TOMASZ RYGALIK

Łodzianin – kosmopolita, wielokrotny reprezentant polskiego designu podczas branżowych wystaw w Mediolanie, Berlinie, Londynie, Tokyo, Wiedniu czy Monachium. Projektant mebli i oświetlenia, które pojawiły się w salach spotkań polityków i urzędników w trakcie wydarzeń związanych z polską prezydencją w Unii Europejskiej. Prowadzący pracownię PG13 na warszawskiej ASP, a przede wszystkim jeden z niewielu polskich designerów, których można nazwać ikoną, mimo że w tym roku świętuje dopiero 37 urodziny. Tomasz Rygalik. 


prestiz

Wzronictwo przemysłowe zainteresowało poważnie Tomka podczas studiów na Pratt Institute w Nowym Jorku. Chcąc mieć jak najlepsze portfolio designer zaangażował się w liczne uczelniane projekty, które po ukończeniu szkoły ułatwiły mu znalezienie pracy w zawodzie. 

IMPONUJĄCY DOROBEK

Pierwsze zatrudnienie Rygalik otrzymał na stanowisku junior designera w Kodaku, a niedługo później realizował zlecenia dla cyfrowego Polaroida. Design komercyjny szybko mu się znudził. Fascynacja postrzeganiem projektowania jako sztuki zaowocowała przeprowadzką do Londynu i ukończeniem prestiżowej Royal College of Art. Tam również, jako pierwszy polski projektant form przemysłowych, Rygalik został pracownikiem naukowym jako Research Associate, czyli prowadzący projekty badawczo – rozwojowe. 

Nie bez powodu projektant wielokrotnie reprezentował nasz kraj zagranicą. Jego dorobek wyróżnia się nie tylko świetnym stylingiem formy, ale również dopracowaną kwestią ergonomii. Designer projektuje przede wszystkim meble dla takich firm, jak włoskie Moroso, fiński Artek i polskie firmy Iker oraz Noti. Dwa lata spędził jako dyrektor artystyczny firmy produkującej wyposażenie wnętrz – Comforty. 

BILET DO SUKCESU

Aktywność zawodowa przyniosła designerowi wiele prestiżowych, światowych nagród. W portfolio Rygalika znajdziemy również lampy, sprzęt grający, mikroskopy i naczynia. Nie są mu również obce realizacje przestrzenne. Wiele projektów – ikon powstałych w pracowni Rygalika zostało zaprojektowanych dla włoskiej marki MOROSO. 

– Realizacje Tomka Rygalika dla tego brandu stały się jego przepustką do świata naprawdę wielkiego designu. Dzięki realizacjom dla Moroso o projektancie dowiedział się cały świat, między innymi dzięki artykułowi w “New York Times”, który ukazał się już na samym początku tej współpracy – mówi Artur Biegalski z salonu InterStyle HOME, który ma w swojej ofercie projekty polskiego designera.

EKSPERYMENT Z FORMĄ

Do współpracy z tą firmą został zaproszony podczas swojego pobytu w Londynie. Wśród zaprojektowanych mebli należy wymienić bardzo nowoczesne siedzisko TENNIS oraz wizytówkę Rygalika: fotel RAW w całości zrobiony ze skóry. Dzięki swojemu minimalistycznemu wyglądowi świetnie sprawdzi się zarówno w klasycznych, jak i w nowoczesnych wnętrzach. Kolejnymi produktami dla Moroso są: bardzo ekspresyjne krzesło DUMBO oraz hoker BULL, wyróżniający się zarówno ciekawą formą, jak i użyciem intensywnego koloru. Co klienci cenią sobie najbardziej w tych projektach?

– Jego design jest awangardowy i trudno wpisać go w nurt mebli ponadczasowych. Wybierają je klienci szukający niesztampowych rozwiązań, klienci bardzo odważni i lubiący eksperymentować nie tylko z formą, ale również z materiałem i kolorem. Jedno jest pewne: ten projektant zdecydowanie na pierwszym miejscu stawia ergonomię – dodaje Artur Biegalski. 

SPRAWA POLSKA

W Warszawie od kilku lat działa Studio Rygalik, pod którego szyldem designer wraz z żoną realizuje swoje zawodowe projekty. Tomek może się również pochwalić bardzo owocną współpracą z polską marką NOTI, dla której powstało siedzisko Termo. Jest to produkt przeznaczony do miejsc publicznych i biur, którego modułowość pozwala na dowolne aranżowanie przestrzeni poprzez dodawanie i odejmowanie elementów oraz zmianę ich konfiguracji. W Trójmieście dostaniemy go w salonie Rubio – art w Gdańsku, który jest regionalnym przedstawicielem kolekcji NOTI.

Aktywność designera również ma swoje odzwierciedlenie w pracy naukowej, której dzieckiem jest owiana legendą pracownia PG13 na warszawskiej ASP. Limit przyjęć jest zawsze za mały w stosunku do liczby chętnych.