TAJEMNICZY 
SATYRYK Z KASZUB

Smutne historie spisane na kacu i tanim papierze

 

Od kilku lat za pomocą rysunku komentuje polską rzeczywistość. W tym komentarzu jest dużo wnikliwości, rozczarowań, ale przede wszystkim dystansu, sarkastycznego humoru i ironii. Bawi, pobudza do dyskusji i refleksji. Jak mówi, za Markiem Twainem – komedia to tragedia plus czas.

Kim jesteś?

W internecie i realu mówią mi Iskra. Lewak, feminazista, ukryta opcja prawacka, satyryk z bożej łaski, ale też „miszcz”, czy baczny obserwator otaczającego nas świata – tak określają mnie internauci. W rzeczywistości jestem prostym człowiekiem, pochodzącym z małej kaszubskiej miejscowości. Czas dzielę pomiędzy różnymi aktywnościami, z których bardzo ważną jest dla mnie rysowanie, a pracą stacjonarną w Gdyni. Lubię pociągi, piłkę nożną i proste piosenki.

Zna cię cały internet, ale niewielu wie, jak naprawdę się nazywasz. Dlaczego tak chronisz swojej prywatności?

Nie mogę powiedzieć, żebym się jakoś szczególnie ukrywał. Każdy z dostępem do internetu jest w stanie wygooglować sobie moje dane. Tylko po co? Uważam, że większości osób to po prostu nie obchodzi, i bardzo dobrze. Cała nasza przestrzeń życiowa zawłaszczana jest przez różnego rodzaju osobistości, autorytety, arbitrów i etykiety, a także przez celebrytów, influencerów, artystów, polityków, komentatorów, twórców oryginalnych i kreatywnych oraz postaci, których interesuje tylko sława. To są ludzie, którzy chcą mieć i być może mają dużo do powiedzenia na wszystkie możliwe tematy. Ja nie mam takich aspiracji. To co chcę powiedzieć, przekazuję za pomocą rysunków i to medium odpowiada mi najbardziej.

Smutne historie spisane na kacu i tanim papierze - brzmi trochę jak podsumowanie stereotypowej polskiej rzeczywistości. Co jest szczególnie smutnego w historiach, które opowiadasz?

Wiele rysunków, które ostatnio zamieszczam jest dość zabawnych, ale faktycznie w przeważającej większości są one gorzkie i, mam nadzieję, skłaniające do refleksji. Często poruszam tematy niejednoznaczne, trudne i „smutne”, jednocześnie starając się uciec od taniego moralizatorstwa i ciężkiej formy. Stąd humor, który opiera się na próbie ujarzmienia tych tematów. Pewnego odwrócenia. Moim mottem jest znane powiedzenie Marka Twaina: „Komedia to tragedia plus czas”. Jeśli zaś chodzi o nazwę, to nosi ona w sobie raczej genezę powstania fanpejdża, niż poważną analizę polskiej rzeczywistości. Nie znaczy to jednak, że uważam ją za daleką
od smutków.

Liczne badania potwierdzają jednak, że jako społeczeństwu żyje nam się coraz lepiej. Skąd zatem w nas ten smutek?

Smutek to moim zdaniem najszlachetniejsze z uczuć, dlatego jeśli uda mi się połączyć komizm ze smutkiem, mam największą satysfakcję. Smutne historie biorą się przede wszystkim z obserwacji rzeczywistości, są pewnego rodzaju katalizatorem dla tematów, wobec których czuję się bezsilny, frustrują mnie, złoszczą, dotykają mnie lub moich bliskich, albo po prostu wzruszają.

Pamiętasz pierwszy rysunek w formie komiksu, który stworzyłeś?

Jeśli sięgnąć pamięcią do podstawówki, były to proste komiksy z bohaterami z popularnych wówczas seriali animowanych. Natomiast pierwszy „żart rysunkowy”, zrobiłem w liceum i była to jednokadrówka z rycerzem wracającym spod Grunwaldu oparta na prostej puencie o zbyt drogich piwach. Najwyraźniej już wtedy ten problem nie był mi obcy.

Wcześniej zajmowałeś się ilustracją czy to była kompletna zmiana kierunku w twoim życiu?

Faktycznie, gdy po latach wróciłem do rysowania, rozpocząłem od ilustracji. Wynikało to także z faktu, iż na studiach archeologicznych odkryłem tę pasję na nowo po żmudnych pracach nad katalogowaniem rysunkowym znalezisk. Lubię robić ilustracje, choć ostatnio nieco je zaniedbałem, ale poszukiwałem innej formy do wyrażania siebie i przekazania tego, co mam do powiedzenia. Tą platformą bardzo szybko stał się komiks, a w szczególności pasek komiksowy.  Wracając do pytania, chyba mogę powiedzieć, że po latach szukania swojej drogi, istotnie kompletnie zmieniłem kierunek poszukiwań i bardzo się z tego cieszę. Nie dawno rozpocząłem też nową przygodę, tym razem z malarstwem. Zobaczymy, gdzie ona mnie zaprowadzi.

Jak rodzą się pomysły na historie, które tworzysz? 

Czasami inspirują mnie zdarzenia o zasięgu ogólnopolskim, innym razem, bardzo intymne, własne historie. Pomysły mogą pochodzić od znajomych, przyjaciół, codziennych sytuacji, ale też z internetowych interakcji czy artykułów. Zdarza się też tak, że rysuję w ciemno jakąś scenkę, a potem dopiero szukam podbudowy i puenty. Niezależnie jednak od tematu ważne, by przekazać za jego pomocą coś więcej i zrobić to w ciekawy, nieszablonowy sposób. Nie zawsze mi się to udaje, ale gdy faktycznie trafię w sedno, jestem z siebie zadowolony.

Zdarza się, że dotykasz trudnych, kontrowersyjnych tematów. Miałeś kiedyś nieprzyjemności z powodu rysunku? Ktoś chciał ocenzurować twoje prace, poczuł się dotknięty?

Zdarza się to dość często i bardzo dobrze. Nie sposób robić w satyrze, nie urażając nikogo, choć staram się jak mogę unikać taniej złośliwości. Rysując „smutne historie” od pięciu lat, gromadząc całkiem sporą rzeszę obserwatorów nie da się wszystkich obłaskawić. Powiem więcej, jako satyryk musisz często iść na kolizję, bo tak właśnie jest najciekawiej. Zresztą w moich rysunkach wyrażam własny punkt widzenia, a nie opinie, które w danym momencie są najpopularniejsze. Konformizm to największe zagrożenie dla rysownika satyrycznego.

Jak często rysujesz i ile czasu zajmuje ci praca nad ilustracją? Zdarza się, że gdzieś w tramwaju wyciągasz szkicownik, bo pomysł nagle pojawia się w głowie?

Tutaj dotknęłaś mojej pięty achillesowej i jedynego mojego postanowienia noworocznego zarazem. Otóż często zapominam o szkicowniku, których mam w domu niezliczoną ilość, a tym samym zdarza się, że ciekawe pomysły mi umykają. Do tej pory zdarzało mi się wysyłać do siebie sms z puentami czy pomysłami, dzięki czemu powstał niejeden rysunek. Jeśli chodzi o czas spędzony na rysowaniu to bywa różnie. Może to być godzina, może to być całe popołudnie. Moja technika opiera się na rysowaniu bez szkicu, dlatego jedna niewłaściwa kreska i pracę zaczynam od nowa. Najwięcej czasu spędzam jednak nad szlifowaniem żartu i rozrysowaniem kadrów w szkicowniku. 

Jak sądzisz, czego będzie dotyczył kolejny rysunek, który opublikujesz?

Nie mam pojęcia i dzięki temu nadal jest to dla mnie przygoda, którą chciałbym kontynuować dokońca życia.

 

113
02/2020

Mam poczucie, że klasa średnia i elity ludziom uboższym albo z gorszym wykształceniem częściej odbierają godność niż hiphopowcy używając określenia „pedalski” – mówi Piotr Witkowski, który dzięki roli rapera Chady w filmie „Proceder” trafił na listę najbardziej rozchwytywanych aktorów.