MAGIA GDYŃSKICH 

KIN PRZEDWOJENNYCH

Niespełna sto lat temu, bo w 1926 roku w Gdyni odbył się pokaz filmu „Neapol. Południowe Włochy”. Tym samym swoją działalność oficjalnie rozpoczęło pierwsze kino w mieście.

Już od późnego popołudnia wokół budynku zlokalizowanego na rogu ulicy 3 Maja i 10 Lutego, w miejscu dzisiejszej kawiarni Cyganeria, zbierała się spora grupa ludzi. Elegancko ubrani panowie dumnie prowadzili swoje partnerki. Były też władze miasta i portu. W 1926 roku Gdynia dopiero co uzyskała prawa miejskie i liczyła 12 tys. mieszkańców, którzy byli spragnieni wszelkich rozrywek. Na ratunek przybyła „Czarodziejka”. 

Nowe kino mogło pomieścić 300 osób. Punktualnie o godzinie 17:00 rozpoczął się seans. Były to jeszcze czasy kina niemego, zatem jako pierwszy zaczął taper, czyli pianista akompaniujący filmowi. Z powodu otwarcia, w kinie pojawiła się też orkiestra. Publiczność była zachwycona - pierwszy film przeniósł ją w gorące południowe Włochy. Po seansie widzowie zapełnili okoliczne restauracje. 

Magiczna prekursorka vs protoplasta multipleksów

To właśnie kino biło wszelkie rekordy pod względem popularności rozrywek w przedwojennej Gdyni. Szlaki przetarła „Czarodziejka”, od której właściwie rozpoczął się kinowy boom. Obiekt posiadał 300 miejsc, a jego właścicielem był warszawiak Brunon Zieliński. Początkowo seansy wyświetlano zimą 3 dni w tygodniu, a wiosną i latem przez całe 7 dni. Oprócz kina znajdowało się tu pomieszczenie teatralne i koncertowe, z których często korzystała również Orkiestra Marynarki Wojennej oraz Chór Gdyński. Działał tu też popularny kabaret i niejednokrotnie autorskie spotkania miał tu sam Tadeusz Boy Żeleński. „Czarodziejka” była kinem niemym, jednak urozmaiceń nie brakowało. Niekiedy była to orkiestra, innym razem nawet występy artystyczne! „Do wspaniałego dramatu erotycznego „Złota Pantera”, dyrekcja kina „Czarodziejka” zakontraktowała specjalny zespół aktorski, który prócz odtańczenia specjalnego tańca, będzie bawił publiczność kupletami i piosenkami” - czytamy w wydaniu „Dziennika Gdyńskiego” z 1930 roku.

W tym samym roku do kina próbowano wprowadzić prawdziwą rewolucję - dźwięk. Seansem, który miał zainaugurować działanie pierwszego aparatu dźwiękowego w mieście był film „Ojcze”, do którego dołączono nadprogram w postaci komedii oraz próbnych dźwięków w formie koncertów muzycznych. Nie było to jednak urządzenie do odtwarzania głosów z filmu, a służyło jedynie do wprowadzania efektów muzycznych w postaci śpiewów.

Jakiś czas później kino ze względu na stare, drewniane fundamenty, zostało zamknięte. Otwarto je ponownie i działało nieprzerwanie do 1937 roku, kiedy to zostało zburzone z powodu rozbudowy budynku Banku Gospodarstwa Krajowego. 6 maja odbył się ostatni seans i celowo wyświetlono wówczas produkcję „Adieu”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu „do widzenia”.

W 1929 roku, oprócz „Czarodziejki”, istniały w Gdyni jeszcze dwa kina: kino Marynarki Wojennej, mieszczące się w koszarach na Oksywiu oraz awangardowe „Morskie Oko”. Właśnie to ostatnie okazało się największą konkurencją dla gdyńskiego pioniera kinematografii i to jemu przypadło wyświetlenie pierwszego dźwiękowego filmu. 21 lutego 1931 roku odbył się tu pierwszy seans z użyciem aparatury dźwiękowej, wyświetlono film produkcji amerykańskiej „Parada Miłości” z Maurice'm Chevalierem. Za efekt dźwiękowy odpowiadał nowoczesny sprzęt firmy ,,Western Electric”, który kosztował 150 tysięcy zł. O wielkim zachwycie mówią notatki prasowe z Dziennika Gdyńskiego: „Aparat ten daje czy to w śpiewie czy w mowie ton czysty, naturalny, bez żadnego szmeru zgrzytu, ma się złudzenie, że żywy człowiek przemawia, a nie aparat. To, co najwięcej razi we wszystkich dźwiękowcach, to jest głos, który każ¬dy z widzów słyszy, który wydobywa się z tuby o grubym chrapliwym dźwięku tak, że trudno odróżnić różnicę głosu męskiego od głosu żeńskiego, tego właśnie w aparaturze Morskiego Oka nie ma, jest idealna czystość i naturalność głoso¬wa”.

Jeżeli chodzi o samo kino, mieściło się ono w restauracji „Casino” tuż przy dzisiejszym Skwerze Kościuszki, i taką też nazwę otrzymało na początku. Dopiero z czasem zmieniono ją na „Morskie Oko”, które okazało się jednym z nowocześniejszych kin w Polsce tamtego okresu, nie tylko ze względów sprzętowych, ale również wizualnych. 

Do kina wchodziło się przez wielkie drzwi usytuowane od strony miasta. Pierwsze kroki stawiało się w olbrzymiej poczekalni, która była oświetlona wielkimi żyrandolami i miała aż 300 metrów długości. Było to miejsce dyskusji, towarzyskich flirtów, a nawet czytelni, bowiem goście mieli do dyspozycji czasopisma z wielu rejonów Polski, które można było przeglądać w wygodnych fotelach. Osobna poczekalnia czekała na tych, którzy kupowali miejsca najtańsze. Największe wrażenie robiła jednak sala kinowa. Widzom od progu rzucał się w oczy granatowy, majestatyczny sufit, na którym umieszczono 2600 złotych gwiazd. Cała sala była oświetlona 48 lampami elektrycznymi. „Morskie Oko” było prawie dwukrotnie większe od „Czarodziejki”. Sala mieściła aż 580 osób. Dwa razy droższe były również bilety, ale taką cenę płaciło się właśnie za jakość i komfort, którego magiczna prekursorka nie miała. Oprócz kina w budynku mieściła się również restauracja, kasyno, kawiarnia i sala wykładowa. Niewątpliwie był to najbardziej nowoczesny lokal rozrywkowy ówczesnej Gdyni, który dorównywał swoim wyposażeniem i wyglądem najwytworniejszym kinom w stolicy.

Mniejsi, lecz popularni

Wielkie zapotrzebowanie na rozrywkę kinową sprawiało, że zaczęły powstawać również kina bardziej kameralne. Zresztą nawet „Czarodziejka” nie miała szans dorównać swojemu konkurentowi, który wysoko postawił poprzeczkę nie tylko dla niej, ale także dla kolejnych kin pojawiających się w Gdyni, jak choćby stylowej „Bajki” przy Skwerze Kościuszki. W 1931 roku tak o niej pisano: „Kino, choć małe, lecz wykwintnie urządzone, doborem swoich obrazów nie ustępuje najlepszym kinom stołecznym. Dyrekcja widocznie pragnie zadowolić bywalców kina, gdyż obrazy wyświetla rzeczywiście pierwszorzędne. [...] aparatura dźwiękowa jest pierwszorzędna, głos płynie czysty, dźwięczny, a równocześnie obrazy są wyraźne. Dalszy walor Bajki to bliskie położenie od najruchliwszego centrum miasta, co przy konkurencyjnych cenach - wróży powodzenie na przyszłość”. Niestety, kino nie przynosiło oczekiwanych zysków i bardzo szybko zostało zamknięte.

Ciekawe było też drugie kino Brunona Zielińskiego, który chwilę po zamknięciu „Czarodziejki”,  otworzył autorską „Bodegę”. Była to ciekawa hybryda - w okresie letnim kawiarnia, a poza sezonem kino, w dodatku jedno z najtańszych w mieście. Budynek z tarasem utytułowany był przy samej plaży, w miejscu obecnego parkingu przy ul. Zawiszy Czarnego pod Kamienną Górą.

Swój udział w gdyńskiej kinematografii miał też znany malarz Marian Mokwa. W 1934 roku wybudował nowoczesny budynek mogący pomieścić prawie 1000 osób, która dwa lata później została przekształcony w kino dźwiękowe „Lido”. To właśnie tu wyświetlono również relację z koronacji króla Jerzego. Kino było czynne do wybuchu Il wojny światowej.

Przy Skwerze Kościuszki działało też kino „Polonia”, które zasłynęło tym, że jako pierwsze posiadało miejsca numerowane. Chwilę przed wybuchem wojny, na ul. Świętojańskiej powstało jeszcze jedno kino prywatne - „Gwiazda”. Nazwę wymyśliła sama Helena Grossówna. Ponoć po obejrzeniu projektu wnętrz miała powiedzieć, że będzie to prawdziwa... gwiazda wśród pomorskich kin. Tak też się stało. Nowe kino liczyło prawie tysiąc miejsc. Ogromny ekran i dobra jakość dźwięku pozwalała cieszyć się z seansu zarówno gościom w pierwszych rzędach jak i tym, którzy swoje miejsca mieli na balkonach. Pojawiło się również ogrzewanie oraz klimatyzacja, co zrobiło furorę wśród odwiedzających. Ogromna, nowoczesna sala nie była jedyną atrakcją, ponieważ oprócz niej w budynku mieścił się bufet, kawiarnia, bar z kolorową fontanną, palarnie i szatnie dla gości.

Poza kinami w centrum miasta, stopniowo pojawiały się też kina w peryferyjnych dzielnicach Gdyni. I tak w 1937, po raz pierwszy w repertuarze kinowym uwzględniono kino „Lily” w Chyloni, w którym jako pierwszy wyświetlono film „Mleczna droga”. Z kolei w lipcu 1937 roku w orłowskim kinie „Miraż” zadebiutował film zatytułowany „Barbara Radziwiłłówna”. W lutym następnego roku działało już kino „Zorza” w gdyńskim Grabówku. W dzielnicy Oksywie działał kinematograf utworzony przez władze Marynarki Wojennej o nazwie „Torpeda", będący własnością Komendy Portu Wojennego.W okresie międzywojennym liczba kin stale wzrastała, a wraz z nią liczba sprzedanych biletów. Na dobre rozpoczęła się „bitwa” o widza.

Zorro, Chaplin i Pan Tadeusz

Zasada była prosta - repertuar musiał być atrakcyjny. Zmieniano go co najmniej raz w tygodniu. Kina oferowały kilka seansów dziennie, w sezonie zimowym było ich mniej, natomiast w letnim, ze względu na przybywających turystów organizowano dodatkowe godziny projekcji. Mimo dynamicznie rozwijającej się kultury, zagraniczne filmy proponowane przez kina rzadko były nowościami. Zazwyczaj były to filmy powstałe parę lat wcześniej. Powodem tego była coraz większa moda na kino dźwiękowe w Stanach Zjednoczonych. Niestety nadmorskie sale początkowo były przystosowane jedynie do odtwarzania filmów niemych. Tak więc wśród gdynian furorę robiło amerykańskie kino gatunkowe, a także filmy radzieckie i niemieckie. W tamtych czasach rządziły westerny. Dużą popularnością cieszył się też „Zorro” z Douglasem Fairbanksem, prawdziwy klasyk z początków kina akcji z gatunku płaszcza i szpady. Niemniej popularny był krótkometrażowy „Frankenstein” wyprodukowany przez samego Thomasa A. Edisona oraz projekcje z Charliem Chaplinem w roli głównej. Czasami zdarzało się też, że w Gdyni puszczano filmy, które były zakazane w sąsiednim Wolnym Mieście Gdańsku. Tak było chociażby z filmem „Na zachodzie bez zmian”, które w 1931 roku wyemitowano w „Morskim Oku”.

Ogromnym zainteresowaniem cieszyły się również polskie produkcje. Adaptacje książek takich jak „Pan Tadeusz”, „Przedwiośnie” czy „Quo Vadis” oraz komedie z całą plejadą ówczesnych gwiazd przyciągały do kin tłumy. Nawet kiedy w Gdyni zaczęły pojawiać się filmy dźwiękowe to publiczność chętnie wybierała rodzime kino. Ich popularność wynikała z tego, że część odbiorców miała problem z czytaniem pojawiających się na ekranie napisów. Nie zabrakło też wielkich szlagierów światowego kina, jak chociażby „Mata Hari” z Gretą Garbo z 1931 roku czy „Impreratorowa” z Marleną Dietrich z 1934 roku.

Różnorodny repertuar objawiał się także wyświetlaniem filmów skierowanych do różnych grup wiekowych. O wczesnych porach były organizowane seanse dla dzieci, a po godzinie 23:00 prezentowano filmy dla widzów dorosłych. Nocne projekcje często były wyświetlane osobno dla mężczyzn i kobiet, a ich tematyka dotyczyła edukacji seksualnej, problemu prostytucji, czy chorób wenerycznych. Hitem był film „Nasza bolączka” o chorobach wenerycznych oraz „Piekło Kobiet”, będący protoplastą gatunku thrillera erotycznego.

Jednak wraz z pojawieniem się kryzysu nawet tak szeroki wybór filmów przestał być wystarczający, aby zachęcić gdynian do chodzenia do kina. Zaczęły pojawiać się różnego rodzaju promocje. Niektóre kina obniżały ceny biletów, inne wpuszczały dwie osoby na jedną wejściówkę. Były też drukowane kupony zniżkowe na poszczególne seanse, które pojawiały się w gazetach. Aby jeszcze bardziej uatrakcyjnić swoim klientom pobyt w kinie właściciele zapewniali tak zwane nadprogramy. Czasami był to dodatkowy krótki metraż wyświetlany przed właściwą projekcją, a czasem zapraszano gościnnie śpiewaków operowych oraz organizowano taneczne i teatralne występy na żywo.

Efekty specjalne, czyli Taper i Perfum Boj

Jednak zanim w sali kinowej przygasły żarówki, nim na brudnawym ekranie nie przeleciała szeleszcząca, pusta taśma i nie wyświetlił się tytuł filmu, odbyć się jeszcze musiał niezmienny rytuał wstępu muzycznego. Tuż przed seansem, do stojącego zazwyczaj pod ekranem pianina podchodził muzyk i zaczynał swą uwerturę. To nikt inny jak taper, czyli pianista na żywo reagujący graniem do wyświetlanych scen. Co ciekawe, jego inną, mniej znaną funkcją, było dbanie o zagłuszanie głośno pracującego projektora.

Sama muzyka na żywo w kinie nie była niczym nadzwyczajnym. Podczas projekcji niemych filmów melodie grane przez tapera wpasowywały się w panujący na ekranie klimat. Improwizowane utwory wykonywane na pianinie stały się kluczowym elementem każdego seansu. Czasami zdarzało się tak, że gdy film dopiero wchodził do kin, taper nie słyszał go wcześniej i musiał improwizować. Jego rola w kinie była o tyle istotna, że potrafił wpływać na odbiór filmu. To właśnie on w odpowiednich momentach budował napięcie, podkręcał dramaturgię albo potęgował rozbawienie.

Niemniej ciekawym zawodem był Perfum Boj, którego profesja miała zbawienne skutki dla odwiedzających kina widzów. Niestety gdyńskie kina bardzo cierpiały z powodu słabej wentylacji i starych drewnianych fundamentów, co w połączeniu z salą pełną ludzi dawało naprawdę nieświeży zapach. Ten problem pojawiał się w tych skromniejszych lokalach, których nie było stać na remont.  Właśnie wtedy z pomocą przychodzi tzw. Perfum Boje. Młodzi chłopcy, w zamian za możliwość oglądania seansów rozpylali perfumy po sali tak, aby zapach stęchlizny i potu był niewyczuwalny dla gości.

Zniechęcająca woń nie była jednak najgorszą konsekwencją źle przystosowanych budynków. Często stanowiły one zagrożenie dla życia ze względu na ich łatwopalność. Tak też było w 1938 roku w kinie „Bodega”. Pożar wybuchł podczas premiery filmu „Trędowata”, czego przyczyną najprawdopodobniej okazał się wadliwy komin. To tragiczne wydarzenie nie poniosło jednak ze sobą ofiar. Kino niestety zostało całkowicie zrównane z ziemią, a jego właściciel już nigdy go nie odbudował.

Odpowiedniki studyjniaków czy przodkowie multipleksów?

Gdyńskie kina początku ubiegłego wieku z jednej strony był małymi, kameralnymi budynkami, które funkcjonowały mając do dyspozycji niewielki budżet. Sprzęt, którego używały do wyświetlania filmów najczęściej nie był najlepszej jakości, jednak ceny biletów przyciągały dużą część gdynian. Z drugiej strony były również kina, które zachęcały widzów nowatorskimi rozwiązaniami umilając przy tym każdy kolejny seans. W „Morskim Oku” mieszkańcy Gdyni mogli obejrzeć pierwszy dźwiękowy film, a w kinie „Polonia” pojawiły się numerowane miejsca oraz kurtyna, która dodawała prestiżu. Natomiast w najbardziej luksusowym kinie „Gwiazda” była nawet klimatyzacja.

Te magiczne miejsca, które niespełna sto lat temu przyciągały tłumy gdynian obecnie zniknęły bez śladu. Część lokali została zniszczona w czasie wojny, niektóre z nich zostały przerobione na sklepy spożywcze i miejsca pod wynajem, a jeszcze inne stoją opustoszałe. Mimo, że obecnie można je zobaczyć jedynie na fotografiach w archiwalnych zbiorach miasta Gdynia to pamięć o nich nadal jest żywa czego dowodem są nazwy sal kinowych w Gdyńskim Centrum Filmowym: „Morskie Oko”, „Goplana” (dawniej „Polonia”) i „Warszawa” (dawniej „Gwiazda”).

 

 

Kino 

w Polsce

Kazimierz Prószyński, Piotr Lebiedziński oraz Bolesław Matuszewski to pionierzy polskiej kinematografii. Już w 1894 roku Prószyński wynalazł pleograf - aparat łączący w sobie funkcję kamery i projektora. Niespełna rok później, Lebiedziński skonstruował tzw. kinematograf Lebiedzińskiego, na którym zarejestrował dwa filmy krótkometrażowe. Z kolei ostatni z nich, Bolesław Matuszewski wraz z bratem Zygmuntem, w 1895 roku założył w Warszawie pierwszą polską wytwórnię filmową o nazwie Paryska Fotografia Lux Sigismond et Comp, w której zatrudnił kilku operatorów i zajmował się produkcją krótkiego metrażu. Pierwszy prawdziwy pokaz filmowy odbył się natomiast 18 lipca 1896 roku, co ciekawe, bez udziału pionierów. Wykorzystano wówczas  kinetograf spółki Edisona. Natomiast pierwsza projekcja kinowa miała miejsce 14 listopada 1896 roku i została przeprowadzona przez ekipę operatorską należącą do Louisa Lumière’a. Pierwsze kino w Polsce powstało w 1899 roku w Łodzi. „Gabinet Iluzji”, bo tak się nazywało, został założony przez Antoniego i Władysława Krzemińskich. Dziś pozostało po nim jedynie wspomnienie, lecz bezapelacyjnie spełniło ono swoją rolę. Od tamtego czasu fascynacja ruchomymi obrazami zaczęła się udzielać wszystkim bez wyjątku.

 

120
12/2020

– Można nas dotknąć, dać całusa, przytulić, potrzymać za rękę, bo dzięki temu, po pierwsze, człowiek dłużej żyje, a po drugie, musicie wiedzieć, że my też jesteśmy zwykłymi ludźmi.