Sri Lanka

Wyspa rozkoszy

"Olśniewający kraj" - to zaledwie dwa słowa mówiące niemal wszystko o tym niewielkim skrawku lądu. Jeszcze bardziej na wyobraźnię działa fakt, iż opisują nie tylko miejsce i ludzi je zamieszkujących. Tyle właśnie w języku staroindyjskim oznacza nazwa państwa Sri Lanka. I nie są to puste słowa!  

Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Sri Lankę. Jednak pamiętam z całą pewnością, że stało się to dzięki bajecznie kolorowym teledyskom zespołu Duran Duran. W czasach, kiedy dalekie podróże można było odbywać niemal wyłącznie w marzeniach, Marek Niedźwiedzki rozweselał  szarą rzeczywistość, emitując w telewizji klipy kręcone w egzotycznych miejscach, wśród nich "Hungry Like the Wolf" czy "Save a Prayer". Wytwórnia EMI wydała niebagatelną sumę 200 tysięcy dolarów na podróż grupy Duran Duran na Sri Lankę i nagranie pięknych obrazów. Opłaciło się. Mieli zrobić wrażenie i zrobili. W ślad za muzykami podążyli ich fani. Wyspa zyskała oblicze wyjątkowej krainy, do której warto przyjechać. Kiedy sama tu dotarłam, postanowiłam odnaleźć miejsca znane mi z teledysków serwowanych przez Niedźwiedzkiego. Poza nimi oczarowały mnie ogromne przestrzenie pełne skarbów starożytnej architektury i dzikiej przyrody, herbaciane tarasy, niekończące się plantacje cynamonu i wanilii, gaje palmowe, pokryte gęstą roślinnością wzgórza i słonie spacerujące wśród pól. W bonusie otrzymałam słońce topiące się w każdego wieczora Ocenie Indyjskim. Sri Lanka rzeczywiście olśniewa na każdym kroku. I jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy wsiąść w samolot LOT-u w Warszawie, by po dziewięciu godzinach przenieść się do raju i dać się olśnić temu magicznemu miejscu na ziemi.  

Bez pośpiechu 

Wyłania się z wód oceanu niczym łza, przyklejona do czubka indyjskiego subkontynentu. Zresztą oba kraje dzieli zaledwie 18 mil zielono-niebieskiej wody, przez co wpływ Indii na Cejlon był dawniej ogromny. Wciąż wiele osób uważa, że Sri Lanka to małe Indie. Nie jest to jednak prawda, bo choć podobieństw można się doszukiwać na wielu poziomach, oba kraje znacznie się od siebie różnią. Podobnie jak Indie, Sri Lanka zaskakuje egzotyką i różnorodnością. Mieszają się tam kultury, religie i języki  – wyspę zamieszkują hinduiści, chrześcijanie, muzułmanie, ale przede wszystkim buddyści. Buddyzm jest wszechobecny, widoczny choćby w posągach medytującego w różnych pozycjach i mudrach Buddy, posągach górujących nad lankijskim krajobrazem, wkomponowanych w architekturę miejską i zespoły monastyczne, ukrytych w grotach i świątyniach wykutych w skale. Sri Lanka jest jednak bardziej uporządkowana i czystsza od żywiołu indyjskiego. Wydaje się też, że mniejszy tu pośpiech, szczególnie widoczny po eksploracji tutejszych miast. Dla każdego podróżnego przystanek w Kolombo jest wręcz obowiązkowy, żeby się oswoić z ruchem, ze zgiełkiem, pójść do baru, obejrzeć kolonialne pozostałości miasta. To prężna i barwna metropolia, w której przejawy nowoczesności sąsiadują z kolonialnymi pozostałościami wpływów brytyjskich, portugalskich i holenderskich. Warto zobaczyć Muzeum Narodowe, po cichu, nie przeszkadzając nietoperzom, przejść się przez Park Viharamahadevi, zajrzeć na Pettah Market.  

Tam, gdzie Adam zstąpił z nieba 

O Sri Lance mówi się, że to "kraj uśmiechniętych ludzi". I faktycznie tak jest. Spokojni, pokojowo nastawieni, pomocni, stanowią serce i duszę swego kraju. Również dzięki nim zachwytów tej wyjątkowej krainie nie szczędzili podróżnik Marco Polo, powieściopisarz Mark Twain i Mahatma Gandhi. Arabowie nazywali ją Cejlon, co w skrócie oznaczało "wyspa rozkoszy". Jeszcze niespełna pięćdziesiąt lat temu wydawało się, że żadne z określeń nie mogłoby być bardziej trafne, aż nowa, wydana w 1972 r. konstytucja, zmieniała nazwę państwa na obecną, równie dobrze dopasowaną. Długa, często burzliwa historia, odcisnęła na tym niewielkim skrawku lądu swoje ślady. Odnaleźć je można w wielu miejscach - prowadzą choćby do bram starożytnego miasta Anuradhapura, które w okresie swojej świetności było największą metropolią ówczesnego świata, albo do ruin średniowiecznej stolicy królestwa, Pollonaruwa, zabytkowego kompleksu zanurzonego w zielonej gęstwinie. Kto chce przeżyć prawdziwą przygodę, może spróbować wdrapać się na tutejszą "święta górę" - Adams Peak - wznoszący się piramidalnie ponad płaskowyżem, piąty co do wysokości szczyt Cejlonu. Nieustannie pielgrzymują tu setki wiernych wierzących w legendę, iż właśnie w tym miejscu Adam zstępując z nieba postawił swoją stopę pierwszy raz na ziemi. Równie wielu śmiałków zdobywa słynną skałę Sigiriya (Lwią Górę), która stała się już niemal symbolem Sri Lanki. Malowniczo ulokowana wśród gęstej zieleni, wysoka na 200 m, z fortecą na szczycie i z 700 schodami na niego prowadzącymi, stanowi wyzwanie dla osób bez lęku wysokości. Ci, których wszelakie lęki blokują przed wdrapywaniem się na wysokie skały, też nie będą zawiedzeni. Wszędzie mnóstwo jest świątyń, posągów, klasztorów. Są też kolonialne miasteczka, które porywają nieporównywalną z niczym atmosferą. W poszukiwaniu miejsc wyjątkowych każdy podróżnik trafia do Kandy, efektownie położonego nad jeziorem miasta, z gęstą zabudową w centrum. Stolica Prowincji Centralnej Sri Lanki otaczają wzgórza, doliny, rzeki, jeziora i wodospady. To kulturalne centrum wyspy i miasto dziedzictwa UNESCO, z najświętszą buddyjską świątynią w kraju – Tooth Temple, w której znajduje się święta relikwia zęba Buddy.   

Ślad herbaty, zapach cynamonu 

Z tego stosunkowo małego państwa pochodzi blisko siedem światowej produkcji herbaty, z której uprawy miejscowi uczynili prawdziwą sztukę. Na jej wyjątkowość wpływa specjalny mikroklimat. Powstaje on dzięki otaczającym plantacje wzgórzom porośniętym gęstym lasem tropikalnym. Czy w tej sytuacji dziwi kogoś fakt, iż obowiązkowym punktem zwiedzania wyspy jest wizyta na jednej z plantacji? Zresztą przyjezdni nie czują się zmuszani do spacerowanie między zielonymi krzakami herbaty. Sami chętnie robią sobie między nimi zdjęcia i równie chętnie odwiedzają kameralne zakłady produkujące aromatyczny napar, który rozsławił Sri Lankę na całym świecie. W takich miejscach można napić się oryginalnego cejlońskiego trunku, zielonej lub czarnej esencji i zakupić herbaciane pamiątki dla bliskich. Kraina ciągnących się po horyzont plantacji herbaty słynie też z pieprzu, wanilii i aromatycznych przypraw korzennych. Jest coś jeszcze - od czasów starożytnych uprawia się tu cynamon. Obecnie Sri Lanka produkuje od 80 do 90 procent światowej podaży tej przyprawy. Prawdziwy cejloński cynamon uprawia się w bajecznie zielonych ogrodach. Ten najsłodszy i najbardziej ceniony rośnie okolicach Negombo.    

Oko w oko ze słoniem 

Dzika przyroda jest wizytówką wyspy. Pełno tu tajemniczych i wywołujących dreszcz emocji dżungli, które filmowcy wykorzystywali chętnie i często. Właśnie na Sri Lance kręcono "King Konga, "Tarzana, "Księgę Dżungli". Powstawał tu też  kultowy "Indiana Jones".  Miejscowi doceniają otaczającą ich naturę, jest istotnym elementem ich życia. Odczuwają z nią głęboką więź i starają się żyć z nią w zgodzie. Pozytywne nastawienie ludzi do przyrody sprawia, że wciąż w naturalnym otoczeniu można tu spotkać małpy, żółwie, flamingi, nawet wieloryby i delfiny. Oczywiście są też słonie, z którymi Sri Lanka jest mocno kojarzona. Wielkie, dostojne zwierzęta zobaczyć można w najmniej oczywistych miejscach, nawet gdzieś przy autostradzie. Bywa, że podążają za nimi Athgowwa, ludzie którzy cale swoje życie poświęcają słoniom, zajmując się ich profesjonalna opieką. Te umiejętności przekazywane są na Sri Lance z pokolenia na pokolenie. Kontakt z tymi majestatycznymi zwierzętami jest zawsze niesamowitym przeżyciem. Niestety, niektóre tutejsze sierocińce czy słoniowe fundacje mają kontrowersyjne opinie, dlatego warto wybierać takie miejsca w sposób przemyślany. Idealnym miejscem pozwalającym stanąć oko w oko z dzikimi zwierzętami z całą pewnością jest rezerwat Yala. To prawdziwy Park Narodowy, a nie stworzona dla turystów z zachodu atrakcja turystyczna. 

Polecane artykuły

nic
117
09/2020

Ponad 300 pracowników i kontrakty zrealizowane dla Boeinga, Rolls Royce’a, skandynawskich firm z sektora finansów czy greckiego armatora, aż wreszcie dla gdańskiego LPP.