S KLASA

Powrót króla i technologiczna dyktatura

Mercedes klasy S to reprezentant najwyższego luksusu w motoryzacji. Od zawsze był on uosobieniem komfortu, wygody, ale także pionierem wprowadzania technicznych i technologicznych nowinek. W najnowszym wydaniu na pewno onieśmiela nowoczesnością, jednak czy to słuszna droga następcy luksusowego sedana?

Najsłynniejsza luksusowa limuzyna świata niezmiennie budzi emocje. Jednak tym Mercedes-Benz poszedł na kompromis. Z jednej strony próbuje odmłodzić swój wizerunek i dotrzeć do młodszych nabywców, z drugiej, rozwojem technologii zniechęca do siebie konserwatystów. To oczywiście odpowiedź na zmieniające się rynki odbiorców – w Europie klasy S kupują stateczni biznesmeni w dojrzałym wieku, ale w Chinach, średni wiek nabywcy topowego Mercedesa nie przekracza czterdziestki. 

Nowa klasa S zaprojektowana została więc w stylu ultra high-tech. Jak przystało na ten model, zawojowała rynek rozwiązaniami, których dotąd w motoryzacji nikt nie zaproponował. Czy jednak Mercedes tym razem nie przeholował? 

Klasa S to od zawsze duża i niezwykle komfortowa limuzyna. Najnowsze wcielenie, oznaczone wewnętrznym kodem W223 jest większe od poprzednika w każdą ze stron. Język stylistyczny, jaki zaproponowali tu projektanci, to rozwiązanie bardzo podobne do wcześniej pokazanych modeli CLS oraz CLA. Na szczęście wciąż widać tu wyraźny gen klasy S i w tej kwestii nie ma rewolucji – jest naturalna ewolucja, która zaktualizowała wygląd tego modelu. 

Zauważalną różnicą, są natomiast chowane klamki, które wysuwają się z karoserii, gdy tylko ktoś się zbliży lub ich dotknie. Rozwiązanie zwiększa elegancję, dodaje nowoczesności i poprawia aerodynamikę. Jest to jeden z najbardziej opływowych samochodów osobowych na świecie, ze wskaźnikiem oporu powietrza zaledwie 0.22.  

To także pierwszy seryjny Mercedes z opcjonalnym systemem Digital Light w przednich reflektorach. Pozwala on, poprzez użycie wiązki światła, na wyświetlanie na jezdni grafik – np. ostrzeżenia o robotach drogowych albo instrukcji nawigacji. Działa podobnie do rozwiązania, które znane jest z wielu modeli w postaci logotypu producenta wyświetlanego spod lusterka na podłodze. Tutaj jednak taki spektakl odbywa się przed oczami kierowcy i to w dodatku w czasie jazdy, bez odrywania wzroku od drogi!

Wewnątrz jak przystało na ten model, jest luksusowo, przestronnie i przejrzyście. Światło było jednym z priorytetów projektantów – zależało im na stworzeniu jasnego wnętrza, gdyż  właśnie takie dobrze wpływa na samopoczucie podróżnych. Z kolei oświetlenie ambientowe rozbudowano o kolejne barwy, przez co potrafi się ono inteligentnie dostosowywać do warunków zewnętrznych.

Nowa S-klasa naszpikowana jest sztuczną inteligencją. Mamy tu do czynienia z rozwinięta obsługą głosową „Hej Mercedes” i kontynuacją światowego trendu: „kto zaproponuje większy wyświetlacz”. Mercedes posunął się w tej kwestii naprawdę daleko. Centralna konsola zdominowana jest przez centralny ekran. Do tego dochodzi wyświetlacz przed kierowcą oraz dodatkowo head-up. 

Opanowanie technologii, jaką serwuje nam ten samochód, z pewnością zajmie wiele dni. Ale nie bez powodu właściciele klasy S często korzystają z usług szofera – będzie to więc zmartwienie kierowcy, a nie nabywcy. A skoro mowa o tylnej kanapie, to warto dodać, że „eska” jest pierwszym samochodem na świecie, który oferuje czołowe poduszki powietrzne dla pasażerów siedzących z tyłu. 

Rozwój dotknął także nagłośnienia. System audio 4D to nowość – chodzi tutaj o odczuwanie dźwięków w zupełnie nowy sposób. Fotele, na wysokości kręgosłupa wibrują adekwatnie do rytmu muzyki. Brzmi interesująco? Ja sugerowałbym skazanie twórcy tego rozwiązania na korzystanie z niego przez kilka godzin dziennie! Na szczęście tę funkcję można wyłączyć. To kolejny dowód na to, ze lepsze jest wrogiem dobrego. 

Mimo tych wszystkich nowoczesnych i multimedialnych rozwiązań, klasa S ma też do zaoferowania niezawodną mechanikę, czyli: duże spalinowe silniki, w tym diesle i gatunek na wymarciu - V8, napęd na 4 koła oraz niebywałą zwrotność. To właśnie dzięki wyraźnie skrętnej tylnej osi, ta wielka, ponad 5-metrowa limuzyna jest w stanie zawrócić w podobny sposób jak miejskie kompakty (!). 

Testowany przez nas egzemplarz S500 pochodzący z parku samochodów testowych dealera BMG Goworowski to 3-litrowy, 6-cylindrowiec o mocy 435 KM. Zapewnia on dostatecznie dużo mocy, wysoki komfort akustyczny i co również istotne – racjonalny zasięg. W przypadku modelu S500 realne jest przejechanie nawet 700 kilometrów w trasie na pełnym zbiorniku. 

Cennik Klasy S otwiera wariant S 350 d za 434 200 zł. Z kolei testowany S500 z niemal kompletnym wyposażeniem to już wydatek rzędu 800 000 zł. 

 

123
03/2021

Spotkanie z nią jest kosmicznym doświadczeniem. Bije od niej spokój, trudne do wyjaśnienia uduchowienie oraz ciepło, które roztacza jak energetyczną aurę.