Jak się pracuje dla Christiana Louboutina?

Idealnie zaprojektowane, z charakterystyczną czerwoną podeszwą, obiekt pożądania kobiet na całym świecie - buty marki Christian Louboutin. Nosiły je bohaterki serialu „Seks w Wielkim Mieście”, a niektóre modele szpilek, czy kozaków stały się już niemal kultowe. Główna siedziba firmy mieści się, co wydaje się być oczywiste - we Francji. Niewiele osób jednak wie, że strona internetowa www.christianlouboutin.com tworzona jest w... Gdyni! Pracuje nad nią bowiem mieszcząca się w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym firma Alekseon. Łukasz Linczewski i Marcin Frymark - współwłaściciele firmy opowiedzieli mi, jaki jest ich przepis na sukces oraz o tym, jak pracuje się dla Christiana Louboutina.


prestiz

Na początek muszę po prostu zapytać – jak to się robi? Jak będąc w zasadzie anonimową firmą z Polski pozyskać tak znaczącego klienta?

Łukasz Linczewski: Razem z Marcinem pracowaliśmy w jednej z trójmiejskich firm programistycznych. To tam rozpoczęliśmy współpracę z klientami ekskluzywnymi, głównie we Francji, ale nie tylko. W ramach tej pracy pojawiła się możliwość wyjazdu do Paryża na trzy miesiące. Pojechaliśmy razem i dzięki temu poznaliśmy mnóstwo różnych ludzi. Wyjazd pozwolił nam nawiązać ciekawe kontakty, a także poczuć klimat biznesowych spotkań we Francji np. w restauracjach, wieczorową porą. Na jednym z takich mitingów poznaliśmy naszego trzeciego wspólnika – Francuza Bruno Oghittu. 

Marcin Frymark: Po trzech miesiącach wróciliśmy do Polski. Wspólnie z Brunem zaczęliśmy się więc zastanawiać się, czy nie zająć się jedynie obsługą luksusowych marek w internecie. Wówczas pojawiła się też oferta od samego Christiana Louboutina, że może zostali byśmy takim dedykowanym „teamem”, tylko dla nich.  Założyliśmy więc spółkę i tak to się zaczęło. Louboutin znał nasze możliwości - był on klientem obsługiwanym przez naszą poprzednią firmę. 

Jakie były kolejne kroki tej współpracy?

ŁL: Już jako Alekseon od razu pojechaliśmy bezpośrednio do pracy w biurze Christiana Louboutina we Francji. Padło pytanie, czy zostajemy tam, czy wracamy do Polski. Trudno było nam się jednak przenieść do Paryża, bo tęsknilibyśmy za naszymi rodzinami, postanowiliśmy więc założyć naszą siedzibę w Gdyni. Do Francji jeździmy jednak raz w miesiącu. Odwiedzają nas także tutaj przedstawiciele marki. 

A jak się pracuje dla Christiana Louboutina?

ŁL: Od samego początku uderzył nas wysmakowany, ale wszechobecny luksus. Ciekawe jest to, że drogie  buty porozstawiane są tam we wszystkich możliwych kątach. Leżą tak porzucone, tylko dlatego, że są lekko uszkodzone, bo np. odpadł jeden koralik. Siedzibę firmy otaczają piękne ogrody, o które dba specjalnie dedykowany do tego ogrodnik. To gigantyczna korporacja, mająca wiele departamentów, z których każdy odpowiada za konkretną „działkę”. Dlatego też, z czasem nie dziwił nas już np. pan zajmujący się tylko myciem szyb itd. Dla wszystkich pracowników organizowanych jest też mnóstwo spotkań i szkoleń. 

MF: Wigilia dla pracowników w siedzibie Christiana Louboutina, to tak naprawdę wielki, wytworny bal. Królują na nim prawdziwie bajkowe kreacje i podniosła atmosfera. 

Czym różni się paryska kultura pracy od polskiej?

ŁL: Biura we Francji zaczynają funkcjonować później, bo od godz. 9:00, ale za to są dłużej czynne, przynajmniej do godz. 18:00-19:00. W międzyczasie dwie lub nawet trzy godziny spędzić można na lunchu, który zazwyczaj jest też formą spotkania biznesowego. Podobnie zresztą, jak wspomniane wcześniej kolacje. Nawet bardzo poważne rozmowy biznesowe prowadzone są w sprzyjającej atmosferze, przy dobrym winie.

MF: Na początku współpracy byłem zdystansowany do tamtejszych pracowników. Jednak dzięki tym wszystkim wyjazdom zżyliśmy się ze sobą. Traktują nas jak kolegów, nie jako zleceniobiorców. My uczymy się wiele od nich, ale też oni od nas, bo na obecną chwilę jesteśmy ich jedynym dedykowanym działem e-commerce (handlu internetowego – przyp. red.). Tam rzeczywiście panują też przyjazne relacje, co zdecydowanie sprzyja realizowaniu projektów. 

Patrzę właśnie na wasze projekty i muszę przyznać, że intryguje mnie, co was zainspirowało do tego, by na stronie internetowej zamieścić gwiazdozbiór układający się w... buty. 

ŁL: Inspiracje pochodzą od samego Christiana Louboutina, który w momencie, gdy czymś się zainteresuje, chce by właśnie to stało się motywem przewodnim. Wówczas dana tematyka króluje nie tylko na stronie internetowej, ale także w sklepach stacjonarnych. Motywy zmieniają się co dwa miesiące. Teraz pracujemy nad kolejnym szalonym pomysłem, ale jeszcze nie możemy zdradzić co to będzie. 

Zapytam w takim razie przekornie – co jeszcze możecie zdradzić?

ŁL: Chyba już tylko to, że jako pracownicy, buty Christiana Louboutina możemy kupić po niższych cenach. Wyposażyliśmy już odpowiednio nasze dziewczyny (śmiech). Ja sobie za to kupiłem tę parę (Łukasz wskazuje na idealnie wyprofilowane czarne sztyblety). 

Choć założyliście firmę pół roku temu, to jednak już możecie pochwalić się kolejnymi zleceniami. Jakie są wasze plany na przyszłość?

ŁL: Nasz trzeci wspólnik - Bruno pomaga nam w nawiązywaniu kolejnych kontaktów we Francji. Otworzyliśmy właśnie nowy sklep internetowy marki Ami Paris. Tutaj doradzamy, analizujemy różne narzędzia, które mogą przyczynić się do wzrostu popularności tej marki. To świeża firma, która wcześniej nie sprzedawała swoich produktów w Internecie. Mamy więc wizję daleko idącej i długotrwałej współpracy. Nasz najnowszy klient, choć nie wiem, czy mogę już zdradzić, to producent świeczek na rynku francuskim. To nowy projekt, który światło dzienne ujrzy już niedługo, bo pod koniec stycznia. Ofert współpracy jest sporo. Nasza ekipa jest jednak jeszcze dość mała. Z czasem chcemy powiększyć zespół, by móc też przyjmować więcej zleceń. Z drugiej strony, wolimy mieć mniej, a jednak bardziej znaczących klientów. Teraz jesteśmy zgraną drużyną i świetnie się dogadujemy. Przyznam więc szczerze, że chcemy skupić się stricte na pracy, a nie np. na zarządzaniu zespołem. 

40
01/2014

Parafrazując słowa króla Francji, Ludwika XIV „państwo to ja”, Zbigniew Gutkowski mógłby z czystym sumieniem powiedzieć o sobie „polskie żeglarstwo oceaniczne to ja”.