W narodzie siła

Żeglarstwo to sport międzynarodowy. Uprawiają go miliony. Na wszystkich kontynentach. Za jednych z najlepszych żeglarzy na świecie uważani są Nowozelandczycy, których liczba obywateli i możliwości finansowe są dużo mniejsze niż takich imperiów jak Francja, Wielka Brytania, czy Stany Zjednoczone. Jak się na tym tle ma Polska? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie - pisze dla Prestiżu Mateusz Kusznierewicz.

Początki mojej przygody ze sportem wyczynowym nie były łatwe. Był to przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Dopiero co wyszliśmy z komunizmu, otwarto granice, ale co najgorsze w moim przypadku, nie było się za bardzo na kim wzorować. Mieliśmy co prawda wielu doświadczonych żeglarzy morskich. Śladem Magellana podążyło kilkudziesięciu Polaków spośród których najczęściej słyszymy nazwisko Leonida Teligi, który jako pierwszy Polak opłynął kulę ziemską na drewnianym jachcie Opty.

Dumni jesteśmy także z dokonań Kapitan Krystyny Chojnowskiej – Liskiewicz, która jako pierwsza kobieta na świecie przepłynęła samotnie tą trasę. Jednak rejsy morskie w znaczny sposób różnią się od żeglarstwa regatowego, które ja wybrałem. Dlatego ubolewałem, że w konkurencjach olimpijskich nikt wcześniej nie stanął na olimpijskim podium i nie miałem za bardzo kogo naśladować. Skróciłbym sobie zapewne drogę nauczania.

Wspomniani na wstępie Nowozelandczycy mają znakomitych, utalentowanych żeglarzy z pasją i wrodzoną chęcią do rywalizacji i zwyciężania. Z czego się to bierze? Z moich obserwacji wynika, że głównie z tradycji. Już w latach sześćdziesiątych grupa trzydziestoletnich żeglarzy wspięła się na wyżyny umiejętności, przez co szybko znaleźli zatrudnienie w największych międzynarodowych projektach. Sterowali jachtami w Pucharze Ameryki, zdobywali złote medale Igrzysk Olimpijskich, wygrywali regaty na trasie dookoła świata. Ale zawsze wracali do domu i w weekendy startowali w lokalnych regatach. Ich następcy wyrośli na bazie obserwacji i nauk, które pobierali od swoich mistrzów. Nic prostszego. A jakże wartościowego.

W obecnych czasach sport jest na najwyższym poziomie. Zawodnicy to zawodowcy. Najlepsi piłkarze, narciarze, lekkoatleci, rajdowcy i żeglarze to ludzie którzy postawili na sport i ze sportu żyją. Jest to nasz zawód. Główne i często jedyne zajęcie. Spoglądając na rozkład sił w żeglarstwie, śmiem stwierdzić że do najmocniejszych nacji od wielu lat należą Anglicy, Francuzi, Australijczycy i Nowozelandczycy. W ostatniej dekadzie wypadli z tego składu Amerykanie i Hiszpanie.

Pomimo, że Puchar Ameryki zdobył Team USA, to za sterem tego jachtu stał Australijczyk. Co więcej, na super szybkim jachcie znajdował się tylko jeden Amerykanin. Pozostali to głównie Nowozelandczycy, Australijczycy i Anglik. W Igrzyskach Olimpijskich najwięcej medali pod żaglami zgarniają od lat właśnie Anglicy i Australijczycy. Londyn był również udany dla Hiszpanów i Nowozelandczyków. W żeglarstwie morskim nikt jednak nie jest tak mocny jak Francuzi. Wszystkie najważniejsze oceaniczne rekordy należą do żeglarzy znad Sekwany. To także ich tradycja i duma narodowa. Od wielu, wielu lat.

Na tym tle Polska ma się dobrze. Mierząc nasze możliwości, w tym przede wszystkim zamknięty przez wiele lat dostęp do morza, mierne środki finansowe oraz brak w kraju zaawansowanych technologii, mamy całkiem niezły dorobek. Cztery medale olimpijskie, klika dobrych wyników w regatach morskich, w tym zwycięstwo w Admirals Cup, udział kilku Polaków w Pucharze Ameryki i liczone już w dziesiątkach tytuły mistrzów świata i Europy sprawiają, że powinniśmy być zadowoleni. Mierząc siły na zamiary uzyskaliśmy do tej pory więcej niż teoretycznie mogliśmy. A jeszcze wiele dobrego przed nami!

40
01/2014

Parafrazując słowa króla Francji, Ludwika XIV „państwo to ja”, Zbigniew Gutkowski mógłby z czystym sumieniem powiedzieć o sobie „polskie żeglarstwo oceaniczne to ja”.