AGATA DOBRZYŃSKA

Z DESKĄ PRZEZ ŚWIAT

Jej życiowym totemem jest wiatr. Uzależniona od adrenaliny, drobna blondynka i konsekwentna marzycielka, prekursorka kobiecych pro-campów w Polsce, a do tego jedna z nielicznych Polek, która wzięła udział w najbardziej ekstremalnych zawodach snowkite na świecie – Red Bull Ragnarok! Agata Dobrzyńska opowiada o kobiecym spojrzeniu na kitesurfing oraz o tym jak ważna w życiu jest determinacja.

Zanzibar, Karaiby, Sycylia, Fuertaventura, Brazylia, Hawaje, a niedawno Egipt. Można powiedzieć - życie w pogodni za wiatrem?

Moje życie zawsze związane było ze sportem. Swoją przygodę z deskami zaczęłam od snowboardu, wtedy lato mogło dla mnie nie istnieć, aż do momentu, w którym po raz pierwszy spróbowałam kitesurfingu i jazdy na fali. Od razu poczułam, że chcę z tym łączyć moją przyszłość. Teraz nie wyobrażam sobie mojego życia z dala od wody, ale i zimy bez gór. Ciągłe poszukiwanie idealnych spotów do kitesurfingu, a od ostatnich dwóch lat również snowkitingu łączy się z ciągłymi podróżami. Będąc np. w Brazylii myślę o tym, gdzie spędzę następną zimę, a będąc w górach robię plany na następne lato - od tego naprawdę można się uzależnić!

Na swoim profilu napisałaś, że najważniejszą cechą u kobiety jest jej pewność siebie. Właśnie taka jest Agata? 

Taka jestem. Uważam, że pewność siebie, a przede wszystkim poczucie własnej wartości u kobiety są bardzo ważne. Każda kobieta powinna zdawać sobie sprawę z tego, że jest idealna właśnie taka jaka jest. Akceptacja siebie bardzo pomaga w życiu zawodowym, jak i osobistym. Każda z nas dąży do perfekcji, ale tak naprawdę czym jest perfekcja? Dla mnie to słowo jest dość niezrozumiałe, nie ma ludzi perfekcyjnych, a świat jest piękny i kolorowy, bo właśnie wszyscy jesteśmy tak różni.

To dlatego postanowiłaś zorganizować dla kobiet jedne z pierwszych polskich wyjazdów pro-camp?

Zwiększenie u kobiet poczucia wartości było jedną z motywacji. Jednak od zawsze dzielenie się moją pasją do kitesurfingu czy snowkitingu sprawiało mi ogromną satysfakcję i przyjemność. Mieszkając w Meksyku zaczęłam pracować nad moim projektem LOVE2KITE, który początkowo miał służyć tylko do dzielenia się zdjęciami z podróży, jednak szybko przerodził się on w projekt campów dla kobiet. Dwa lata temu zorganizowałam swój pierwszy Women’s Kite&Yoga Camp na Sycylii. Dzisiaj jestem już po 7. edycji! Co do samych wyjazdów, są one dedykowane do kobiet na każdym poziomie. To obozy stworzone są z myślą o kobietach, które chcą zacząć swoją przygodę z kitesurfingiem, jak i dla tych, które chcą popracować nad swoją techniką i nauczyć się czegoś nowego w pozytywnej i 100% damskiej atmosferze. Nasz cały team składa się z samych kobiet, od fotografa po instruktorkę jogi.

No właśnie, wspomniałaś o jodze. Dlaczego teraz kajta łączy się z jogą? Moda czy coś więcej?

Joga to świetne uzupełnienie wszystkich sportów. To idealna metoda na poranną rozgrzewkę i przygotowanie do zejścia na wodę, natomiast po sesji świetnie relaksuje! Trenując jogę ćwiczymy nasz balans i koordynacje ruchową, co pomaga w każdym innym sporcie, a także w codziennym życiu.

Wszystko wskazuje na to, że jesteś marzycielką, która jednak twardo stąpa po ziemi i z sukcesem realizuje swoje cele – dobrze trafiłam?

Zawsze wiedziałam czego chcę od życia i miałam określone cele, które po kolei realizowałam. Uważam, że zawsze trzeba podejmować ryzyko nawet jeśli czasem poniesie się porażkę, to dużo lepsze niż całe życie zastanawiać się „a co gdyby…”. Od najmłodszych lat wiedziałam, że będę podróżować. Dziś oczywiście moja lista planów wcale się nie zmniejszyła, a wręcz pozycji na niej przybywa z dnia na dzień! Apetyt rośnie w miarę jedzenia, prawda?

Patrząc na to, że niedawno wystartowałaś też w jednym z najtrudniejszych wyścigów na świecie w snowkitingu – Red Bull Ragnarok, to myślę, że tak!

W Red Bull Ragnarok brałam udział dwa razy, w 2017 oraz 2018 roku. Moje pierwsze zawody skończyłam na 8. miejscu wśród kobiet, do tej pory żadnej innej Polce nie udało się jeszcze pobić tego wyniku, ale wierzę, że stać nas na więcej! To był naprawdę bardzo ciężki wyścig, wiatr dochodził do 50 węzłów na wzniesieniach, ja i moje 47 kilo było wystawione na ogromna próbę, bardzo dużo zawodników tego roku skończyło wyścig w szpitalu, ja miałam ogromne szczęście i udało mi się dotrzeć do mety. To była nie tylko rywalizacja z innymi zawodnikami, ale również walka z żywiołem. Jednak na tym nie poprzestanę! 

Czyli zobaczymy cię w tegorocznej edycji?

W tym roku w Norwegii będę już od połowy marca. Organizuję tam swój pierwszy obóz snowkite dla kobiet, a zaraz po nim znów stanę oko w oko z tym ekstremalnym wyzwaniem. Od tej adrenaliny można się uzależnić! (zawody odbyły się w dniach 4-7 kwietnia, już po zamknięciu tego wydania Prestiżu – przyp.red.)

Zdradź, w jaki sposób przygotowujesz się do takich zawodów?

Ragnarok to zawody bardzo wymagające, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Z reguły wyścig trwa 5 godzin, wiatr jest bardzo niestały i waha się od 15 węzłów do nawet 35 na wzniesieniach. Teren zawodów wygląda jak pustynia śniegu, dwa razy się obrócisz i nie wiesz, gdzie jesteś. Orientacja w terenie jest tu najważniejsza i jest też największą zmorą. Oprócz kolejności halsów, z mapy nie da się wiele wyczytać, dlatego bardzo ważna jest umiejętność obsługi GPS. Do tego wyścigu przygotowuje się praktycznie cały sezon: snowboard, narty, skitouring i bieganie – wszystko na wysokości, w górach, tak aby przygotować organizm do wysiłku w zupełnie innych warunkach.

Drobna, wyglądająca jak nastolatka, a jednak musisz mieć w sobie mnóstwo determinacji!

Rzeczywiście determinacji mi nie brakuje, sporty deskowe są cały czas zdominowane przez mężczyzn, panuje mit, że aby uprawiać kitesurfing trzeba być bardzo silnym i dobrze zbudowanym. Kobiety często boją się nawet zacząć swoją przygodę z tym sportem, dlatego poprzez swoje campy staram się z tym stereotypem walczyć. Jak wspomniałaś, ja sama nie należę do największych osób, co wbrew pozorom jest dużą zaletą. Kiedy większość kitesurferów siedzi na brzegu i prosi o dodatkowe parę węzłów, aby zejść na wodę ze swoimi największymi latawcami, ja robię już któryś hals z rzędu!