Andora podróż na drugą stronę lustra

Wsiadając do samolotu w Gdańsku uciekamy na południe Europy. Lądowanie w Barcelonie wywołuje uśmiech na twarzy. Okazuje się jednak, że po zaledwie trzech godzinach jazdy samochodem, możemy znaleźć się w kolejnej krainie wiecznego słońca, która w bonusie dodaje widok na strzeliste góry, śnieg i szałowe zakupy w strefie bezcłowej. Taka jest Andora.

Zima w Polsce potrafi być kapryśna – raz podobna jest do wiosny, by zaraz potem poczęstować nas takim mrozem, że aż odechciewa się spędzania czasu na świeżym powietrzu. A może poszukać śniegu gdzieś dalej? 

ZACZAROWANE PIRENEJE

Na przykład w kurortach jeszcze mało znanych polskim miłośnikom sportów zimowych, w których słońce grzeje tak silnie, jak podczas polskiego lata. A przecież śnieg i słońce to jedyne, co nadaje sens zimie. Wciśnięte między Hiszpanię a Francję miniaturowe Księstwo Andory wydaje się najbardziej trafionym pomysłem. Żadne opisy czy zdjęcia nie oddadzą tamtejszej rzeczywistości – niesamowite krajobrazy to główny magnes przyciągający w Pireneje. Już samo przekraczanie granicy między Hiszpanią a Andorą nasuwa nieodparte wrażenie odbywania – niczym Alicja w Krainie Czarów – podróży na drugą stronę lustra. 

Zresztą wąskie doliny i wysoko położone przełęcze mocno przyczyniły się do powstania państwa. Jedna z legend głosi, że Andorę założył cesarz Karol Wielki, który wybrał się na Półwysep Iberyjski, by walczyć przeciw Saracenom. Po drodze spotkał walecznych Andorczyków, którym w nagrodę za ich bohaterstwo podarował niewielkie państwo. Później, na przełomie wieków Andora nie zaznała spokoju – była przedmiotem nieprzerwanych sporów między feudałami północnej Katalonii i południowej Francji. Za dość ciekawy uznać można epizod z ubiegłego wielu, z powojennej historii kraju. W czasie II wojny światowej Andora pozostawała neutralna, ale dopiero w 1958 roku ogłosiła pokój z Niemcami, z którymi pozostawała do tego czasu w formalnym konflikcie od… I Wojny Światowej.

BEZCŁOWE SZALEŃSTWO

Odkrycie ukrytej w Pirenejach Andory, która przez wieki pozostawała w stanie pewnej izolacji, daje wiele radości. Ponad 300 słonecznych dni w roku pozwalają w pełni czerpać z egzotyki w rytmie flamenco i śródziemnomorskiej fiesty w katalońskim stylu. Miniaturowe państewko na pograniczu Hiszpanii i Francji liczy zaledwie 84 tys. mieszkańców, którzy osiedlili się na powierzchni 468 km kw. Teren co prawda niewielki, ale bez wątpienia jest królestwem – królestwem rewelacyjnych zakupów, znanym z przekazywanych z ust do ust opowieści o miejscowej strefie wolnocłowej. Między innymi dlatego Andora nazywana jest państwem luksusu. 

Fakt, jedną z głównych atrakcji pobytu w Andorze są zakupy w ponad 4 800 sklepach. 

Cała Andora to jedna strefa wolnocłowa, jednak największe zakupowe perełki czekają w stolicy państwa, czyli Andorra la Vella (Stara Andora). Wcześniej czy później nawet najbardziej zmęczony dniem na stoku narciarz wykrzesze trochę sił i przyjedzie tutaj po butelkę dobrej whisky, biżuterię, sprzęt elektroniczny albo sportowy, perfumy, czy garnitur Burberry. Wszystko w cenach tak okazyjnych, że trudno myśleć o limicie karty kredytowej. A gdy ów limit się skończy, w dalszym ciągu za darmo można próbować różnych trunków, przegryzając lokalnymi serami. Gościnność Andorczyków nie zna bowiem granic.

POZA NURTEM

Z oczywistych względów Andora to raj dla tych, dla których zima bez spędzenia kilku dni na nartach czy snowboardzie po prostu się nie liczy. Dodać należy, że jak dotąd, to raj nieodkryty jeszcze przez Polaków, który często określany jest mianem kurortu dla wybrednych. W przeciwieństwie do stoków włoskich czy austriackich, tu naszych rodaków jest jak na lekarstwo. Być może się to zmieni. Andora bowiem kusi coraz to nowocześniejszymi ośrodkami. Nie ma się co dziwić, turystyka i sporty zimowe są obecnie dla tego państewka podstawowym źródłem dochodu narodowego. 

A jeszcze sto lat temu Andora pozostawała niejako poza głównym nurtem europejskiej historii. Pierwsze drogi łączące tutejsze doliny ze światem zewnętrznym dla pojazdów wybudowano dopiero w 1913 roku do Hiszpanii i w 1931 roku do Francji. Egzotykę i walory regionu najpierw docenili brytyjscy narciarze, którzy do dziś (poza mieszkańcami pobliskiej Barcelony) dominują na tutejszych stokach.

BIAŁA RZECZYWISTOŚĆ

Grandvalira to nie tylko tutejszy największy ośrodek narciarski, ale zarazem największy w całych Pirenejach. Obejmuje stacje narciarskie: Encamp, Canillo, El Tarter, Soldeu, Grau Roig i Pas de la Casa. W nich wszystkich 205 km tras narciarskich: 18 tras zielonych, 38 niebieskich, 32 czerwone i 22 czarne. 4 trasy dziewicze, snow parki dla początkujących i zaawansowanych, specjalnie przygotowane trasy dla snowboardzistów oraz snow club dla dzieci. 

Kolejnym, niezwykle atrakcyjnym regionem narciarskim jest Vallnord, gdzie znajdują się dwa zupełnie różne kurorty narciarskie połączone kolejką linową: Pau i Arinsal. Pau przyciąga miłośników sportów zimowych doskonałą atmosferą i zjazdami w scenerii niesamowitych, leśnych krajobrazów, natomiast Arinsal zachęca trasami zjazdowymi dla początkujących narciarzy. Zarówno w Grandvalirze, jak i w Vallnord można spędzić cały dzień, nie odpinając nart. 

Co więcej? Ponad 700 instruktorów narciarskich dla tych, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w tej jednej z popularniejszych dyscyplin sportu. To chyba całkiem niezła rekomendacja dla tych, którzy znudzili się stokami Alp.

POSZUKIWACZE PRAWDZIWYCH WRAŻEŃ

Andora to raj nie tylko dla tych, którzy kochają tanie zakupy i narty. I bez nich można spędzać tu czas wyjątkowo. Na lodowym torze można sprawdzić swe możliwości w samochodzie i na motocyklu, albo wybrać się na wycieczkę psim zaprzęgiem. Jest też miejscówka, której przebić nie może nic – to położony na wysokości 2300 m n.p.m. Igloo Hotel, jedyny taki na południu Europy. Niezapomniana atrakcja dla poszukiwaczy prawdziwych wrażeń, która wiosną zwyczajnie się topi. Trzeba się spieszyć na wyprawę ratrakiem w dziewicze góry, kolację w lodowej restauracji, nocny spacer na rakietach śnieżnych wśród szczytów gór, albo przyjechać za rok, gdy hotel powstanie ponownie. Co roku bowiem Igloo Hotel trzeba budować od początki z trzech tysięcy ton białego budulca.

Wiosną i latem, gdy zapominamy o śniegu, Pireneje zachwycają równie mocno. Na szlakach jest pusto i cicho. Tutaj nie ma tandety i komercji. Jest za to pogoda (temperatury latem utrzymują się w okolicach 26-27 stopni) i warunki do pieszych wędrówek, nieporównywalnie lepsze od naszych. Spacerując pustymi szlakami raz po raz zahaczymy o stary, romański kościół lub inną zabytkową budowlę, będącą świadectwem bogatej historii. Również leniom, którzy lubią pobyczyć się na leżaku nad brzegiem hotelowego basenu, słońce zaświeci prosto w nos. Już w marcu temperatury są łaskawe do tego stopnia, że bez problemu pozwalają przywieźć do domu opaleniznę. 

ŚWIĄTYNIA RELAKSU

Osoby nieczułe na wdzięki natury, mogą wybrać się do Caldea Thermal SPA. To park wodny na bazie gorących wód geotermalnych – jedno z największych górskich spa w Europie. Baseny, sauny, łaźnie tureckie, jacuzzi, masaże i wiele innych zabiegów relaksacyjnych (np. kąpiel w świeżych pomarańczach) dają wspaniałą możliwość regeneracji sił po intensywnym dniu spędzonym na stoku lub na równie męczących zakupach. Świątynię relaksu znajdziemy zaledwie kilka kroków od głównej ulicy handlowej w Andorra la Vella.

Górskie restauracje, bary szybkiej obsługi, wyluzowani kelnerzy oraz słoneczna pogoda zachęcają do relaksu, który często przedłuża się do późnych godzin nocnych. Dzięki nim, bez względu na porę dnia i nocy, Andora tętni życiem. Tak kończy się fascynująca przygoda w sercu Pirenejów. Pozostaje jeszcze pokonać powrotną drogę 200 km do Barcelony i stamtąd wrócić samolotem prosto do Gdańska lub… spędzić całkiem przyjemny city break w stolicy Katalonii.

41
02/2014

Mogłam zapytać o dzieląca ich różnicę wieku (bo to chyba najpopularniejszy temat wywiadów z tą niezwykłą parą) i tego konsekwencje.