Sukces! Mecz Polska-Francja przeniesiony

Klęska i porażka, wstyd na całą Polskę, niewypał i kompromitacja – takie słowa pojawiały się zazwyczaj w artykułach i komentarzach po tym, jak ogłoszono, że mecz Polska - Francja, który miał być Wielkim Meczem Otwarcia Gdańskiego stadionu PGE Arena został przeniesiony z Gdańska do Warszawy. Na stadion będący w prywatnych rękach jednego z koncernów.
Przypomnijmy decyzję   podjął Polski Związek Piłki Nożnej po tym, jak poli- cja podtrzymała  swoją opinię mówiącą o tym, że stadion jest jeszcze nieprzygotowany, brakuje m.in. dróg ewakuacyjnych i monitoringu.  PZPN mógł teoretycznie poczekać z decyzją, bo następny krok należał do prezydenta miasta, który opinie policji mógł odrzucić i mimo wszystko zdecydować o organizacji  meczu. 

 

W  tym przypadku potrzebna byłaby jeszcze przychylność wojewody.

Tak jednak się nie stało, bo spekulacje  uciął PZPN właśnie, który nie czekał co i jak, tylko mecz przeniósł. Trzeba było zacząć bowiem sprzedawać bilety, a nie było wiadomo czy tu, czy tu.

I choć na Gdańsk posypały się gromy, to jednak, na spokojnie analizując, po przeniesieniu  rysuje się dla miejscowych włodarzy scenariusz  lepszy, niż gdyby mecz Polska – Francja został rozegrany w Gdańsku. Proszę się zastanowić.  I wyobrazić sobie sytuację, gdy mecz rozgrywany jest jednak na PGE Arenie. Na ten mecz  bilety kosztować miały średnio około 130 zł. Tu zaczyna  się problem, bo to cena dość wysoka, zwłaszcza w kontekście tego, że stadion budujemy po to, żeby na mecze chodziły całe rodziny. No to tak licząc rodzinie czteroosobową za takie wyjście zapłaciłaby około 500 zł. Dużo. A do tego zaczęło się mówić o tym, że francuska drużyna do Gdańska miała przyjechać w bardzo słabym składzie.

Na Facebooku akcje przeciw drogim biletom, a w mediach deklaracje kolejnych polityków (w tym premiera RP), że na mecz się nie wybierają – bojkotują, bo za drogo. Sytuacja niezręczna i w takiej sytuacji wyobraźmy sobie wielkie otwarcie Polska – Francja. Nie ma premiera, który z miłości do piłki słynie, a do tego jest stąd – klapa. Trybuny – zajęte w 30 procentach, no może w 50. Bo przyjechała francuska rezerwa. I wtedy byłoby dopiero! To teraz wróćmy do tego, jak wygląda sytuacja po przenosinach. Na otwarcie miasto szykuje festyn i mecz, a właściwie zabawę pomiędzy  piłkarzami zawodowymi, a drużyną jednej ze stacji telewizyjnych (należącej do jednej ze spółek koncernu, który przeniesiony  mecz  Polska – Francja przejął na swoje boisko Legii Warszawa).

Wejście ma być tanie – kilka złotych to i trybuny pewnie będą pełne. A i z uwagi na to, że grać mają gwiazdy telewizyjne, to i telewizja pokaże. Sukces murowany.

Ale czy to nie miał być stadion na prawdziwe mecze?

16
06/2011