Kreatywne wabi-sabi

 

Zamiast sztywnej atmosfery, kontrolowany nieład. Zamiast szklanych ścianek i biurek w rzędach, klimatyczne meble z okresu PRL i rośliny. Zamiast anonimowości, wspólna przestrzeń kawowa i czwartkowe brunche. Świetlica Collective Space w Gdańsku przełamuje stereotypy w temacie przestrzeni co-workingowej. Jej założycielki Kasia Bartoszewicz i Paulina Haak zabrały nas na wycieczkę po tym oryginalnym miejscu w sercu Wrzeszcza.a

Kasię i Paulinę, z zawodu kolejno architektkę i fotografkę, poznała wspólna znajoma, która usłyszała, że obie szukają miejsca odpowiedniego do pracy i prowadzenia warsztatów. - Okazało się, że miałyśmy dokładnie takie same potrzeby, bo pracujemy w podobny sposób, w dużej mierze jako freelancerki, często wchodzimy w różnego rodzaju zdalne współprace. Spełniającego nasze kryteria miejsca na mapie Gdańska jeszcze nie było, dlatego same postanowiłyśmy je stworzyć - mówią.

Ale, jak dodają, to że same miały taką potrzebę, nie oznaczało jeszcze, że chcą tego inni. Kilkoro znajomych rzeczywiście podpowiadało, że w Gdańsku nie ma przytulnej przestrzeni co-workingowej, ale pozostało pytanie - czy pomysł spodoba się tylu osobom, że miejsce będzie w stanie się utrzymać? - To było ogromne ryzyko. Ale uznałyśmy, że jeśli same tego lokalu nie stworzymy, to nigdy się tego nie dowiemy. Poza tym podświadomie czułyśmy, że odniesie on sukces. Wierzyłyśmy, że jeśli miejsce powstanie, to ludzie sami dostrzegą potrzebę przebywania w kreatywnej przestrzeni.

Za dobrą monetę wzięły to, że dość szybko udało im się znaleźć lokal w jednej ze starych wrzeszczańskich kamienic z XX wieku przy ul. Jaśkowa Dolina. - Nie było czasu na research i kalkulacje, bo trzeba było się decydować. Inaczej lokal zostałby wynajęty przez kogoś innego. Mogłyśmy oczywiście zdecydować się na modne Dolne Miasto lub ul. Wajdeloty, ale zależało nam też na tym, by miejsce samo się obroniło i przyciągnęło ludzi. Górny Wrzeszcz jest też świetnym rozwiązaniem pod kątem komunikacji, wokół są miejsca gdzie można szybko coś zjeść - wymieniają. - Oczywiście kamienicę też wybrałyśmy celowo. Chciałyśmy wynająć lokal, którego walory można by podkreślić. Tak żeby osoby, które wynajmują u nas biurka, też doceniły wyjątkowość tego miejsca.

Założycielki przyznają, że we wnętrzach Świetlicy, panuje lekkie wabi-sabi, które jest przeciwieństwem perfekcjonizmu i idealnego porządku. - Sądzimy jednak, że to dlatego ludzie czują się tu tak dobrze i domowo. Często aż na tyle, że przy wejściu chcą zdejmować buty - śmieją się.

Przestrzeń składa się z trzech pokoi z biurkami, które pełnią funkcje co-workingowe. Jest też wielofunkcyjne pomieszczenie, w którym można zorganizować warsztaty czy sesję zdjęciową. W tygodniu ta sala pełni rolę integracyjną dla pracujących w Świetlicy - odbywają się tam wspólne brunche czy spotkania. Jest też część kuchenna z kącikiem kawowym. Wkrótce powstanie również pokój do przeprowadzenia łączeń live i webinariów.

Ściany we wszystkich pomieszczeniach pomalowano na biało z lamperiami w odcieniach miedzi i zieleni, ale uwagę najbardziej przykuwają wysokie drewniane drzwi ze zdobieniami, charakterystyczne dla kamienic z początku XX w. i drewniany parkiet w jodełkę. Gdzieniegdzie dziewczyny postawiły upolowane na targach staroci meble z okresu PRL, w kilku miejscach stoją szklane wazony ze świeżymi kwiatami. Wygląda to mniej więcej dokładnie tak jak na najmodniejszych kadrach zaczerpniętych z Instagramu.

- Starałyśmy się zaprojektować Świetlicę w taki sposób, żeby klimatem nawiązywała do naszych ulubionych filmów Wesa Andersona. Dlatego postawiłyśmy na intensywne, głęboko nasycone kolory. Wnętrze miało się też dobrze wpisywać w bieżące trendy, głównie związane ze świadomym projektowaniem. Chciałyśmy przede wszystkim uniknąć przeładowania tej przestrzeni nowymi meblami, a wykorzystać rzeczy w myśl idei upcyklingu, tak żeby praktycznie każdy przedmiot miał swoją własną historię. Tylko biurka kupione zostały w Ikei - tłumaczą.

Przestrzeń Świetlicy stale ewoluuje, bo wynajmujący stanowiska (dla których Jaśkowa Dolina to już niemalże drugi dom) wciąż przynoszą nowe skarby vintage. Z kolei właścicielki starają się odpowiadać na potrzeby stałych bywalców np. rozsuwając biurka w czasie postpandemicznym i wypełniając te przestrzenie roślinami.

Przez prawie dwa lata działania Świetlicy dziewczyny stworzyły wokół tego miejsca społeczność ludzi kreatywnych z wielu branż. Jak mówią, brak anonimowości i przypadkowości, to też jedna z cech tej przestrzeni. Gdy biurko wynajmuje nowa osoba, jest wprowadzana przez Kasię i Paulinę do grupy. Zawiązują się tu nie tylko przyjaźnie, ale również biznesowe relacje. Same właścicielki wraz z kilkoma zapoznanymi w Świetlicy osobami obecnie są na etapie tworzenia kolektywu kompleksowo zajmującej się brandingiem i tworzeniem wizualiów dla platform online.

- Sukces Świetlicy to przede wszystkim ludzie, których skupiliśmy wokół tego konceptu - podkreślają Kasia i Paulina - Wynajmujący biurka, choć często dzielą ich branże czy wiek, to osoby z pasją i pomysłem na siebie, którzy przywiązali się do tego miejsca. Było to widać zwłaszcza w okresie pandemii, gdy Świetlica pozostawała zamknięta, a rachunki za lokal wciąż musiałyśmy regulować. Część naszych wynajmujących nie zrezygnowała wtedy z biurek i wciąż płaciła za nie „czynsz”. Wiedzieli, że jeśli oni zostaną z nami w tym trudnym okresie, to cała Świetlica się utrzyma. A bardzo nie chcieli rezygnować z możliwości dalszej pracy w tym właśnie miejscu.