Dziewięć liter chwały

Miał być reklamą, stał się symbolem. Dziewięć białych liter tworzących nazwę Hollywood nie tylko uatrakcyjnia panoramę miasta. To jeden z najsłynniejszych pomników na świecie, a zarazem wieloaspektowa metafora sukcesu, blasku i splendoru, z bardzo barwną historią.

Istnieją ikony przypadkowe i te wykonane w danym celu. Statua Wolności została zbudowana po to, by skupiać na sobie uwagę, ale Wieża Eiffla, podobnie jak znak Hollywood, nabierały znaczenia przez lata. Olśniewające miejsce, równoznacznik przemysłu, a zarazem symbol zrealizowanych fantazji, które dziś nazywamy H-O-L-L-Y-W-O-O-D, nim stało się niekwestionowaną sygnaturą amerykańskiej Fabryki Marzeń, było reklamą firmy deweloperskiej. W 1923 roku na podstawie projektu architekta Thomasa FiskGoff’a na wzgórzu Mount Lee w łańcuchu gór niewysoki Santa Monica stanęło trzynaście liter mających promować nowe tereny mieszkalne- Hollywoodland. Choć już prawie sto lat temu napis przykuwał uwagę - taka też była idea jego powstania - to na miano ikony musiał poczekać. 

Na początku było osiedle

Oświetlony czterema tysiącami dwudziestowatowych żarówek napis, został wykonany w celach marketingowych, jako kampania reklamowa luksusowego osiedla. Promocja ta kosztowała dwadzieścia jeden tysięcy dolarów (w dzisiejszych czasach to ponad trzysta tysięcy). W nocy billboard migał w czterech etapach: „Holly”, potem „Wood”, później „Land”, a następnie całe słowo: „Hollywoodland”. Wraz z powstaniem osiedla, Hollywood, które swą nazwę zawdzięcza słynnemu zdaniu wypowiedzianemu przez Azjatę spotkanego na wzgórzu przez założyciela potęgi Hobart’a Johston’a Whitley’a: „I holly-wood”, czyli „I am hauling wood” (wiozę drewno), zaczęło nabierać ogólnie przyjętego znaczenia. Z dawnej wioski, potem przekształconej w przedmieścia, stało się częścią Los Angeles, by finalnie, tak jak Wall Street w Nowym Jorku dla finansów, przeobrazić się w ojczyznę amerykańskiego przemysłu filmowego. Z materialnego poczucia fizycznego miejsca narodziła się abstrakcyjna ikona kultury górująca nad Hollywood.

Litery mają fundatorów

Pierwotnie znak był wykonany z drewna, które z czasem niszczało. Zamiast celowej promocji, napis odstraszał. Regularna konserwacja znaku została przerwana, gdy Hollywoodland przestało istnieć z powodu Wielkiego Kryzysu. Kalifornijczycy zamieszkujący ten teren nie tryskali zapałem, by opłacić jego renowację, co miało prowadzić do usunięcia reklamy. Przez chwilę nawet, skutkiem upadku pierwszej litery, nazwa brzmiała „Ollywoodland”. W 1949 roku usunięto cztery ostatnie znaki i zostało Hollywood, zaś w 1978 drewno zastąpiono stalą. Do tego przyczynił się Hugh Hefner, który zorganizował zbiórkę pieniędzy w rezydencji Playboya. To jednak nie koniec kłopotów symbolu… W 2010 roku ponownie chciano go zburzyć i sprzedać teren pod budowę luksusowych osiedli mieszkalnych. Temu przedsięwzięciu sprzeciwiło się wiele znanych osób, między innymi Tom Hanks, Arnold Schwarzenegger, czy Steven Spielberg. „Gwiazdy” zebrały 12,5 miliona dolarów na wykup obszaru. Obecnie napis mierzy 14 metrów wysokości i 110 metrów długości. Każda z liter ma swego fundatora - za literę „H” zapłacił Terrence Donnelly - wydawca Hollywood Independent Newspaper, „O” zaś zasponsorowała amerykańska wytwórnia płytowa Warner Bros. Dziś, z trzema oddzielnymi agencjami odpowiedzialnymi za opiekę nad nim, znak Hollywood jest utrzymywany w nieskazitelnym stanie.

Hollyweed

Pierwszą rzeczą, o którą pyta każdy odwiedzający Miasto Aniołów, jest: „Gdzie ten znak Hollywood?”. Otóż czasami niespodziewanie pojawia się na horyzoncie, innym razem jest cichą częścią tła betonowej dżungli, co tylko pogłębia jego majestatyczny wyraz. Na mapie Los Angeles widnieje wiele miejsc, z których podziwianie posągu jest spektakularne. Nie wszystkim jednak takie rozwiązanie wystarcza. To zaskakujące, jak wielu wciąż szuka sposobu, by napis poczuć na własnej skórze, dotknąć go niczym diamentu noszącego otwartą drogę do sukcesu. Ze względów zachowania bezpieczeństwa nie tylko samych zainteresowanych, ale również roślin i zwierząt zamieszkujących Griffin Park, dla współczesnych gości jest to zakazane. Dostęp do monitorowanego i wyposażonego w czujniki ruchu (które niezwłocznie wysyłają sygnał do Departamentu Policji) terenu jest ograniczony. Choć wspinaczka na znak pod wieloma względami wydaje się być niemożliwą, to w sylwestrową noc 2017 roku kalifornijska statua padła ofiarą powyborczego żartu. Po uchwaleniu ustawy legalizującej używanie marihuany do celów rekreacyjnych, artysta Zachary Cole Fernande użył plandek do jego przekształcenia, dzięki czemu Angelos obudzili się w „Hollyweed”, nie w Hollywood. 

W sferze marzeń

Kiedy w myślach jawi się napis Hollywood, niezwłocznie przyciąga obraz Marylin Monroe z rozchylonymi ustami i wirującą spódnicą w filmie „Pół żartem, pół serio”, czy Humprehy’a Bogarta wpatrującego się w oczy Ingrid Bergman w „Casablance”. Wprawdzie znak stoi na straży tych skojarzeń, ale reprezentować może również niespełnione marzenia. Tego doświadczyła aktorka teatralna Pen Entwistle, która po nieudanym przedłużeniu kontraktu, wiosną 1932 roku rzekomo wspięła się po drabinie na literę „H” i skoczyła z niej. Miała 24 lata. Według lokalnych wiadomości, wędrowca znalazł but, kurtkę i torebkę rozrzucone na górze poniżej znaku. Wewnątrz torebki znajdował się list samobójczy: „Boję się, jestem tchórzem. Przepraszam za wszystko. Gdybym zrobiła to dawno temu, zaoszczędziłoby mi to wiele bólu”. Choć historia młodej Pen miała tragiczny finał, to sama postać po śmierci stała się legendą Hollywood, a jej los jest podstawą fabuły serialu Ryana Murphy’ego, który ukazuje aspirujących aktorów i filmowców, próbujących zrobić to, co ikony kina w erze filmowej po II wojnie światowej. 

Synonim sukcesu w Polsce?

Sukces Hollywood był wielką niespodzianką, nikt nie przypuszczał, że mała osada kiedykolwiek przekształci się w niekwestionowaną potęgę kinematografii. Do jej rozbudowania przyczynili się miedzy innymi Samuel Goldwyn i rodzeństwo Warrenów. To właśnie oni widnieją na kartach historii jako założyciele autorytetu filmowego. Co ciekawe, wymienieni nowatorzy pochodzili z ziem polskich. Mimo, że symbol ambicji i splendoru zamiast nad Wisłą, powstał nad Pacyfikiem, to na wzgórzu jednej z miejscowości województwa lubelskiego - Słodów Trzeci, między drzewami, chełpliwie rozciąga się replika amerykańskiego napisu. Tutaj także, tak jak u początków historii znaku Hollywood, celem była promocja.