Ojczyzna czerwonych słoni


prestiz

Nazywana jest kolebką ludzkości, Czarnym Lądem i ojczyzną czerwonych słoni. Najbardziej kusi w niej nieokiełznanie i dzikość, tylko pozornie ujarzmiona cywilizacją. Mowa Afryce, a dokładniej o Kenii, do której wybrali się Bożena i Mirosław Klinkosz.

Lot do Kenii trwał około 10 godzin z międzylądowaniem w Sharm-el-szejk. Samolot czarterowy był ciasny, więc podróż nie należała do przyjemności. Podróżnicy zostali zakwaterowani w hotelu późną nocą. Było duszno i parno. Klimatyzatory chodziły pełną parą. Rano spadł krótki, tropikalny deszcz, a później czuć było już tylko wszędobylskie słońce i wiatr od oceanu. Najlepszym momentem na podróż do Kenii są polskie zimowe miesiące. – W grudniu jest tam najcieplej, najzimniej jest w lipcu i sierpniu. Wyjazd zimą stanowi świetny kontrast i oderwanie od rzeczywistości – mówi Mirosław Klinkosz, właściciel firmy budowlanej, który wraz z żoną zwiedzał Kenię. Klimat w nadmorskich miastach takich jak Mombasa jest bardzo przyjemny i dosyć łagodny. Bryza wiejąca znad Oceanu Indyjskiego daje ochłodę i wytchnienie.

 

Kontaktowi tubylcy

– Przed naszym hotelem rozciągała się szeroka plaża, na którą codziennie rano przychodził miejscowy inwalida i rzeźbił w piasku – opowiada Mirosław. – Jednego dnia był to leżący słoń, innego zebra. Rzeźby były bardzo duże. Codziennie rano po śniadaniu widząc przygotowania miejscowego artysty zgadywaliśmy co to będzie. Za drobną opłatą można było zamówić dowolną rzeźbę lub ogromny napis z życzeniami i imieniem – dodaje. Tubylcy często szukają kontaktu z turystami, podejmując się w zamian za drobne kwoty np. pełnienia funkcji „przewodnika” po danym terenie. – Podczas odpływu, po dnie oceanu oprowadzał nas mieszkaniec pobliskiej wioski – wspomina Bożena Klinkosz, właścicielka multiagencji ubezpieczeniowej. Odpływ może cofnąć linię brzegową nawet o  200 m! Na dnie pozostaje wiele żyjątek i stworów, których na ogół nie widać. Idący z nimi przewodnik znajdował i wskazywał im różne okazy. – Jedne spokojnie można było brać do rąk od innych lepiej było trzymać się z daleka. Na niektóre w ogóle nie zwrócilibyśmy uwagi, bo wyglądały jak kawałek patyka lub kamień. Znaleźliśmy między innymi jeżowce, kraby i rybki trzymające się blisko koralowców, żyjące z nimi w symbiozie – dodaje.

 

Safari dla każdego

Państwo Klinkosz są przykładem na to, że aby zwiedzić najdalsze zakątki ziemi nie trzeba wcale być turystą ekstremalnym. – Nie jesteśmy typami globtroterów – wyjaśnia Mirosław. – Często jeździmy w towarzystwie znajomych i przyjaciół. Wykupujemy standardowe wycieczki, tzw. katalogowe. Na miejscu staramy się korzystać ze wszystkiego co jest dostępne dla turysty i nie stanowi drastycznego niebezpieczeństwa. Mimo to każdy wyjazd obfituje w niezapomniane wrażenia – dodaje. Safari zdecydowanie należało do jednego z nich. Bliska obecność zwierząt, które do tej pory znane są z perspektywy alejki w zoo wywołał u nich mimowolny dreszcz. Paradoksalnie, na safari, to ludzie chronią się w samochodowych kabinach, odgradzając się starannie od zwierząt. – Na każdym kroku czuć, że to ich terytorium, a samochód szybko przestaje wydawać się wystarczającym zabezpieczeniem przed pazurami przemierzającego sawannę lwa – wspomina. Każde safari jest inne. Trzeba być czujnym, by nie przegapić okazji na cenne fotograficzne trofeum. Olbrzymie, malownicze przestrzenie parku Tsavo na których znajdują się niezliczone ilości zwierząt: słoni, żyraf, zebr, bawołów i małp. – Tylko niektóre ze wspaniałych dziko żyjących zwierząt, udało się nam zobaczyć – mówi Mirosław. Domki, w których przyszło im nocować w trakcie safari przypominały ule. Były okrągłe i stały na wysokich palach. Pod nimi do wodopoju o zmierzchu przychodziły zwierzęta co dawało znakomitą okazję podziwiania i fotografowania z bliskiej, ale bezpiecznej odległości. – Wracając do hotelu w Mombasie zwiedziliśmy wioskę Masajów – dodaje Bożena. – Była okazja z potańczyć z nimi rytualne tańce, poznać obyczaje i trochę pohandlować pamiątkami.

 

Podwodna kraina

Bogactwo flory i fauny w Kenii można podziwiać właściwie na każdym kroku, również pod wodą. Rafy koralowe stanowią tu kolejną atrakcję, której nie można pominąć będąc w Afryce. – To jest niesamowite wrażenie nurkować w tak pięknym miejscu – opowiada Mirosław. – Rybki skubały nasze ciała jak byśmy byli pokarmem. Takie nieszkodliwe podszczypywanie. Rafa mieniła się przepięknymi kolorami. Bardzo urzekające i zapierające dech w piersiach doświadczenie. Zdjęcia nie oddają należycie piękna raf – na żywo to po prostu bajka – dodaje Bożena. Po wynurzeniu się z wody wychodzi się na biała plażę. Wydawało by się, że to kwestia piasku, ale to nie jest to. Biel pochodzi od drobnych białych muszelek i martwych koralowców, które pokrywają plażę.

Każda chwila w tym urokliwym zakątku świata obfituje w kolejne możliwości nietypowych doznań. Podczas jednego spaceru plażą można nabyć piękną chustę w orientalne wzory, zjeść ogromnego, soczystego, obranego na miejscu przez sprzedawcę ananasa czy kupić kapelusz przeciwsłoneczny zrobiony z liści palmy. Podczas jednego z takich spacerów udało im się wytargować rejs tradycyjną kenijską dłubanką. Posiadała dwa boczne pływaki i maszt z jednym żaglem. – Dogadaliśmy się z właścicielem, że będziemy mogli między innymi sami nią pożeglować i posterować – wspomina Mirosław. – Sama załoga była malownicza i rozrywkowa. Kapitan miał piękne dredy, do tego był klawiszowcem i liderem zespołu w jednym. – Śpiewał różne piosenki umilając nam czas spędzony na wodzie. Łódka została wykonana z jednego pnia drzewa i wyglądała jakby wyciągnęli ją z muzeum archeologicznego. Aby zrobić zwrot przez sztag należało się zatrzymać, zwinąć żagiel przerzucić rejkę na drugą burtę, a następnie rozwinąć żagiel. Ewidentnie nie była to łódka regatowa – dodaje ze śmiechem.

 

Urodziny po Kenijsku

Jak mówi stare przysłowie, co kraj to obyczaj. Kenia zdecydowanie obfituje w różne rytuały, znane od niepamiętnych czasów, jednak nawet te nowe są inne niż wszędzie na świecie. – Gdy wieczorem na kolacji nagle zgasło całe światło, byliśmy trochę zdezorientowani – opowiada Bożena. – Nagle naszym oczom ukazał się niecodzienny pochód: Rozświetlając ciemność pochodniami, wystukując rytm chochlami, łyżkami i czym się tylko dało gęsiego między stolikami szli pracownicy kuchni, śpiewając wesołą, kenijska piosenkę. W tym czasie goście próbują zgadnąć do kogo podejdą. Orszak znajduje solenizanta, otacza jego stolik i śpiewa mu jeszcze „happy birthday” wręczając jednocześnie tort – dodaje.

Jedna podróż to zdecydowanie za mało, by poznać i zrozumieć Kenię. Jednak zdecydowanie wystarczy, by się nią zachłysnąć i poczuć zupełnie inną kulturę niż ta, którą jesteśmy otaczani na co dzień. To zdecydowanie jedna z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych miejsc na świecie, które po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy

Anna Kolęda

O TYM TRZEBA PAMIĘTAĆ
Przygotowania do wyjazdu wymagają między innymi odpowiedniego uodpornienia organizmu na czekające go na afrykańskim kontynencie zagrożenia, których nie zna i przed którymi nie umie się bronić. Konieczne są szczepienia przeciw żółtaczce typu A i B, polio, błonicy i tężcowi, durowi brzusznemu, febrze żółtej. Zapobieganie malarii polega na profilaktycznym przyjmowaniu różnych leków. Szczepionka standardowa w te rejony świata ważna jest na około 10 lat. Na sam wyjazd należy zabrać z sobą również tabletki na malarię , które zażywa się codziennie przez okres pobytu i przez około 3 dni po powrocie do kraju.

13
03/2011

Kobieto! Puchu marny! - grzmiał nasz rodzimy wieszcz.