Carrara

Tam, gdzie kamień żyje i oddycha

Alpy Apuańskie leżące na skraju Toskanii wyglądają w środku lata jak pokryte śniegiem. Biel na szczytach nad Carrarą to barwa skał w kamieniołomach marmuru. To stąd, pochodzi najbardziej znany marmur kararyjski, w którym rzeźbił Michał Anioł, Bernini czy Mitoraj. A podawana tu jako lokalny przysmak peklowana w kamiennych kadziach słonina lardo – jest biała jak… marmur.

Carrara to nieduże toskańskie miasteczko, leżące pomiędzy Morzem Liguryjskim a pasmem Alp Apuańskich (należących do Apeninów). I to te skaliste szczyty wyglądające z daleka jak pokryte śniegiem skrywają najbardziej znany i poszukiwany na świecie biały marmur kararyjski. Powstał on z wapienia jurajskiego pod wpływem procesów metamorficznych przed milionami lat i szczyci się unikalną jasną barwą z charakterystycznymi szarymi żyłkami. Dziś za 30-tonowy śnieżnobiały blok najwyższej jakości można zapłacić około 50 tys. euro. Jako wyjątkowy materiał służył już starożytnym Rzymianom do budowy świątyń i pałaców, a później do dekoracji średniowiecznych kościołów, aż wreszcie w renesansie stał się ulubionym materiałem rzeźbiarzy. To tu w okolicach Carrary wyjątkowe, marmurowe  bloki miesiącami poszukiwał Michał Anioł. Wówczas zdobycie idealnego bloku marmuru we Florencji czy Rzymie bywało trudne, stąd twórca wyruszył w rejony Carrary, zyskując także niezwykłą wiedzę od lokalnych kamieniarzy. „Dla niego, mlecznobiały marmur był żywą materią, która oddycha, czuje, wydaje swąd” – pisał w powieści pt. „Udręka i ekstaza” o życiu artysty Irving Stone. I z takiej „żywej” kararyjskiej białej skały powstały genialne rzymskie dzieła Michała Anioła – słynna Pieta z Bazyliki św. Piotra i grobowiec papieża Juliusza II ze znaną rzeźbą Mojżesza z Bazyliki św. Piotra w Okowach. W kararyjskim marmurze tworzyli także – wcześniej Fillipo Brunelleschi i Giovanni Lorenzo Bernini.

Od Mojżesza do cadillaca

Dziś miasteczko przyciąga rzeźbiarzy, ale też turystów, którzy trafiają do katedry św. Andrzeja, a zarazem  pierwszego średniowiecznego  kościoła wykonanego niemal w całości z marmuru. W jednym z domów na placyku przed duomo z romańsko-gotycką fasadą z misterną marmurową rozetą mieszkał pięć wieków temu Michał Anioł. Dziś obok katedry stoi kopia jego Mojżesza, a w pobliżu organizowane są plenerowe warsztaty, gdzie używając młotka i dłuta można przekonać się, jak trudny w obróbce jest marmur. Na ścianach pobliskich domów, najprawdopodobniej dawnych kamieniarzy i rzeźbiarzy umieszczono stare sprzęty, jakich  używano do obróbki kamienia przed wiekami. Na skwerach i ulicach niemal za każdym zaułkiem można znaleźć marmurowe dzieła, pomniki, fontanny, a nawet trwałe elementy infrastruktury miasteczka. Są przeróżne – stylizowane, będące kopią dawnych mistrzów, abstrakcyjne, ale też naśladujące współczesne przedmioty jak chociażby naturalnej wielkości marmurowa limuzyna.

Rozebrane góry

Ale prawdziwe zagłębie cennej, białej skały znajduje się w oddalonych o kilka kilometrów na wschód górach. Jadąc krętymi i wznoszącymi się drogami wjeżdżamy w krainę wąskich dolin wśród poszarpanych białych szczytów. Najwyższe wierzchołki sięgają do 2 tys. m n.p.m. Tu można samochodem pokrążyć po okolicy wypatrując skalnych wyrobisk – cave di marmo, od rzymskich pamiątek, po współczesne zakłady produkcyjne wyposażone w ciężki sprzęt, koparki, ciężarówki i palniki do cięcia skał. Drogi i opony samochodów pokrywa wszechobecny biały pył. Niezwykle wyglądają wierzchołki gór, częściowo rozebrane z wyciętych ogromnych marmurowych sześcianów i plastrów białego marmuru. Jakby ktoś rozkładał je z gigantycznych, białych klocków. Po drodze można spotkać miejsca dawnych plenerów rzeźbiarskich, gdzie pozostały wykonane amatorskie prace. Dopiero tam docenia się trud obróbki twardego kamienia, talent i finezję dawnych rzeźbiarzy i… brak wprawy amatorów. Można też skorzystać ze zorganizowanych wycieczek terenowymi samochodami, których trasa biegnie  przez kamieniołomy, jaskinie i pracownie rzeźbiarskie. 

Górska słonina, czyli lardo di Collonata 

Główną miejscowością pozyskiwania marmuru była Collonata. Mała górska wioska, położona ponad 500 m n.p.m. i licząca ledwie kilkuset mieszkańców, dziś jest celem wycieczek na marmurowym szlaku. Małe domki zawieszone są na skalnych półkach, wciśniętych w górską dolinkę otoczoną kamieniołomami. Przy małym placyku znajduje się kościółek, a wokół przy stromych uliczkach domki dawnych górników i kamieniarzy. Można sobie tylko wyobrazić jak ciężka była praca tutejszych górników w chłodzie zimy i skwarze lata. Nie dziwi więc fakt, że musieli odżywiać się dość kalorycznie i że w ich menu znalazła się… słonina, nazywana tu lardo di Collonata. To tradycyjnie utwardzana przez pół roku w marmurowych kadziach wieprzowa słonina z dodatkiem czosnku, soli, pieprzu i rozmarynu, która posiada chronione oznaczenie geograficzne (protected geographical indication PGI).

Dziś jest znanym kulinarnym delikatesem, a podaję się ją w formie cieniutkich plasterków, podobnie jak długodojrzewające szynki. To oferta licznych tu dziś larderii, lokali podających głównie miejscową słoninę z pieczywem i winem. W zacienionym winoroślą patio można chłodnym winem spłukać pył z gardła i na tej uczcie na ogół kończy się zwiedzanie kamieniołomów.

Między rzeźbami a oliwkami

Kilkanaście kilometrów na południe od Carrary i Collonaty znajduje się kolejna miejscowość na rzeźbiarskiej mapie Toskanii. To Pietrasanta czyli „święty kamień”, liczące niespełna 25 tys. mieszkańców miasteczko, które kontynuuje dawne tradycje rzeźbiarskie. W nazywanym współcześnie „małymi Atenami” znajduje się kilkanaście odlewni brązu i wiele pracowni. Tu powstawały prace Henry’ego Moore’a, Pietro Cascelli czy Mitoraja. Ba, rzeźbiarskie pasje realizowała tu nawet znana z ekranu Gina Lolobrigida. Wąskie uliczki i place stanowią wyjątkową galerię rzeźbiarską w plenerze, a na porannej kawie przed katedrą można spotkać znane osobistości. Tu swoją pracownię otworzył nazywany wskrzesicielem piękna Igor Mitoraj, dzieląc artystyczne życie na Francję i Włochy. Odkrył tam marmurowe kamieniołomy i odlewnie brązu. W końcu za namową przyjaciela, artysty kolumbijskiego pochodzenia Fernando Botero kupił tu dom i otworzył własną pracownię, a także uprawiał oliwki i tłoczył własną oliwę. Uważał, że w tym mieście nauczył się rzeźbić. Tu powstawały czerpiące z antyku i odwołujące się do warsztatów mistrzów Michała Anioła, czy Antonia Canovy jego monumentalne rzeźby. Okaleczone i pogruchotane torsy, obandażowane twarze i niewidzące oczy tak charakterystyczne dla artysty, jako obiekty dialogu współczesności z przeszłością istnieją dziś w przestrzeni wielu nowoczesnych metropolii. Rzeźby i rysunki Igora Mitoraja pokazano na 120 wystawach indywidualnych na całym świecie.

Mistrza Mitoraja i honorowego obywatela miasteczka pochowano w Pietrasanta siedem lat temu. W kilka miesięcy później zorganizowano mu wspaniałą plenerową wystawę. Rzeźby, obrazy, scenografia do spektakli operowych w mediolańskiej La Scali i Arenie w Weronie oraz odlewy usytuowano na placach miasteczka oraz w dawnym klasztorze Sant'Agostino. Niebawem w przebudowanej dawnej hali targowej w mieście zostanie otwarte, pierwsze na świecie muzeum, poświęcone artyście.