Szejkowie znad Morza Bałtyckiego

Małgorzata Rakowiec

No, to nieoficjalnie, ale oficjalnie wystarczy popatrzeć na listę firm, które wcale nie w błysku fleszy i telewizyjnych kamer, bez oficjalnych inauguracji, ale cicho i skromnie zaangażowały się w poszukiwanie złóż gazu łupkowego na Pomorzu i w Polsce.

To światowe giganty, które inwestują tam, gdzie widzą interes – pewnie duży interes, na skalę tych firm. W ciągu ostatnich kilku lat resort środowiska wydał około 60 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce, głównie amerykańskim firmom – „Exxon Mobil”, „Chevron”, „Maraton”, „ConocoPhillips”, kanadyjskiej „Lane Energy”. 11 koncesji ma też Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

A że coś się kroi wystarczy garstka danych chociażby o pierwszej z listy firmie „Exxon Mobil”. Ta największa na świecie spółka pod względem wartości rynkowej, której obroty przekraczają 400 miliardów dolarów rocznie, jak poinformowała na początku tego roku, planuje gigantyczne projekty inwestycyjne. Każdego dnia na inwestycje chce wydawać 100 milionów dolarów. W ciągu najbliższych pięciu lat „Exxon” wyda na projekty związane z wydobyciem ropy naftowej i gazu ziemnego od 33 do 37 mld dol. rocznie.

Takich graczy mamy u siebie. I warto wiedzieć w co grają. A i nasz biznes – ten, który pokazał, że interesy robić potrafi – nie zamierza szansy przegapić. „Petrolinvest”,

jedna z firm Ryszarda
Krauzego, kupiła 60 proc. udziałów w firmie
„Silurian”, która będzie
oferować na polskim rynku usługi związane
z poszukiwaniem
i wydobyciem gazu łupkowego.

 

Z gazem łupkowym sprawa jest poważna i warto do niej podejść poważnie. Bo możliwości są dwie. Pierwsza – polskie prawo zabezpieczy interesy kraju i znajdzie pomysł na to, jak złoża gazu łupkowego wykorzystać. Na przykład Norwegia, jak ostatnio usłyszałam, obłożyła wydobywaną ze złóż ropę prawie 80. procentowym podatkiem, a i tak nad wszystkim kontrole trzyma norweska firma „Statoil”. Druga możliwość – zamiast gazu łupkowego, będzie mieli gazowe złupienie.