Miss z Biblią w torebce

-

prestiz

 

Onieśmiela urodą, intryguje tajemniczością, zachwyca otwartością i zadziwia nonkonformistycznym podejściem do życia. W torebce obok błyszczyka nosi Biblię. Ania Jamróz, Miss Polski 2009 i finalistka konkursu Miss World, opowiedziała „Prestiżowi” o swoich pasjach, marzeniach i życiowych wartościach. Z takiej strony Ani na pewno nie znacie.

Gdy wchodziła do restauracji, w której się umówiliśmy na miłą pogawędkę, nie było mężczyzny, który nie odwróciłby za nią głowy. Panie też się oglądały. Wysoka, zgrabna, atrakcyjna, z uśmiechem na twarzy roztacza wokół siebie niesamowitą aurę.

Mocne fundamenty bajkowego życia

– Moje życie jak na razie jest wręcz bajkowe. Wszystko mi się udaje, osiągam jakieś tam sukcesy, które sprawiają mi olbrzymią satysfakcję i dają taką zwykłą codzienną życiową radość. Codziennie dziękuję Bogu za to, jak wygląda moje życie, ale nie zachłystuję się jednak tymi sukcesami. Wiem, że gorsze dni też kiedyś mogą przyjść – mówi Ania.

Bóg to fundament, na którym Ania Jamróz opiera swoje życie. Mówi o tym otwarcie, co dla ludzi którzy jej nie znają może być sporym zaskoczeniem. Przecież dla większości atrakcyjnych dziewcząt w jej wieku, obracających się na dodatek w środowisku modelek, fotomodelek, kandydatek na różnego rodzaju miss, wiara nie odgrywa jakiejś istotnej roli. Mało tego, w ogóle młode pokolenie dzisiaj z Bogiem ma wybitnie nie po drodze.

– Nie wstydzę się tego, że jestem osobą wierzącą, bo dlaczego mam się wstydzić? Tylko dlatego, że Bóg, wiara, wartości nie są dzisiaj modne? Nie zamierzam się dostosowywać. Ja zostałam wychowana tak, a nie inaczej i wiem, że gdyby nie moja wiara, to moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej – przekonuje najpiękniejsza Polka.

Najpiękniejsza Polka

Dzisiaj jej życie to częste wyjazdy, udział w różnych imprezach, pokazach, itp. Obowiązki wynikające z posiadania korony dla najpiękniejszej Polki zobowiązują. A przecież jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie przypuszczała, że jej życie zmieni się tak diametralnie. O wyborach nie myślała, mimo że wielu mówiło jej, iż powinna spróbować. Najbardziej sam Gerhard Parzutka von Lipiński, wiceprezes Misslandu.

– Nigdy mi nie zależało na takich konkursach. Słyszałam wiele złych opinii o wszelkich wyborach, jak i o dziewczynach, które w nich startują. Nie uważam się za jakąś piękność i doskonale znam swoją wartość, która niekoniecznie opiera się na urodzie. Pan Gerhard, który zauważył mnie na pokazie mody, długo mnie namawiał na start, ale ja konsekwentnie odmawiałam. Dopiero jak się przekonałam, że jest to bardzo uczciwy człowiek, człowiek honoru nawet, to pomyślałam sobie, że tak dla świętego spokoju zdecyduję się na start. Byłam przekonana, że szybko odpadnę i nikt nie dowie się o tej przygodzie – na twarzy Ani pojawia się piękny, szeroki uśmiech.

Scenariusz się jednak nie sprawdził. O przygodzie Ani dowiedzieli się nie tylko znajomi, ale cały świat. Zdjęcia z wyborów i momentu koronacji obiegły natychmiast internet. W jednej chwili ta skromna mieszkanka Rumi, studentka prawa, w wolnych chwilach dorabiająca sobie jako modelka, stała się osobą wystawioną pod pręgierz opinii publicznej.

Kręgosłup moralny na drodze kariery

– Gdybym nie miała wrodzonego dystansu do świata i do ludzi, to pewnie bym się załamała – mówi Ania. Wśród wielu pozytywnych opinii było też sporo krzywdzących. Ludzie krytykowali moją urodę, mnie jako człowieka. To pierwsze oczywiście rozumiem, nie każdemu się muszę podobać. Skąd jednak w ludziach tyle jadu?

Nic dziwnego, że trudno jest jej to zrozumieć. Ona sama w ludziach doszukuje się zazwyczaj pozytywów, a ceni w nich najbardziej szczerość i honor.

– Mało jest ludzi naprawdę honorowych, o dużym poczuciu moralności. Taką osobą jest choćby mój tata. Na każdym kroku można za to spotkać ludzi obłudnych. Brzydzę się obłudą, nie cierpię tego. Sama jestem szczera, czasami do bólu.

Te wartości moralne paradoksalnie mogą stanąć na drodze ku zawodowej karierze. Ania studiuje bowiem prawo, myślała o aplikacji adwokackiej. Jak jednak sama twierdzi, będzie chyba musiała zmienić plany.

– W młodości oglądałam sporo kryminałów i zawsze intrygował mnie zawód adwokata. Dlatego zaczęłam studiować prawo, ale jest to zawód, w którym często poczucie przyzwoitości trzeba odstawić na bok i nagiąć swój kręgosłup moralny. Nie wiem, czy mój kręgosłup moralny jest na tyle silny, by potem dźwigać skutki podejmowanych przeze mnie decyzji zawodowych. Nie wyobrażam sobie, że mam walczyć o jak najniższy wymiar kary dla gwałciciela, mordercy czy pospolitego bandyty. Dlatego chyba będę musiała zrewidować swoje plany, aczkolwiek skończenie studiów adwokackich z pewnością mi się przyda. Mam teraz rok czasu na przemyślenia, bo właśnie wzięłam urlop dziekański – opowiada Ania.

Miss na urlopie

Urlop dziekański był potrzebny z powodu całej masy obowiązków wynikających z uzyskania tytułu Miss Polski. Przez najbliższy rok Ania Jamróz będzie brała udział w imprezach, pokazach, konkursach, akcjach charytatywnych, itp. Pierwsza wielka impreza będąca chyba największą nagrodą za zdobycie korony już za nią. To udział w wyborach Miss World w RPA. Tam kolejny wielki sukces, czyli awans do ścisłego finału. Ale nie to było dla niej najważniejsze. Jak sama mówi, same wybory i gala finałowa to fajne przeżycie, ale bardziej liczyła się dla niej możliwość poznania zupełnie innej kultury i innych ludzi. W Afryce Ania spędziła ponad miesiąc, poznając kulturę i chłonąc historię tego pięknego kraju.

– Wrażenia niesamowite, będę o tym opowiadać wnukom. Sporo zwiedzaliśmy, braliśmy udział w różnych imprezach, spotykaliśmy się z interesującymi ludźmi, m.in. z prezydentem RPA Jacobem Zumą. Moja wrodzona ciekawość świata i ludzi została z jednej strony zaspokojona, a z drugiej mocno rozbudzona. W RPA interesowała mnie też kwestia przygotowań do mistrzostw świata w piłce nożnej. Żałuję, że Polacy nie wystąpią w tej imprezie – mówi najpiękniejsza Polka.

Nie ma to jak dobry mecz

Co nietypowe dla kobiet, Ania uwielbia oglądać mecze piłki nożnej. Na magiczne dryblingi Ronaldinho mogłaby patrzeć godzinami. Marzy, aby kiedyś zobaczyć go w akcji na żywo, najlepiej ponownie w koszulce ukochanej Barcelony.

Sport zajmował zawsze ważne miejsce w jej życiu. Jeszcze niedawno z zaangażowaniem grała w siatkówkę i koszykówkę, teraz jednak pozostaje jej rola kibica. Wszystko przez zerwane więzadła krzyżowe w kolanie. Ona sama jednak nie żałuje i wychodzi z założenia, że koniec jednego jest zawsze początkiem czegoś nowego. Sama w przyszłość patrzy z optymizmem i wierzy, że Ktoś tak pisze scenariusz jej życia, by po prostu była szczęśliwa. Czego jeszcze potrzebuje do szczęścia? Wspaniałego męża, najlepiej w ciągu pięciu lat, minimum dwójki dzieci i zawodowego spełnienia – to fundamenty szczęśliwego życia według Ani Jamróz. Pozostaje tylko trzymać kciuki.

Jakub Jakubowski

 

3
03/2010

Nikt tak jak on nie ożywił polskiego rynku muzycznego