Nazywamy się team.

Jit Team

 

Ponad 300 pracowników i kontrakty zrealizowane dla Boeinga, Rolls Royce’a, skandynawskich firm z sektora finansów czy greckiego armatora, aż wreszcie dla gdańskiego LPP. W sierpniu 2010 roku, czyli dokładnie 10 lat temu, u dwójki przyjaciół, specjalistów od IT, zrodził się pomysł na start-up. Dzisiaj pod gdyńską marką Jit Team zdobywają klientów na całym świecie.

Nad wodą pędzi czarno-biały latawiec, a obok niego drugi, żółto-czarny, z równie widocznym logiem „Jitowców”. Stałym bywalcom Chałup 6 grafika promująca Jit Team jest dobrze znana – na kempingu od kilku lat stoją ich obrandowane przyczepy, a pracownicy w żółtych firmowych bluzach regularnie odwiedzają kitesurfingową mekkę. 

– Właśnie tu mieści się nasz summer office – wyjaśnia Magdalena Plewa, HR manager, oprowadzając nas po wakacyjnych rewirach Jit Teamu. – Mamy tu „Jitowe” przyczepy kempingowe, które pracownicy mogą wynająć latem. I to jest to coś, co na pewno robi tzw. „wow" – śmieje się.

Wszędobylski piasek, dziki wiatr i niezobowiązujący dress code towarzyszące życiu – nawet sezonowemu – na Chałupach to z pozoru dość nietypowe okoliczności odpoczynku dla zarządu i pracowników firmy, która w samym ubiegłym roku osiągnęła przychód sięgający sześćdziesięciu milionów złotych. Jednak kempingowy slow-life to idealne uzupełnienie tętniącego życiem gdyńskiego biura „Jitowców”, które na codzień zapełniane jest zespołem blisko stu pięćdziesięciu stacjonarnych pracowników. Drugie tyle działa „w terenie”, czyli u klientów, zarówno w Trójmieście, jak i Warszawie.

Nowe spojrzenie na biznes w IT

Choć letnie biuro robi wrażenie, to sama historia Jit Team nie jest jedną z tych filmowych. Tempo rozwoju firmy, zasięg działania czy profil klientów – wszystko to jest imponujące, jednak ciężko przypisać sukces założycieli niesamowitemu zbiegowi okoliczności czy niespodziewanym losom bohaterów. To raczej prozaiczna historia ludzkiej determinacji, konsekwencji i uczciwej pracy dwójki przyjaciół – Bartosza Cieślińskiego i Mariusza Bessmana – którzy swoje wartości przenieśli na ponad trzystuosobowy zespół.

– Przez wiele lat pracowaliśmy dla jednej z największych w tamtym czasie firm IT i robiliśmy duże projekty z sektora telekomunikacyjnego. Towarzyszyła nam presja na czas i zakres, czyli jak najwięcej funkcjonalności w systemach IT w jak najkrótszym terminie – zaczyna opowieść Bartosz Cieśliński. – Niestety te kryteria wpływały na jakość dostarczanych rozwiązań. Gdy były problemy z wydajnością, z reguły dokładało się tylko kości pamięci, dyski i procesory. Chcieliśmy to zmienić. I tak zaczęła się nasza przygoda z własnym biznesem.

– Chcieliśmy stworzyć firmę, która działa na innych zasadach, czyli uczciwie, transparentnie. Firmę, która mówi, że jak się da zrobić, to się da zrobić, a jak się nie da, to mówi wprost, że się nie da. Wcześniej słyszeliśmy: „Jest taki projekt, jest taki harmonogram i tak trzeba zrobić”. Często gra polegała na tym, że jeżeli nie dało się czegoś zrobić w zadanym czasie, wina przerzucana była na klienta. Nie zgadzaliśmy się z takim podejściem – wspomina Mariusz Bessman.

Rozpoczęli własny biznes, na pierwszy ogień biorąc małe zlecenia. Ich pierwszym dużym klientem była Nordea.

– To było zlecenie ratunkowe przy jednym z krytycznych systemów. Bardzo dobrze je wykonaliśmy i padło pytanie: „Skoro tak dobrze to robicie, to może zostaniecie z nami na dłużej? Byliśmy wtedy małą firmą, ale chcieliśmy rosnąć. Wiedzieliśmy, że szerokie kompetencje Jit Team przyjdą z nowo zatrudnionymi ludźmi, więc podjęliśmy rękawicę. Zaczęliśmy szukać na rynku i dostarczać Nordei odpowiednich specjalistów. To był rok 2011 – wspomina Bartosz Cieśliński, współzałożyciel „Jita”.

Dla tych, którzy chcą się rozwijać 

Siłą Jit Team była doskonała znajomość rynku IT. Założyciele firmy nie tylko znali technologię, lecz także – a może przede wszystkim – posiadali szerokie kontakty, dzięki którym nawet mimo niedługiego stażu na rynku pod własną marką szybko stali się konkurencyjni. 

W czasie ich startu polska branża IT była już mocno rozwinięta. Przy rosnącej liczbie ekspertów na rynku coraz trudniej było dotrzeć do właściwego specjalisty, znaleźć tego najlepszego. Duże firmy nie potrafiły sobie z tym poradzić. Co prawda pojawiły się agencje rekrutacyjne, które starały się pozyskać ludzi do wewnętrznych działów IT, ale wiedza HR-owców o technologii i samej branży była dużo bardziej ogólna niż ta, którą posiadał Jit Team. 

„Jitowcy” wynajdywali ekspertów, którzy po akceptacji klienta trafiali bezpośrednio do jego biura. Łącząc pracę rekruterów z dogłębną znajomością branży IT, mogli dostarczać takich specjalistów, którzy znali technologie najlepiej, czyli spełniali standardy sygnowane marką Jit Team. 

– Przykładamy ogromną wagę do tego, kogo zatrudniamy. Wybieramy najlepszych kandydatów, umiemy ich weryfikować – opowiada Magdalena Plewa i dodaje: – Sam fakt, że mocno maglowaliśmy kogoś na rozmowie, sprawiał, że zaproszenie na nią było wyróżnieniem. Dobry kandydat wie, że rozmawia ze specjalistami. Bez tak ostrej selekcji byłoby pewnie więcej chętnych do pracy, ale nasi klienci i pracownicy przestaliby ufać nam i naszym standardom. Zdarzały się sytuacje, że gdy pytaliśmy kandydata, jak do nas trafił, to padała odpowiedź: „Kolega was polecił. Mówił, że jest fajny proces rekrutacji”. „A kolega pracuje w Jit?” – pytaliśmy. „Nie, odpadł” – odpowiadano.

Dziś, po dekadzie działania na rynku, strategia współpracy z klientem trójmiejskiej firmy jest nieco inna. Jit Team nie tylko oddaje do dyspozycji klientów gotowe zespoły do rozwiązania danego problemu, ale również bierze na siebie odpowiedzialność za realizację całych projektów. Są więc pracownicy, którzy pracują bezpośrednio u klienta, ale już prawie połowa „Jitowej” kadry wykonuje pracę w biurach własnej firmy. Niezależnie od tego, czy pracownicy pracują „w terenie”, czy w biurze, wciąż są największym potencjałem Jit Team. Stąd najsłynniejszy slogan firmy: „Jit Team – the human factor of IT”.

– O dobrych pracowników trzeba dbać. A to oznacza po prostu słuchanie ich potrzeb i odpowiadanie na nie – przyznaje Magdalena Plewa. – Najbardziej zależy nam na zatrudnianiu tych osób, które chcą się rozwijać, dopinać ciekawe projekty z nowymi technologiami i być stale „up to date”.

– Nam się najlepiej pracuje z ludźmi, którzy są tacy jak my, czyli interesują się technologią. Chcemy, by budowali tu przyjaźnie, by mieli z kim iść na piwo i angażowali się w technologiczny i społeczny aspekt tej pracy – wyjaśnia Łukasz Drzewiecki, naczelny architekt rozwiązań i manager odpowiedzialny za realizację projektów wewnętrznych „Jita”. – W naszym biurze mamy funroom, kilka konsol, piłkarzyki… Ale gdyby tak się przyjrzeć, mało kto korzysta z tego sprzętu. Bo to nie rozrywka i benefity przyciągają i motywują naszych pracowników, tylko wyzwania technologiczne, poczucie siły sprawczej i zaangażowanie. 

Mapy dla Boeinga, infrastruktura dla Rolls-Royce’a, Elektroniczna metka  dla LPP

Współpraca z Boeingiem przy stworzeniu i koordynacji systemu elektronicznych map używanych przez pilotów na całym świecie. Modernizacja systemów Norweskiego Depozytu Papierów Wartościowych. Pomoc w wymianie core’owego systemu w Nordei – jednym z największych banków na świecie. No i współpraca z Rakuten, japońskim gigantem sprzedaży elektronicznej i sponsorem FC Barcelony, w zakresie rozwoju platformy e-bookowej Kobo. To zaledwie kilka projektów spośród tych, które Jit Team wspierał technologicznie, dostarczając swoich ludzi, wiedzę i doświadczenie.

– Największym projektem tego roku jest zlecenie dla Nordic Trustee, skandynawskiej firmy świadczącej usługi finansowe na rynku obligacji korporacyjnych i pożyczek międzykorporacyjnych. Budujemy dla nich nowy system centralny – zdradza Witold Bołt. – Jesteśmy w zaawansowanej fazie prac, które mimo pandemii posuwają się sprawnie do przodu. Pełne wdrożenie rozłożone jest na kilka etapów i wymaga wielkiego zaangażowania ze strony niemal trzydziestoosobowego zespołu w Jit oraz specjalistów od finansów po stronie klienta. Projekt planujemy ukończyć wiosną 2021 roku, ale już teraz rozmawiamy o rozszerzeniu współpracy na kolejne wspólne przedsięwzięcia.

Innym ciekawym zleceniem, w którym uczestniczyli „Jitowcy”, było stworzenie nowego systemu do alokacji produktów dla LPP, czyli systemu do właściwej pod względem logistycznym dystrybucji towaru z magazynów do poszczególnych sklepów. Trzeba też wspomnieć o projekcie RFID, czyli elektronicznej metce umieszczonej w klipsie zabezpieczającym towar. System umożliwia śledzenie towaru na każdym etapie procesu logistycznego, od wjazdu do magazynów centralnych, aż do wystawienia produktów na wieszakach w sklepie, co daje szerokie możliwości monitorowania i optymalizacji procesów. Mówiąc prościej, rozwiązanie pozwala LPP-owi ograniczać koszty i lepiej dopasować ofertę do potrzeb klienta – również klienta kupującego online.

– Jesteśmy zaangażowani w prace rozwojowe w projekcie RFID w LPP od przeszło dwóch lat. Jeszcze przed pandemią LPP z sukcesem wdrożyło tę technologię w Reserved – wyjaśnia Mariusz Bessman. – Profity płynące z rozwiązania są ogromne. Remanent ręczny wykonywany w sklepie przez ponad 50 osób pracujących całą noc udało się zastąpić elektronicznym remanentem, do którego przeprowadzenia potrzebny był jeden człowiek, a cały proces trwał 40 minut.

– Pracowaliśmy też z morskim Rolls-Roycem produkującym silniki dla statków i osprzęt maszynowni. Nasi managerowie zarządzali globalnymi projektami technologicznymi Rolls-Royce Marine. We współpracy z dostawcami sprzętu zaplanowaliśmy i dostarczaliśmy infrastrukturę IT, budując lub rozbudowując serwerownię i nowe elementy sieci korporacyjnej czy realizując migracje danych. Na całość prac składały się setki elementów i tysiące zadań, a nasi specjaliści odpowiadali za prawidłowe skoordynowanie prac zespołów rozproszonych po całym świecie – dodaje Witold Bołt.

Najważniejsza jest rekomendacja

Misją Jit Team jest coś więcej niż dostarczanie klientom zespołu specjalistów, zarządzanie zasobami ludzkimi, czy też skupienie się wyłącznie na realizacji danego projektu.

–  Jesteśmy realnym partnerem technologicznym klientów i ich biznesów – wyjaśnia Witold Bołt, który pracuje w firmie już osiem lat, a od roku, jako CTO, zajmuje się głównie budowaniem relacji z nowymi i obecnymi klientami, łącząc światy technologii i biznesu. – Wkraczamy wtedy, gdy widzimy, że biznes chciałby rozwijać się szybciej, a technologia, która z założenia powinna pomóc w spełnieniu tego celu, często po prostu przeszkadza. Nasze zadanie to pomóc klientowi czerpać prawdziwe i pełne korzyści płynące z technologii IT, czyli w istocie zmienić sam biznes na nowocześniejszy.

Na rynku dostawców technologicznych Jit Team wygrywa tym, że klientów przekonuje do siebie nie tyle pokaźną promocją, ile merytoryką. 

– Marka technologiczna tak właśnie działa: zaufanie klientów zdobywamy, udowodniając, że naprawdę jesteśmy ekspertami w naszym fachu. Marketingowe zagrywki i „ładne opakowanie” na niewiele się tu zdadzą. Sprzedajemy usługi specjalistyczne i to właśnie do specjalistów mamy trafić – tłumaczy Bołt. 

Takie podejście do klienta wyjaśnia, dlaczego przez wiele lat istnienia Jit Team firma nie miała ani jednego pracownika od sprzedaży. Najlepszy marketing to dobrze wykonywana praca, a co za tym idzie – zaufanie i polecenia klientów.

– Właściwie każdy liczący się kontrakt zdobyliśmy przynajmniej po części dzięki poleceniom, czy to innych klientów, czy ich pracowników – dodaje CTO w Jit Team. – Nasza praca nas broni. I niech świadczy o tym też fakt, że nigdy w historii „Jita" nie straciliśmy klienta przez nasz błąd i niezadowolenie drugiej strony.

Relacje biznesowe zawiązywane przez Jit Team są dogłębne i długofalowe – zarówno na etapie „preprodukcji”, czyli biznesowych przedbiegów, jak i właściwej współpracy. 

– Zwykle mija blisko pół roku od pierwszego kontaktu z klientem, zanim rozpoczniemy z nim pełną pracę – przyznaje Łukasz Drzewiecki. – Przez ten czas przeprowadzamy serię spotkań, szkoleń i warsztatów. Czasem robimy mały projekt pilotażowy, by wdrożyć się w tę konkretną relację i sprawdzić, jak wygląda współpraca z drugą stroną. Staramy się wiele dowiedzieć o naszym kliencie i chcemy, by on też nas poznał i nam zaufał.

– My stawiamy mosty. Realizujemy duże, poważne projekty. I zależy nam na tym, by po wdrożeniu zostać z klientem, wspierać go technologicznie i przeprowadzać projekt przez kolejne etapy. Dlatego gdy pozyskujemy trzech czy czterech nowych klientów w roku, jest to dla nas naprawdę dobry wynik – dodaje Łukasz Drzewiecki.

Zarząd Jit Team przyznaje, że są wartości, których ich firma nigdy nie porzuci, bo to właśnie na nich zbudowano markę. Najważniejsza jest szczerość relacji, dlatego firma nie boi się odmówić współpracy z klientem ani wtedy, gdy po prostu nie jest wstanie wykonać zlecenia, ani gdy między stronami nie powstała „chemia”. Równie cenna jest lojalność wobec klientów i praca w modelu fair-play.

– Mamy jeszcze jedną zasadę: nie chcemy, by naszym celem stała się praca wyłącznie z dużymi i rozpoznawalnymi markami. To często wiąże się z małą decyzyjnością i wpadnięciem w machinę korporacyjną. Liczą się dla nas relacje, a nie prestiż marki. Z premedytacją odmawiamy także realizacji projektów w sektorze publicznym, bo chcemy pracować w relacjach partnerskich i mieć realny wpływ na rozwój biznesu. No i nie zamykamy się na żadne branże, bo każdej z nich jesteśmy w stanie pomóc przez dostarczenie dobrej technologii – podsumowuje Mariusz Bessman, współzałożyciel „Jita”.

Polskie IT na prowadzeniu

Ostatnie miesiące i towarzysząca im pandemia na świecie znacząco zmieniły rynek i zasady nim rządzące. W przypadku wielu firm to właśnie Covid rozpoczął proces digitalizacji, co z kolei otworzyło duże pole dla IT i dostawców usług technologicznych, w tym także dla
Jit Team.

– Możemy pochwalić się wsparciem globalnego koncernu Randstad, jednej z największych firm HR na świecie zapewniającej wielu fabrykom czy centrom logistycznym szybki dostęp do dużej puli pracowników – zdradza Witold Bołt. – Podczas pandemii koronawirusa możliwości technologiczne Randstad, za które w Polsce w dużej mierze odpowiada Jit Team, okazały się nieocenione. Gdy z jednej strony nagle stanęły fabryki, a z drugiej centra dystrybucyjne obsługujące e-sklepy zaczęły wrzeć, można było szybko, sprawnie i bezpiecznie przelokować tysiące pracowników. Randstad mógł zapewnić masową kadrę: jej rejestrację, obsługę prawno-formalną, rozliczenie czasu pracy i sprawną wypłatę wynagrodzenia.

– Od lat współpracujemy nad rozwojem systemów IT z LPP, dla którego z oczywistych powodów okres pandemii był szczególnie wymagający – dodaje Bartosz Cieśliński. – Przykład LPP dobitnie pokazuje jednak, że firmy, które odpowiednio wcześnie zainwestowały w IT, radzą sobie lepiej w sytuacjach kryzysowych. Wspólnie z LPP, jeszcze przed pandemią zbudowaliśmy nowoczesne rozwiązanie do przetwarzania przesyłek kurierskich zamawianych przez klientów e-commerce. Wspomniana Platforma Logistyczna obsłużyła już kilkanaście milionów przesyłek, a w czasie pandemii była w stanie sprawnie przetworzyć nawet setki tysięcy zleceń dziennie w kilkunastu krajach, co pomogło firmie przetrwać trudny okres lockdownu.

Pandemia nie tylko wywołała zwiększone zapotrzebowanie na technologię IT, lecz także zapoczątkowała trend polegający na stopniowym rezygnowaniu z dalekich – w znaczeniu położenia geograficznego – dostawców usług IT. 

– Dobrym przykładem jest tu rynek indyjski powszechnie uznawany za największego dostawcę usług outsourcingu IT na świecie. W przeciwieństwie do nas Hindusom nie udało się przejść lockdownu tak, by zapewnić klientom ciągłość działania i stabilność świadczonych usług. Wielu pracowników nie miało, tam często warunków do efektywnej pracy zdalnej w domach, które byłyby zgodne z przepisami i normami bezpieczeństwa. Przez to wiele firm odczuło poważne problemy. Zamknięcie tamtejszego rynku wywołało reakcję łańcuchową: wiele europejskich firm zrezygnowało z usług świadczonych przez indyjskie firmy i postanowiło poszukać dostawcy technologicznego na „bliższych” rynkach, w tym w Polsce – komentuje
Bartosz Cieśliński.

Oczywiście Covid przyniósł też mniej pożądane zmiany dla branży IT. Największym problemem dla „Jitówców” okazało się utrudnione, a momentami całkowicie niemożliwe, podróżowanie do kontrahentów. To, na co stawiali na pierwszym miejscu – osobiste spotkania, rozmowy, pieczołowite budowanie relacji partnerskich z klientami – póki co zastąpione zostało wideokonferencjami. Ale jak deklarują właściciele – faktor „human" pozostał i pozostanie na zawsze kluczowy. Potwierdzeniem tego są inwestycje, które Jit Team realizuje w tym roku. 

Niejako w ramach urodzinowego prezentu we wrześniu Jit otworzy nowe, większe biuro w Gdyni. Taka decyzja w czasach pandemii może wydawać się zaskakująca, jednak Magdalena Plewa przekonuje, że moment na przeprowadzkę nie został wybrany przypadkowo.

– Większość Jitowców świetnie odnajduje się w pracy zdalnej, lecz na dłuższą metę nic nie zastąpi interakcji w świecie rzeczywistym. Potrzebujemy nowej przestrzeni biurowej, by pogłębiać relacje między pracownikami i klientami. Okres pandemii to idealny moment na to, by zaprojektować i wyposażyć nową siedzibę oraz zorganizować przeprowadzkę – wyjaśnia HR manager. – Gdy bezpieczny powrót do siedziby będzie możliwy, nasi pracownicy zyskają jeszcze bardziej komfortowe warunki pracy. A to, jak wierzymy, otworzy możliwości dalszego rozwoju
Jit Team.

 

Okładka: Jit Team

Autor koncepcji: Michał Stankiewicz

Foto: Karol Kacperski

Make up: Karolina Szimelfenning

Backstage: Halszka Gronek, Marta Blendowska

Produkcja: MS Group

Miejsce: Chałupy 6

 

117
09/2020

Ponad 300 pracowników i kontrakty zrealizowane dla Boeinga, Rolls Royce’a, skandynawskich firm z sektora finansów czy greckiego armatora, aż wreszcie dla gdańskiego LPP.