakacyjnych. W sezonie wyspę zalewa fala masowej turystki. Zresztą cała Grecja coraz bardziej zadeptana jest przez zwiedzających. W większości miejsc fast foody, dyskoteki i stragany z tandetą wypierają senną i leniwą dawną atmosferę tego kraju. Ale nie na Santorini. Bo choć turystów wielu, wyspa zachowała swój niecodzienny, dawny klimat. Urok tutejszych zakamarków łatwiej dostrzec, gdy nie są zatłoczone. O wytchnienie z pewnością łatwiej tu jesienią. 

49
10/2014

Piękne, wrześniowe przedpołudnie. Z Adamem Darskim poznajemy się na chwilę przed rozpoczęciem sesji zdjęciowej dla Prestiżu na terenie złomowca Baltic w Gdyni.